Idź z Bogiem

Dlaczego coraz więcej osób decyduje się formalnie wystąpić z Kościoła katolickiego?

Reklama

Idź z Bogiem

Idź z Bogiem

13.01.2020
Czyta się kilka minut
Dlaczego coraz więcej osób decyduje się formalnie wystąpić z Kościoła katolickiego?
ANDRZEJ IWAŃCZUK / REPORTER
N

Najpierw googlują, jak to zrobić skutecznie, żeby nie powtarzać procedury, która bywa niemiła. Piszą uzasadnienie swojej decyzji. Udają się do parafii, gdzie byli chrzczeni. Stamtąd biorą wypis z księgi chrztów i idą do obecnej parafii, gdzie składają akt apostazji, czyli świadomego, dobrowolnego i publicznego wyrzeczenia się kontaktu z Kościołem rzymskokatolickim.

Procedura apostazji przestała być w ostatnich miesiącach tematem tabu. Prosty test w Google Trends pokazuje, że zainteresowanie tematem wzrosło, gdy na apostazję zdecydowała się Małgorzata Jamroży, piosenkarka występująca pod pseudonimem Margaret. W 2018 r. temat pojawił się wśród youtuberów – największą popularnością cieszyło się wideo zamieszczone na profilu Hani Es. Duży ruch spowodowała też apostazja publicznie ogłoszona przez pisarza Jacka Dehnela oraz film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

...

19413

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wrażliwość na przemoc symboliczną wzrosła nie tylko w sferze religii. Można dziś podpaść za zrobienie sobie fryzury afro, jeśli nie ma się afrykańskich przodków (tzw. apropriacja kulturowa), użycie tradycyjnego zaimka osobowego w stosunku do osoby nieidentyfikującej się z żadną z dwóch płci albo odruchowe stosowanie pozornie neutralnych maskulinatywów, tam gdzie mamy już feminatywy (dlaczego spellchecker podkreśla mi "feminatywy" na czerwono?!!!). W tym numerze ks. Boniecki pisze o panu, który chciał się dowiedzieć, czy można anulować chrzest udzielony mu przez położną bez żadnej ceremonii i prawdopodobnie nigdy nie wpisany do kościelnych ksiąg (urodził się w ateistycznej rodzinie). Była też próba zaskarżenia szpitalnego kapelana, który udzielił ostatniego namaszczenia nieznanemu sobie wcześniej nieprzytomnemu choremu, nie wiedząc, że ten po oprzytomnieniu odbierze to jako krzywdę. Fakt, że czasem niektórzy przesadzają, jak mormoni, którzy chrzcili ofiary holokaustu. Wycofali się zresztą z tej praktyki i przeprosili, mimo że większość Żydów (przynajmniej tych, którzy komentowali sprawę w Jerusalem Post ジ) deklarowała całkowitą obojętność i nawet drwiła z oburzonych współwyznawców. Trochę dziwi tytuł: "Idź z Bogiem". Przepraszam, czy odchodząc z kościoła ktoś prosi o towarzystwo? Pytanie nie jest abstrakcyjne. Na własne uszy słyszałem red. Janusza Weissa, który po dość niemiłej rozmowie na antenie z radiosłuchaczką usłyszał od niej: "będę się za pana modliła". "A jakim prawem?", obruszył się dziennikarz. "Wypraszam sobie modlitwy za mnie". Wychowany w dawnych, nie tak wydelikaconych czasach, bez problemu przyjmuję od czasu do czasu hinduskie, buddyjskie i muzułmańskie życzenia i błogosławieństwa, spływające na mnie za sprawą osobistych znajomości. Nie mam też nic przeciwko temu, żeby ktoś zmówił za mnie po śmierci kadisz, czy nawet po mormońsku ochrzcił (jeśli ktoś z moich potomków zostanie mormonem na odpowiednim stopniu wtajemniczenia). Jednakże red. Wilczyński i o. Biskup stąpają po śliskim gruncie, naprawdę.

...wobec istoty i skali samego zjawiska: dlaczego wciąż tak wielu n i e zdecydowało się na formalne wypisanie się z kościoła? podpowiadam: bo forma wciąż u p i e r d l i w a, a samo działanie ma wymiar głównie psychologiczny, co dla tych mających kościół już i tak za sobą nie ma większego znaczenia - natomiast konsekwencje są poważne, bo to jak bomba z opóźnionym zapłonem: ci, co machnęli ręka na pogawędkę z proboszczem nie ochrzczą swych dzieci i nie poślą ich na sesje religijnej indoktrynacji - lont zapalony, już ładnie iskrzy, a wierchuszka hierarchiczna tymczasem zastanawia się jak dokopać Franciszkowi, bo to jego i światową masonerię winią za odczuwalne już nawet przez nich osuwanie się struktury w której swe pałacowe gniazdka uwili

Ludzi odchodzących od kościoła jest coraz więcej. Nie każdy decyduje się na formalne odejście. Ludzi po prostu kładą lachę na kościół. I tak to z reguły wygląda. Większość katolików nie czyta nawet pisma świętego. To dla nich nie poważy tekst. Znam wielu ludzi, którzy mówią że wierzą a kiedy się pytam czy czytali ewangelie kiedyś to odpowiedz brzmi- "NIE" . Mówią tak bo tak ich nauczono. Klepią odpowiedz dla zasady. I żyją jakby Boga nie było. Tak wygląda polski katolicyzm. Człowiek, który poważnie coś traktuje, przynajmniej zapozna się z dokumentacją dotyczącą jakieś sprawy. Jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy związanej z religią to katolik nie chce sobie tymi głupotami zaprzątać głowy. Mało tego często wyśmieją tych, co angażują się w czytanie ewangelii, prace w kościele. Tacy ludzie są często na ustach zwykłych katolików. ==>https://www.youtube.com/watch?v=WXIC5T6Z7Ig

Powody apostazji są znane!! I każdy je zna. Nie odpowiada ludziom po prostu instytucja, która dała ludziom wiarę wyłącznie dla tego, żeby zrobić na ludziach interes. Przy takich majątkach jakie ma na utrzymaniu kościół jest to normalne. I nie ulegnie to zmianie. Każdy z nich chce żyć godnie. I jako ludzie powinniśmy się nauczyć rozumieć kapłana bądź inną osobę życia konsekrowanego. Błądzi każdy !!! Kościół popełnił błąd. Idealizując świętych i apostołów. Bo jakby od świętego Pawła dostali by pałą to zrozumieliby, że kapłanie są lepszymi ludźmi. Dla idei pobudowali świętym groby spobielane. I uczynili siebie przez to zgorszeniem większym od innych. Bo nigdy im nie dorównają. Apostołowie to byli tak samo ułomni pogubieni ludzie jak kler. Tak samo kłamali, manipulowali, robili interesy (itd). Tak samo potrafili zgorszyć. Wszyscy błądzą i to jest prawda. Nie jesteśmy ludźmi doskonałymi i niema ludzi doskonałych. Są ludzie, którzy starają się po prostu być lepszymi ludźmi. Chodź nie zawsze to wychodzi.

Co byście pomyśleli o człowieku, którzy w imię Chrystusa upierdziela policjantowi ucho (przecież ten policjant tylko wykonywał polecenia swoich przełożonych). Pewnie, że to chory fanatyk? Wyobraźcie sobie biskupa, który porównuje was słowami : Spełniło się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta - do kałuży błota. (słowa Piotra) Gdyby Piotr żył w naszych czasach i w kościele użył tych słów i niebyły to nauki fundamentalne. To katolicy by go medialnie zjedli. I poczuli się zgorszeni tymi słowami. I pomyśleli co za bezczelny gnój i fanatyk. Jak on śmie o nas tak mówić?====>https://www.youtube.com/watch?v=bZ_BoOlAXyk

Jakbyście weszli do świątyni (kościoła) i zaczęli przewracać stragany w kościele i ludzi gonić to doczekalibyście się policji. I byście księdzu powiedzieli, że nie będą kupczyć w kościele Bogiem w domu naszego Ojca to zajęły by się tym organy ścigania. Chrystus tak na prawdę był założycielem sekty żydowskiej i się panoszył nie na swoim podwórku. Gdyby dostarczył niezbitych dowodów na swoje bóstwo nie było by problemu. Reszta to legendy.

Z historii wiemy jak synagoga chroniła się przed powstawaniem nowej religii. A teraz przyjrzyjmy się jak kościół walczył z innymi religiami (innymi kościołami) i wewnętrzną dyscypliną. Jak Chronił się przed rozłamem. Ludzi po prostu KK mordował w imię Chrystusa. Nabijał na pal, palił ludzi żywcem. wszystko w imię własnych interesów i swojej władzy. Wojny między kościołami, przelewana krew a wszystko i imię Boga. Więc nie dziwcie się apostatom.

Pewnie się zastanawiacie jak naprawdę żydzi traktowali Jezusa i apostołów. Wy jako katolicy jesteście przywiązani do swojego kościoła i nie ufacie czemu innemu co powstaje bo nauczono was że to sekty. Tak was wytresowano. I tak samo byli wychowani żydzi. Nie ufali nowym zwodniczym religią. Bo za czasów Jezusa rodził się nowy kościół. Jedno co się nie zmieniło w człowieku to nieufność. Kiedy puścicie sobie film który załączam na dole (link z youtube), to będziecie mieli takie odczucia jak mieli żydzi do powstającej nowej wiary dwa tysiące lat temu. Bo mentalność ludzka się nie zmienia. I zachowacie się po obejrzeniu tego jak żydzi mieszkający gdzieś w Palestynie dwa tysiące lat temu ====>https://www.youtube.com/watch?v=zZVpUY3C6pI

nic się nie zmieniło

Bardzo dziękuję Tygodnikowi, który - podobnie jak cały "Znak" w grudniu - interesuje się losem i uczuciami (!) takich jak ja, co odchodzą lub odeszli. Z artykułu widać, że rozmowy o apostazji są bardzo trudne i dla proboszczów, i dla odchodzących od katolicyzmu. Może pomogłoby popatrzenie na apostazję jako na swego rodzaju reklamację? Ktoś naprawdę chciał zastosować w swoim życu katolicki obraz świata i sposób życia, chciał wierzyć katolickim autorytetom - ale nie osiągnął dobrych wyników, których się spodziewał. Teraz reklamuje coś, co go rozczarowało... Czy nie ma do tego prawa? Wymagałoby to oczywiście samokrytycznego widzenia katolicyzmu takiego jakie proponuje papież Franciszek, jako jednej z wielu możliwych wizji świata, antropologii i etyk... Wymagałoby to uznania, że podobnie jak judaizm, buddyzm czy świecki humanizm, czy jakakolwiek inna wielka wspólnota - Kościół na na koncie rzeczy wspaniałe i straszne. Czy nie byłoby możliwe - zamiast urzędowego wypełniania papierów - zapytanie wprost o to, jaki jest nowy światopogląd odchodzącego? A potem pożegnanie w trójkę w ramach normalnej ludzkiej rozmowy, gdzie oprócz przedstawiciela Kościoła byłby obecny - witający! - przedstawiciel nowej wspólnoty, jakakolwiek by ona nie była? Czy szanse na ewentualny przyszły powrót do Kościoła, o który chyba proboszczom docelowo tu chodzi - nie byłyby wtedy większe?

Czyżby pan Dariusz od międzygwiezdnych żaglowców, z którym miałem przyjemność polemizować na forum TP (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zycie-bez-wiary-nie-jest-zyciem-w-ciemno-160230)? Wszystkiego dobrego w nowym roku! "Znakowi", który czytałem regularnie w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, chyba skończyły się poważne tematy. Chrzest ma doniosłe i trwałe skutki tylko w rzeczywistości nadprzyrodzonej. Jeśli ktoś w nią nie wierzy albo uważa, że chrześcijaństwo ma o niej zgoła mylne wyobrażenie, to nie doświadcza skutków chrztu i może spokojnie zapomnieć o incydencie, którego przeważnie i tak nie pamięta. Przecież to nie obrzezanie ani jakiś inicjacyjny tatuaż! Większość odchodzących od kościoła przechodzi nad tym faktem dosłownie do porządku dziennego. Niektórym z różnych względów potrzebne jest jego rytualne zaznaczenie i/lub formalne odnotowanie porzucenia religii w księgach parafialnych (np. żeby utrudnić dzieciom pochowanie takiej osoby po katolicku, gdyby przyszło im to do głowy, bo wielu innych racjonalnych motywów nie widzę). Ci mają właśnie apostazję. Po co wymyślać idiotyczną, nową, świecką tradycję? Mocno niedopracowaną zresztą, bo uwzględniającą tylko tych, którzy odchodzą do innej instytucjonalnej religii i to chętnej do uczestniczenia w takim "odbijanym".

Dobrego roku :) Ja tylko - jako życzliwy ateista - staram się podpowiedzieć religiom, czym mogłyby takich jak ja zachęcić, czym zrobić na nas dobre wrażenie. Mój tu przedstawiony pomysł to w gruncie rzeczy sugestia, aby traktować apostazję równie poważnie, jak ewangelizację i duszpasterstwo. Moim zdaniem wygodne drzwi wyjściowe zrobiłyby o wiele większe wrażenie na potencjalnych nowych katolikach, niż wygodne wejście... Wzięcie udziału w "obrzędach przejścia" byłoby bowiem gestem wskazującym, że Kościół czy jakakolwiek inna wspólnota nie pracuje jak tokarka, wycinająca ze społeczeństwa święty "Lud Boży" - po czym okrawki są wyrzucane do śmieci... Te "resztki" są przecież nadal ludźmi, co zresztą sugeruje w swoich uwagach w artykule odważny jak zawsze o. Maciej Biskup... Czy opisane przeze mnie "obrzędy przejścia" byłyby możliwe tylko między religiami? Niekoniecznie, jeśli np. stowarzyszenia racjonalistów i ateistów szkoliłyby swoich delegatów na takie obrzędy (i zgodziły się przygotowywać je razem z Kościołami). Z kolei dla zupełnie samodzielnych światopoglądowo państwo mogłoby mieć konsultantów, z pogranicza psychologii i filozofii, takich co się znają na światopoglądach, obrzędach i innych opcjach w zakresie rozmaitych współczesnych wizji świata i stylów życia...

Rozbroiłeś mnie, Dariuszu, kompletnie swoją wypowiedzią. I ja życzliwie coś ci doradzę. Zostaw na razie kościół katolicki, bo zanim twoje pomysły przebiją się przez mur konserwatyzmu i inercji właściwej tej instytucji i trafią do jakiejś podkomisji któregoś tam z kolei synodu, minie ze sto lat i ani ty, ani tym bardziej ja nie doczekamy rezultatów. Spróbuj zacząć od mniejszej denominacji, na przykład od anabaptystów albo właśnie od kółka ateistycznego. Oni też powinni mieć obrzędy wyjścia. A kiedy zaczną w opisany przez ciebie sposób współpracować, to może KRK sam dołączy, choćby jako obserwator, jak w Światowej Radzie Kościołów. Powodzenia!

Kilka lat temu na forum TP kłóciłam się zawzięcie w sprawie apostazji z osobą, której manifestacyjne odejście od Koscioła i jeszcze zachęcenie do tego swego meza, znanego teologa i filozofa było dość głosne. Owa osoba mimo wykształcenia i inteligencji nie była mi w stanie wyjaśnić, dlaczego tak usilnie namawia wszystkich na dokonanie apostazji. Moja postawa była dokładnie taka jak pańska, jej argument - Kosciół nie powinien prezentować fałszywych danych co do liczby zarejestrowanych wiernych:)))

@ kalina16 w niedziela, 19.01.2020, 13:32. Cherchez la femme! To żartem, a na poważnie - motywy apostazji mogą być różne i nie ma potrzeby w nie wnikać, skoro kościół sam daje taką możliwość. Jednym z tych motywów może być chęć nie bycia liczonym między katoliki li tylko na podstawie zapisu metrykalnego, chociaż nie ma to żadnego praktycznego znaczenia. A czy ma sens? Nie wiem. W każdym razie na pewno nie jest to takie trudne, bo jak piszą na stronie apostazja.info (właśnie wygenerowałem kolejną odsłonę i mimowolnie stałem się zapewne kolejnym "zainteresowanym dokonaniem apostazji"), jeśli ktoś pofatyguje się do parafii chrztu, to sprawę załatwi od ręki bez żadnych świadków. Poza parafią chrztu w najgorszym razie zaczeka na dokończenie procedur 4-6 tygodni. Obywatelstwa polskiego zrzec się dużo trudniej, bo trzeba najpierw załatwić sobie inne (prawo międzynarodowe zabrania kreowania bezpaństwowców) i prosić o zgodę prezydenta, który teoretycznie może odmówić. Co mnie natomiast śmieszy i/lub irytuje? Na przykład fantazje prof. Mikołejki (autora kilkunastu artykułów w TP) o czarnych szatach żałobnych i innych rzekomych elementach tego "średniowiecznego rytuału", który go drażni i boli i reformy którego stanowczo żąda. Na Boga! Przecież jest ateistą i nie wiadomo nawet, czy kiedykolwiek był katolikiem. Zupełnie jakby szalona feministka pragnęła zajść w ciążę tylko po to, żeby dochodzić swojego prawa do aborcji. A gdyby nawet faktycznie był to średniowieczny rytuał, to jakiego spodziewałby się w instytucji, którą uważa za przeżytek średniowiecza? Są też tacy, jak Palikot, którzy próbują zmontować jakiś ruch na bazie wspólnoty niewiary. Róbcie co chcecie, ale uda wam się jak Palikotowi. Najbardziej jednak idiotyczna wydaje mi się postawa tych katolików i księży, którzy kościoła nie opuszczają, ale bardzo chcą ułatwić to innym, a wręcz do tego zachęcić. Jak Obirek (już nie kapłan, ale chyba jeszcze nie apostata), uważają to za pożądane, żeby kościół "oczyścić", jednak nie z tych przyszłych apostatów, a z ludzi, którzy w kościele chcą być i żadna inna możliwość nawet nie przychodzi im do głowy. Jakby ktoś specjalnie podpalał busz, żeby przez rozmiary katastrofy potrząsnąć beztroskimi ignorantami w kwestii kryzysu klimatycznego. Schizofrenia i idiotyzm. I tyle ode mnie w tym wątku.

KK tylko dzięki swej mega powszechności korzysta z uprzywilejowania podatkowego, finansowego, propagandowego czy jakiegokolwiek tam. Im mniej wiernych, tym mniejsza władza i mniejsza kontrola nad strukturami państwowymi. Niemniej choć to w pełni rozumiem i tak apostazji nie składam. Nie specjalnie widzę różnicę pomiędzy "dżumą a cholerą" :))) ale jak wprowadzą podatek kościelny uzależniony od wyznawanej religii, to już zmieni postać rzeczy, dlatego póki KK cokolwiek znaczy w władzach tego państwa, coś takiego nie nastąpi (ot paradoks).

"Marek: – Dziś nadal boję się tego, co będzie dalej, ale moja duchowość jest zupełnie inna. Kontempluję świat, ćwiczę jogę i medytuję. Nie brakuje mi katolicyzmu, choć czasem z sentymentem wspominam to, co zostawiłem." Co będzie dalej pyta Marek? Będzie musiał sam radzić sobie ze skutkami grzechu, który mieszka w jego sercu (Mk 7,21-22 "Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.") i doświadczać swojej bezsilności wobec grzechu. Ten grzech będzie miał toksyczny wpływ na niego i na jego relacje z innymi. Jest rzeczą oczywistą, że grzech ma wiele form i różną intensywność, ale on jest realny i dlatego historia ludzkości jest wciąż pełna niesprawiedliwości, przemocy i rozlewu krwi...

"O. Biskup przestrzega, żeby nie traktować apostazji jako najgorszego zła: – Przecież Chrystus nie jest związany sakramentami, tak jak Kościół, i ma moc dotrzeć swoją łaską na peryferia niewiary." Ale trzeba pamiętać, że apostazja obok zabójstwa i cudzołóstwa to grzech śmiertelny. Anna:" Wyszłam bardzo zadowolona, że w końcu ogarnęłam tę sprawę. Moja mama śmieje się, że jestem pierwszą czarownicą w miejscowości. Ot, cały proces." Cóż, czy będzie również zadowolona gdy w jej życiu pojawi się cierpienie i zło, które niszczą życie ludzkie i ona słaba istota (bez pomocy Boga, Którego wyrzuciła ze swego serca) będzie musiała stawić im czoła? Ogromna ignorancja i kompletna nieznajomość życia.

...szatański podszept, nieprawdaż - no i tu Sz. P. powinien się chwilę zatrzymać i podrapać w głowę....㋡

Zabijesz kogoś, będziesz uprawiał seks, złożysz jakiś papierek na plebani, na jedno wyjdzie, brawo!!! ;p

i dać sobie spokój? Przecież apostazja to taka sama praktyka religijna jak każda;-) Ot kolejny kościelny papierek

zostaje jednak po pierwsze kwestia indywidualna, jak na przykład pogrzebu, oraz bardziej ogólna - statystyki, która się kościół podpiera

... dlatego decydują się na apostazję. Warto mieć w życiu za wzór autorytety -choćby św. Jana Pawła II - wtedy apostazja nie grozi.

Sz. P. chyba nie zdaje sobie sprawy, jak podobne Pańskiej wypowiedzi nakręcają koniunkturę apostazji...㋡

Spodziewałam się po tym tekście czegoś innego. Nie wiem dokładnie czego, ale nie wynika z jakich motywów ludzie decydują się na odejście, co im przeszkadza/drażni/irytuje, jak postrzegają instytucję/wspólnotę itd.

Pan Dariusz sugeruje, że pewnym pomysłem byłoby zaproszenie do udziału trzeciej strony, kogoś ze stowarzyszenia, lub jest ktoś jest "samodzielny" - konsultanta, urzędnika. Dobra strona tego pomysłu jest taka, że ludzie nie byliby narażeni na nieuprzejme, lekceważące zachowania księży, na odmowy, sprawa byłaby załatwiana urzędowo, czyli możliwie profesjonalnie. Nie mówię już o innych dobrych stronach. Cóż póki co tak nie jest, ale może można się zjawić z kimś kto będzie świadkiem, żeby było bezpieczniej? Czy takiego prawa można odmówić? Oczywiście o ile ktoś ma ochotę grać w tę grę, co już jest inną sprawą. Ktoś tu ładnie powiedział, że ludzie przyjmują postawy religijne czytając poezję, czy literaturę. Mogą, ale nie muszą. Lepiej by było aby religijność nie była przymusem. W tekście kilka razy pojawia się wypowiedź odważnego Macieja Zięby. Z tych kilku zdań, które mówi wyłania się bardzo fajny człowiek. Jeśli tacy będą księża przyszłego kościoła, to może ludzie zamiast się wypisywać, zaczną się wpisywać całkiem dobrowolnie...

Też się zastanawiam po co psuć sobie nerwy i zdrowie, a co ważniejsze, stosunki z rodziną i w społecznością, w której się mieszka, aby udowodnić coś sobie, w zasadzie to nie do końca wiadomo co. Będąc dzieckiem, pamiętam, nie wiadomo zresztą dlaczego, ksiądz z ambony grzmiał, że tych co prowadzą meliny z alkoholem, będzie grzebał pod płotem na cmentarzy parafialnym, a trumna z ich zwłokami nie będzie wstawiana do kościoła na mszy pogrzebowej. To były czasy głębokiej komuny, gdy wódka była środkiem płatniczym, z którym władza ludowa ponoć walczyła, szczególnie z bimbrownictwem. Ot jedna z form szantażu emocjonalnego stosowana przez nasz Kościół dla przywołania owieczek do porządku. Ten przypadek akurat odnosi się do tak skrzętnie przemilczanej współpracy obu totalitarnych zresztą systemów. Władza straszyła karami administracyjnymi a pleban potępieniem jeszcze za życia delikwenta. Proces składania aktu apostazji też ma na celu jedynie upokorzyć niepokornych, wystawić ich na pośmiewisko i odtrącenie. Takie, w średniowieczu stosowane, zakuwanie w dyby przed kościołem grzesznika w ramach pokuty. Doprawdy nie rozumiem ludzi, którzy podejmują tę grę. Filozofia życia jaka obecnie jest w modzie, znacznie różni się od tej średniowiecznej, choć mentalnie nic a nic się nie zmieniliśmy. Za kilka lat nasze życiowe priorytety będą się z pewnością różnić od tych dzisiejszych. Być może zacznie dominować myślenie, że żadna deklaracja wiary przekonań, nie może być narzucona wbrew naszej woli i świadomości. Takie postępowanie nie będzie wiążące. Przykładem niech będzie chrzest niemowlęcia, czy czynności podejmowane w imieniu osób nieświadomych ich, dokonywane przez osoby trzecie. Wydaje mi się, że sakrament bierzmowania, kiedyś nieobowiązkowy, teraz obligatoryjny jest formą legitymizowania chrztu udzielonego z woli rodziców. W zasadzie to ciekawy problem teologiczny, gdy dorosły człowiek deklaruje sprzeciw odnośnie chrztu udzielonego mu bez jego świadomej zgody. Bardziej obrazowo może to wyglądać w przypadku osoby rytualnie obrzezanej, która podaje do sądu własnych rodziców za rytualne okaleczenie.

n

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]