Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jerozolima i Messi

Jerozolima i Messi

08.06.2018
Czyta się kilka minut
Na tydzień przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata, na boisko przeniósł się też konflikt izraelsko-palestyński, najstarszy na współczesnym Bliskim Wschodzie.
Plakaty wzywające do bojkotu meczu Argentyna-Izrael, Hebron, 5 czerwca 2018 r. / Fot. Hazem Bader / AFP Photo / East News
Plakaty wzywające do bojkotu meczu Argentyna-Izrael, Hebron, 5 czerwca 2018 r. / Fot. Hazem Bader / AFP Photo / East News
P

Polityczne intrygi i publicznie rzucane pogróżki sprawiły, że drużyna Argentyny zrezygnowała z ostatniego przed turniejem meczu towarzyskiego. Miała go rozegrać w sobotę z Izraelem, podobnie jak przed finałami w latach 1986, 1990, 1994 i 1998. Argentyńczycy zagraliby i tym razem (zarabiając przy okazji 2-3 miliony dolarów, które Izrael obiecał zapłacić, jeśli w zawodach udział weźmie najlepszy piłkarz świata Lionel Messi), gdyby gospodarze w ostatniej chwili nie zmienili areny, na której miał zostać rozegrany mecz. Pierwotnie planowano, że odbędzie się on w nadmorskiej Hajfie, na północy kraju. Potem jednak izraelski rząd zdecydował, że Argentyńczycy zagrają w Jerozolimie, na stadionie imienia Tivadara „Teddy’ego” Kolleka, izraelskiego burmistrza miasta z lat 1965-93.

Mecz, który się nie odbył

Pomysłodawczynią przeniesienia meczu z Hajfy do Jerozolimy była Miri Regev, minister sportu w rządzie premiera Benjamina Netanjahu. Ciesząca się opinią „jastrzębicy” nawet wśród prawicowych polityków rządzącej partii Likud, pani Regev przekonywała, że tak wspaniali goście jak Messi i jego koledzy z reprezentacji zasługują, by ich podjąć w Jerozolimie, którą Izrael uważa za swoją niepodzielną stolicę. Pani minister nie ukrywała, że wizyta drużyny Argentyny uświetni obchodzoną w tym roku 70. rocznicę utworzenia państwa Izrael. Zaplanowała wizytę Messiego pod Ścianą Płaczu, audiencję u premiera Natanjahu i pamiątkowe z nim zdjęcie.

Na wieść o tym zaprotestowali Palestyńczycy, którzy wschodnią część Jerozolimy uważają za własną i liczą, że w przyszłości stanie się ona stolicą ich niepodległego państwa. Prezes palestyńskiej federacji piłkarskiej Jibril Rajoub przed gmachem argentyńskiego konsulatu w Ramallah (obecna, nieformalna stolica Autonomii Palestyńskiej) wezwał Argentyńczyków, żeby nie przyjeżdżali grać w piłkę do Jerozolimy, na stadion zbudowany, co prawda, w zachodniej, żydowskiej części miasta, ale na gruzach palestyńskiej wioski, zburzonej podczas wojny w 1948 r. Prezes Rajoub wezwał też palestyńskich kibiców, by palili publicznie piłkarskie koszulki z nazwiskiem Messiego, jeśli Argentyńczyk zagra w meczu z Izraelem.

Palestyński ambasador w Buenos Aires Husni Abdel Wahed oznajmił w miejscowym radiu Cooperativa, że argentyńscy piłkarze staną się w Jerozolimie marionetkami w rękach izraelskich polityków, którzy ich przyjazd spróbują wykorzystać dla uświetnienia 70. rocznicy powstania Izraela. „Jakbyście się czuli, gdybyśmy my, Palestyńczycy, uczestniczyli w świętowaniu okupacji Malwinów?” – mówił Palestyńczyk, wspominając o wyspach, które Argentyńczycy uważają za własne, ale którymi zarządzają Brytyjczycy, nazywający je Falklandami; w 1982 r. oba państwa stoczyły kilkutygodniową, przegraną przez Argentyńczyków wojnę (ok. tysiąca zabitych po obu stronach), która doprowadziła do upadku wojskowej junty w Buenos Aires i przyspieszyła nastanie tam demokracji. – „Dla nas rozgrywanie meczów w Jerozolimie jest nie do przyjęcia, bo uważamy to miasto za okupowane przez Izrael”.


Czytaj także: "Strona świata" - specjalny serwis "TP" z tekstami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Do apeli, by Argentyńczycy odmówili gry w Jerozolimie przyłączył się też palestyński piłkarz Mohammed Khalil. „Wzywam was, a zwłaszcza ciebie, Lionelu Messi, którego tak wielbią palestyńscy kibice, byście przez solidarność z nami odmówili gry z Izraelczykami, okupującymi nasze ziemie”. Mohammed Khalil musiał przerwać piłkarską karierę w ostatnich dniach marca, gdy przyłączył się do palestyńskich demonstrantów ze Strefy Gazy, od początku roku domagających się prawa powrotu na leżące w Izraelu ziemie, które uważają za własne. Od marca w starciach z strzegącymi granicy żołnierzami izraelskimi zginęło prawie 130 Palestyńczyków. Khalil został trafiony karabinową serią w obie nogi, a odniesione rany uczyniły go niepełnosprawnym.

Meczowe kontrowersje i narastający polityczny spór między Palestyńczykami i Izraelem sprawił, że Argentyńczycy postanowili w końcu nie przyjeżdżać do Jerozolimy, ani w ogóle do Izraela. Mecz, na który wyprzedano wszystkie 30 tysięcy biletów, został odwołany. Prezes argentyńskiej federacji piłkarskiej Claudio Tapia przeprosił izraelskich kibiców, ale dodał, że decyzję, by nie przyjeżdżać do Izraela podjęli wszyscy piłkarze solidaryzując się z Messim, który zaczął otrzymywać pogróżki. Szef argentyńskiej dyplomacji Jorge Faurie dorzucił, że niektóre z gróźb przypominały te, firmowane przez dżihadystów z samozwańczego kalifatu znad Eufratu. Minister powiedział też, że piłkarze nigdy nie byli przekonani do podróży do Izraela, a jeśli już mieliby tam grać, to woleli Hajfę od Jerozolimy. „Został nam zaledwie tydzień do rozpoczęcia mistrzostw świata i chcemy się skupić na tym, by jak najlepiej się do nich przygotować” – ogłosiła argentyńska federacja, a trener Jorge Sampaoli ucieszył się, że zamiast czasochłonnych zagranicznych podróży, będzie mógł skoncentrować się w Barcelonie na treningach (Argentyna zaczyna grę 16 czerwca od meczu z Islandią, a w swojej grupie eliminacyjnej ma jeszcze Nigerię i Chorwację). „Dobrze, że tak się właśnie stało” – powiedział argentyński napastnik Gonzalo Higuain.

Samobójczy gol

„Uczciwość, prawda i sport dzisiaj odniosły zwycięstwo” – cieszył się z decyzji Argentyńczyków prezes Rajoub, dodając, że Palestyńczycy w ogóle nie protestowaliby przeciwko im meczowi w Izraelu, gdyby nie został on przeniesiony z Hajfy do Jerozolimy. – „Argentyńscy piłkarze nie pozwolili zrobić z siebie marionetek i Palestyńczycy bardzo im za to dziękują”.

Także izraelska opozycja uznała, że przenosząc mecz z Hajfy do Jerozolimy i próbując wykorzystać Messiego dla własnych, politycznych korzyści, rząd Netanjahu przedobrzył. „Nasi przywódcy sami upolitycznili piłkarski mecz” – powiedział w rozmowie z londyńskim „Independentem” opozycyjny poseł z Knessetu Zuheir Bahloul. „Sami strzelili sobie samobójczego gola” – dodał przywódca opozycji w parlamencie Isaac Herzog z Partii Pracy. – „I to jakże widowiskowego!”

Próbując ratować sytuację, Netanjahu dzwonił jeszcze do argentyńskiego prezydenta Maurizio Macriego, ale ten powiedział, że nie może niczego nakazywać piłkarzom. Minister obrony Izraela Avigdor Lierberman stwierdził, że bardzo żałuje, iż „argentyńscy piłkarze ulegli naciskom antyżydowskich podjudzaczy”. „My przed antysemickimi wielbicielami terroryzmu nie ugniemy się nigdy” – zapewnił, a prezydent Reuven Rivlin, skarżąc się, że Argentyńczycy upolitycznili sprawę meczu, żałował, że on sam, ani jego wnuki nie obejrzą na własne oczy znakomitych argentyńskich piłkarzy’ „Ale są sprawy i wartości ważniejsze nawet od samego Messiego” – dodał.


Czytaj także: 70 lat państwa Izrael - specjalny dodatek do "Tygodnika Powszechnego"


Pani minister sportu Miri Regev orzekła, że Argentyńczycy przestraszyli się gróźb terrorystów, a izraelskie gazety przypomniały, że drużyna Argentyny grała już przecież na tym samym stadionie w 1998 r. Izraelska federacja piłkarska oskarżyła palestyńską o „futbolowy terroryzm” i zażądała od światowej federacji FIFA śledztwa w sprawie pogróżek, jakie palestyński prezes Rajoub kierował pod adresem Messiego.

Burzliwa wiosna

Skandal z odwołanym meczem Argentyńczyków wpisuje się w inne polityczne burze, jakie przetaczają się tej wiosny nad Jerozolimą. Ich początkiem stała się grudniowa decyzja amerykańskiego prezydenta o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. W 1947 r. dzieląc ziemie Palestyny (oddanej po I wojnie światowej pod protektorat brytyjski) na państwo żydowskie i arabskie, Organizacja Narodów Zjednoczonych postanowiła, że Jerozolima będzie „miastem międzynarodowym”. Ustalenia zostały naruszone już podczas pierwszej wojny izraelsko-arabskiej w 1948 r., w wyniku której zachodnia część Jerozolimy znalazła się pod kontrolą Izraela, a wschodnia – Jordanii i Palestyńczyków. W kolejnej wojnie, w 1967 r., Izrael zajął całe miasto, a w 1980 r. ogłosił je swoją „wieczną i niepodzielną stolicą”. ONZ nigdy nie uznała tej decyzji, a państwa członkowskie przeniosły swoje ambasady z Jerozolimy do Tel Awiwu.

W maju, w 70. rocznicę powstania państwa Izrael, USA jako pierwsze przeniosły ambasadę z powrotem do Jerozolimy. Tego dnia, gdy ambasada była uroczyście otwierana, na granicy między Izraelem a Strefą Gazy zginęło w rozruchach ponad 60 Palestyńczyków. W ślad z Amerykanami swoje ambasady do Jerozolimy przeniosły Gwatemala i Paragwaj, a przenosiny zapowiedziały też Honduras, Czechy i Rumunia. Pozostałe kraje, w tym Polska, uważają, że status Jerozolimy musi zostać określony w wyniku rozmów pokojowych między Palestyńczykami i Izraelem.

W maju izraelski minister wywiadu Israel Katz powiedział w wywiadzie dla Reutersa, że rząd Netanyahu chce wykorzystać wyjątkową życzliwość Donalda Trumpa i przekonać Amerykanów, by oficjalnie uznali za należące do państwa żydowskiego także Wzgórza Golan, odebrane przez Izrael Syrii w wojnie z 1967 r. Minister Katz mówił otwarcie, że łamiąc wszystkie dotychczasowe reguły bliskowschodniej polityki, Trump, jak żaden wcześniejszy amerykański prezydent, skłonny byłby uznać Wzgórza Golan za izraelskie ziemie (Izrael anektował je w 1981 r.), a słaba i pogrążona w wojnie domowej Syria musiałaby się z jedynie z faktami dokonanymi pogodzić.

Eichmann w Buenos Aires

Skandal z odwołanym meczem w Jerozolimie przypomniał też o wyjątkowo trudnych relacjach, jakie łączą Izrael z Argentyną. Najgorszy z możliwych był już ich początek. Po II wojnie światowej tysiące niemieckich zbrodniarzy wojennych i dygnitarzy partii faszystowskiej, z Adolfem Eichmannem, głównym nadzorcą planu Zagłady, ukryło się właśnie w Argentynie. W 1960 r., gdy oficerowie izraelskiego wywiadu uprowadzili z Buenos Aires Eichmanna i przewieźli go do Izraela (gdzie został skazany na śmierć i powieszony) oburzona Argentyna składała na Izrael skargi w ONZ, a diaspora żydowska w Argentynie, najliczniejsza w całej Ameryce Południowej, była atakowana przez tamtejszą skrajną prawicę. Dopiero w 1991 r. Carlos Menem jako pierwszy argentyński prezydent złożył oficjalną wizytę w Izraelu (Netanjahu, jako pierwszy premier Izraela, odwiedził Argentynę dopiero jesienią zeszłego roku).


Czytaj także: "Futbol jest okrutny" - piłkarski blog Michała Okońskiego


W 1992 r. w zamachu bombowym na ambasadę Izraela w Buenos Aires zginęło prawie 30 osób. Dwa lata wcześniej zamachowcy zaatakowali budynek Stowarzyszenia Argentyńsko-Izraelskiego. Zginęło 85 osób, a prawie pół tysiąca zostało rannych. Winnych zamachu nie tylko nie ukarano, ale nawet nie ujawniono. Izrael, organizacje żydowskie, a także Interpol podejrzewały, że zamach zlecił i sfinansował Iran, a wykonawcami byli partyzanci libańskiego Hezbollahu, podopieczni ajatollahów z Teheranu. I jedni, i drudzy za swojego największego wroga mieli Izrael.

Dopiero w 2004 r., pod naciskiem działaczy praw człowieka i niektórych biskupów (m.in. dzisiejszego papieża Franciszka), zarzucających władzom próbę zatuszowania sprawy, prezydent Nestor Kirchner powołał Alberto Nismana na specjalnego prokuratora, mającego zbadać zarówno sprawę zamachu z 1994 r., najkrwawszego w historii Argentyny i najkrwawszego przeciwko społeczności żydowskiej poza granicami Izraela, jak też wyjaśnić przyczynę indolencji argentyńskich śledczych.

Prokurator Nisman błyskawicznie postawił zarzuty kilku irańskim politykom (nigdy nie stanęli przed żadnym sądem) i działaczom Hezbollahu, a kilka lat później oskarżył ówczesną prezydent Cristinę Fernandez de Kirchner (żonę i następczynię Nestora) i jej szefa dyplomacji, że zabiegając o współpracę gospodarczą z Iranem, tuszowali sprawę zamachu i utrudniali śledztwo.

W 2015 r., w dniu w którym miał składać zeznania w parlamencie, prokurator Nisman został znaleziony martwy we własnym mieszkaniu. Obok na podłodze leżały pistolet i łuska od pocisku, a drzwi mieszkania były zamknięte od środka. Władze uznały śmierć prokuratora za samobójstwo.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Federalna Izba Karna i Penitencjarna potwierdziła (samo pismo datowane jest 1 czerwca), iż wyniki dochodzenia przeciwko czterem funkcjonariuszom policji podejrzanym o tuszowanie śledztwa pozwalają wyciągnąć wniosek (prawnicy nazywają to dowodem prima facie), że Nisman został zamordowany i że jego śmierć była bezpośrednią konsekwencją oskarżenia urzędującej wówczas pani prezydent.

Niech polityka nie miesza się do sportu ! Także pieniądze to nie wszystko choć 3 mln dolarów na ulicy nie leżą.

"I jedni, i drudzy za swojego największego wroga mieli Izrael." Istotnym problemem przekazu swiata zachodniego jest sprowadzenie konfliktu Izraelsko - Palestynskiego do "pjedynczych wrogow" jak to robi rowniez red. Jagielski. Jesli odwolac sie do badan opinii publicznej krajow Bliskiego Wschodu to niechec czy wrogosc spolecznosci wobec Izraela jest powszechna, niezaleznie od politycznych manewrow poszczegolnych rzadow. Wyniki tych badan rowniez wyraznie mowia, ze tak dlugo jak nie zostanie rozwiazany problem spolecznosci palestynskiej, tak dlugo jak Izrael bedzie traktowal ta spolecznosc z cala brutalnoscia konflikt bedzie mial miejsce a spolecznosci regionu beda wrogo do Izraela nastawione. Nawet w przypadku wspomnianego przez Autora Hezbollah, rzecz jest bardziej zlozona niz zwykla wrogosc dla wrogosci. Warto pamietac, ze przez lata Izrael okupowal poludniowe tereny Libanu skad ostatecznie po latach musial sie wycofac wlasnie pod naciskiem zbrojnego skrzydla tej organizacji. Jak w kazdym konflikcie wystepuja przynajmniej dwie strony i wrogosc obu stron ma racjonalne wytlumaczenie i uzasadnienie nie jest zas wytworem chorobliwego i nielogicznego impulsu. Pozdrawiam

rozmowę z Tomem Segevem "Państwo za wszelką cenę". W kontekście tej dyskusji szczególnie odpowiedź na pytanie "Czy w czasie tych 70 lat była możliwość, patrząc z dzisiejszej perspektywy, aby zapobiec konfliktowi z Arabami?". Tragiczny (czyli podobny do greckiej tragedii) wymiar konfliktu izraelsko-arabskiego nie da się obrócić w budującą narrację i jest rzadko eksponowany z taką bezpośredniością.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]