Reklama

Trudne założenie dobrej woli

Trudne założenie dobrej woli

13.01.2020
Czyta się kilka minut
M

Miałem błogosławić ich małżeństwo. Ona (znałem ją od dziecka) była wierzącą katoliczką, on (nie znałem go wcześniej) pochodził z rodziny ateistycznej, był synem wybitnej postaci w peerelowskim establishmencie. Kilka dni przed ślubem przypadkowo spotkałem go na ulicy. Kiedy zagadnąłem coś o ślubie, oświadczył, że dla niego religijny ryt jest bez znaczenia. Dodał, że nie jest ochrzczony. Tymczasem kilka dni wcześniej przyszła do mnie starsza pani, pielęgniarka bądź położna ze szpitala, w którym się urodził, żeby mi opowiedzieć, jak po urodzeniu – ponieważ był dzieckiem słabym – ochrzciła go, jak zwykła w takich przypadkach zawsze czynić. Więc opowiedziałem mu o tej rozmowie. Oburzony spytał, czy ten chrzest mógłby jakoś anulować. Powiedziałem więc, że według wiary Kościoła anulować się nie da. Potem był ślub (w jego przypadku bez „tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący…”).

Dziś...

4212

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie jestem znawcą tematu, ale z tego co wiem akt apostazji jest wymysłem polskich biskupów nie umocowany w prawie kościelnym, chodzi mi o procedury jego dokonania. Nie ma on też żadnych skutków prawnych poza adnotacją w księdze chrztów i ewentualnych trudnościach w kontaktach z administracją kościelną. Proszę nie przyrównywać przynależności do Kościoła z wstąpieniem do partii. Na pierwsze nie mieliśmy wpływu, do drugiego musimy być pełnoletni, a zatem świadomi konsekwencji z tym związanych. To żadne tłumaczenie, że Kościół jest święty i grzeszny … to rodzice w moim imieniu i pod presją Kościoła ochrzcili mnie kilka dni po urodzeniu, nikt niczego mi nie tłumaczył ani nie wyjaśniał, bynajmniej tego nie kojarzę, Ksiądz chyba też nie. W miarę dorastania jest jeszcze ciekawiej. I Komunia cały ten splendor, zaliczanie modlitw, przykazań, prawd wiary, potem impreza w kościele, przyjęcie w domu, prezenty. Zapomniałem o ślubowaniu czystości, abstynencji. Co to dziecko z tego rozumie? Potem dorastanie wiek buntu, krnąbrności i negacji, kiepsko wyedukowany katecheta uświadamia, że to wszystko pic na wodę. Jeszcze tylko Bierzmowanie, trzeba to jakoś przeboleć i po bólu, skoda kasiory na prezent dla biskupa, ale po będzie już spokój. No i nie ma młodzieży w kościele, Śluby też przestaną być modne za chwilę, tylko więcej majstrowania przy ich zawieraniu. Młodzi nie ulegają już szantażowi rodziców, większość robi swoje i nie ogląda się na starych. Są jednak osobniki upierdliwe i muszą publicznie zademonstrować swe stanowisko aby starym pokazać miejsce w szyku. Bo Kościół to instytucja nie siedlisko miłości bliźniego, Tertulian może i prawdę pisał, ale było to dawno i jak to się powiada, nie do końca prawda.

Wolno zapytać, czy wspomniana przez Autora znajomość trwa nadal lub trwała przez dłuższy czas po ślubie? Czy owej katoliczce udało się obronić i zachować swoją wiarę i czy przynajmniej starała się zgodnie ze złożoną rękojmią wychować potomstwo także w wierze katolickiej (za skutek oczywiście nie odpowiada, ale chodzi mi o takie rzeczy, jak chrzest, katecheza, msza niedzielna, pierwsza komunia św. itp.)? Czy małżonek jej w wypełnianiu tej rękojmi nie przeszkadzał, do czego z kolei on musiał się zobowiązać? Pytam, bo żarliwość jego "religijnej obojętności" kazałaby mi się o to niepokoić, gdybym był księdzem błogosławiącym ten związek.

ja mu to napiszę, co by ode mnie usłyszał proboszcz mojej parafii, gdybym go zaszczycił swą wizytą w sprawie apostazji: to szczyty aroganckiego c h a m s t w a i bezczelności, wpierw chrzcić bez pytania o zgodę, a później żądać stawiania się , tłumaczenia i jeszcze fatygowania świadków, odmawiać wykreślenia z kościelnych rejestrów - sama ta procedura jest dla mnie wystarczającym powodem, by instytucja znalazła się na dnie rankingu wiarygodności i szacunku, jej funkcjonariusze rzecz jasna tamże

Jeżeli ksiądz to czyta to byłoby miło by usłyszał wyjaśnienie i z moich ust (ochrzczonej jak większość za dzieciectwa - teraz po prostu świadomie NIEwierzacej od wieeeelu lat). Jak księdza szanuje - jako człowieka - myśle ze : A. Ulega ksiądz (nieświadomie?) aroganckiej dość jednak pewności „bezdyskusyjnej nadrzędności” założeń swojej wiary oraz B. zakłada(bezpodstawnie) jako pewnik , ze apostaci „mnożą się” ostatnimi czasu wyłącznie w ramach buntu , robienia pokazu czy checi „urażenia” mitycznych „nas”(czyli zapewne księży i katolikow). Otóż nie ... a przynajmniej nie jest to takie proste . Bazując na własnym przykładzie i rozmowach z wieloma znajomymi - owszem , to co się ostatnimi czasy wyprawia w kościele polskim w naturalny sposob budzi bunt, zlosc i takze decyzje o potrzebie pewnej demonstracyjnej akcji powiedzenia kościołowi „NIE!non possumus”. Kolokwialnie : „mamy cie klerze/kościele/religio - dość, nie życzę sobie byc identykowany/-ana w jednym klubie z Wami”. Tyle ze to już zazwyczaj wisienka na torcie, nie główny powód (przynajmniej nie w większości wypadków ) . Ludzie decydują się na apostazje by jasno cos zakomunikować - ale prosze nie obrazac ich założeniem ze to wyłącznie o pokaz czy „manifestację” chodzi . To są ludzie de facto nie wierzący od lat, dla których to co ksiądz mówi o swoim kościele / Bogu nie ma znaczenia. Od lat. Co najmniej od bierzmowania - ostatniego przymusowego ceremoniału, wymagającego „na wypadek ślubu” uczestnictwa w kościelnym kieracie . Ci ludzie latami tolerowali kościół z tradycyjnego odruchu, folkloru, dla świetego spokoju w rodzinie . Jednak tak realnie nic dla nich nie znaczył - żyli obok niego , nawet jeśli uczestniczyli czasem we mszach i deklarowali się jako katolicy. Trzeba po prostu spojerzejc prawdzie w oczy - jak się ludzi zapisuje do jakiejś organizacji bez ich woli (jako bezwolne i bezbronne niemowlaki!!) - trudno realnie i uczciwie oczekiwać od nich jakiegos poszukiwania Boga, szczerej wiary, przywiązania - naturalnie będącego skutkiem świadomej decyzji. Większość ochrzczonych (poza może tym 38% zobowiązanych?) kościoła do niczego nie potrzebuje (poza ładna oprawa paru rodzinnych imprez). I to z odruchu i przymusu . Chrzest bez woli, Komunia za dzieciaka i bez dyskusji , cała reszta na tej samej zasadzie ... Naprawdę się ksiądz spodziewa ze taki tryb „chowu” ludzi myslacych da plon w postaci świadomej wiary ? Przecież nikt nas nie pyta !! Karzą iść , karzą się modlić, wmawiają ze to „prawdziwe, jedyne , oczywiste”. Ale myślący człowiek to kwestionuje i w wielu przypadkach dochodzi do wniosku ze ten klub - do którego go zapisano jako bezwolne niemowlę ! - jest nie dla niego . I tak żyje . Tyle ze większość nic nie mówi i nie robi od lat - bo pozycja zwyczajowo - społeczna (oraz polityczna!!) kościoła w Polsce jest znaczna . Generalnie się wiec kończy na uczestnictwie w obrzędach i hipokryzji. Trudno mieć o to do ludzi pretensje jak się nikogo (księdza tez!) NIKT nie pytał, czy wogole CHCE do tego kościoła należeć . Ale teraz atmosfera „bycia państwem narodowo załączonym z Kk w obyczaju” jest wręcz dusząca czasami .Natretna i agresywnie ofensywna . Wciskanie koscielnych pomysłów do prawa świeckiego, kosmiczne dotacje na „dzieła Boze”, faktyczne olewanie zbrodni pedofilii i zbrodni krycia jej od wieków, brak szacunku do niewierzących i innowiercow. Podważanie świeckości Państwa . Ludzie maja dość . To zrozumiałe . I stad demonstracja . Jednak przed jej potrzeba - zazwyczaj już dawno żadnej „wiary w kk & Boga przezeń objasnianego” nie było ... Mimo chrztu. Pytanie:PO CO CHRZCIĆ NIEMOWLAKI??? Nawet Chrystus odbył chrzest jako świadomy, dojrzały mężczyzna. Może czas zacząć szanować ten przekaz ..?

Tytułem c.d. wyjaśnień - Osobisty wtręt: kiedyś uważałam się za wierząca, odruchowo (choć odbębniane pacierzy, litanii jak mantry zawsze mnie odrzucało , podobnie ciagle wmawianie „przyrodzonej winy”). Potem , ; w okolicach 13/14 lat stwierdziłam ze to bie ma sensu, hipokrytka nie chce byc, kościół/kego nakazy nie czyni mnie w żaden sposób lepszym dla innych czy szczęśliwszym człowiekiem, nie realizuje żadnych moich duchowych potrzeb innych niz przelotne fascynacje niektórych dziewczynek wróżeniem z kart czy dowolna inna mitologia z „uduchowionymi” obrzędami (mnie to akurat nie kręciło , przyszlosci wole nie znac ;) - wolałam wycieczki po górach i książki ). - Clue jednak jest takie ze człowiek sobie zdaje sprawę ze KOsciol to tylko jedna z wielu form bycia razem, zaspokojenia potrzeby magii w życiu, ucieczka dla samotnych i pokrzywdzonych przez los. Odruch psychologiczny . Jako osoba wychowana do myślenia i rozmowy, a nie bycia slepo posłuszna - cieżko mi było tez nie zostać dość szybko antyklerykałem . Konstruktywnym, ale jednak . Moja własna etyka, moralnosc , wykształcona przez 43 lata życia - nie we wszystkim jest w stanie zaakceptować te promowana przez KK. Są po prostu rozne. Natomiast : Szanuje księdza Bonieckiego, ojca Kramera, uwielbiam siostrę Chmielewska, chodziłam na wykłady ks.Tischnera. Zawsze będę szanować dobrych, madrych ludzi bez względu na światopogląd (w tym wiarę, czy jej brak). Ale ślepa na rozpasanie kleru w Polsce nie byłam i nie jestem . Widzę tez, ze to od wiekow glownie instytucja władzy i niewyobrażalnego bogactwa „z tego świata” . Nie zawsze pozytywnie wpływająca na społeczeństwa i narody. Wielokrotnie wspierająca dla własnych korzyści - obrzydliwe krwawe reżimy , czy zapędy autorytarne/totalitarne. Apostatką nie jestem , choć mnie czasem kusi (ostatnimi laty potężnie kusi - szczegolnie jak słyszę wypowiedzi takich Jędraszewskich, Hoserow i niby-poprawnych Gądeckich)... Nie robie tego wyłącznie z przekonania o tym, ze to bezczelne wymagać ode mnie płaszczenia się wg. reguł, których nigdy nie akceptowałam przy „przyjęciu”. No i to, czego chce to wyłącznie formalno prawne - WIĄŻĄCE prawnie stwierdzenie, ze do tego kościoła już nie należę i nikt nie ma prawa przetwarzać moich danych, posługiwać się faktem mojego chrztu (choćby do statystyk) wbrew mojej woli. A tego apostazja niestety nie daje. A i nic innego w Polsce . Nad czym boleje, bo to wysoce nieuczciwe . Jednak poza tym wszystkim - wciaz czytam i będę czytać takie gazety jak TP czy artykuły księdza - bo to inteligentne pismo dla myslacych, a ksiądz Boniecki to ciekawy, mądry i dobry człowiek. Ale to w żadnym stopniu nie oznacza ze jestem wciaz „jakoś” wierząca, bo mam chrzest etc... Nie, nie jestem od prawie 30lat (cezura jest moje osobiste przekonanie i odczucie) i dziękuje za wszelka agitację/ nawracanie. Chce tylko byśmy w Polsce rozmawiali zamiast się bić... i się zrozumieli . Sz a n o w a l i. Wzajemnie. A Kościół jako organizacja , para partia (de facto) - nie szanuje osób o innym swiatopogladzie. Takie są fakty. Paru godnych szacunku księży - nie zmienia tonu instytucji. Różnorodność (tez światopoglądowa czy etyczna ) jest wartością ogólnoludzką . Dlatego i katolicy i wszelcy „inni” maja swoją wartość. Taką samą! Ale prosze zrozumieć, ze chrzest NIE rowna się wieczna potrzeba „wiary”& przekonanie o świętości Kościoła. A apostazja NIE rowna się wyłącznie demonstracji w ciężkich czasach kryzysu. *EDIT: Czasem to zwykła potrzeba symbolicznego „zamknięcia” pewnego tematu - dla siebie, w zgodzie z własna etyka i sumieniem *. Laicyzacja to fakt. Zwykły fakt. To co dla księdza jest jedyne i bliskie oraz święte (Bóg, kościół) - dla wielu z kiedyś ochrzczonych i bierzmowanych, a nawet kościelnie poślubionych - od lat takie nie jest. Co nie czyni ich złymi ludźmi, jak cześć KK usiłuje im wmawiać (ani nawet „zagubionymi”). Po prostu - jesteśmy różni , ale wciąż możemy i powinnismy ze sobą rozmawiac i dobrze żyć. RAZEM. Zgodnie . Jak być może to małżeństwo z księdza opowieści ..

Po co komuś "akt apostazji", tak sobie myślę... Czy ma on jakiekolwiek skutki? Nie sądzę. To nie jest jakiś magiczny akt wywołujący skutki w "realu" to znaczy - nie zmienia on rzeczywistości w jakiej żyjemy, poza oczywistym komplikowaniem sobie życia. Po co więc? Moim zdaniem to tylko osobista manifestacja niechęci (delikatnie mówiąc) wobec Kościoła Rzymskokatolickiego. Że jest tych manifestacji coraz więcej, trudno. Widocznie nie jesteśmy tak pociągający, jak nam się wydaje. Jak powinniśmy być jako Kościół Jezusa...

ale po co wchodzić w biurokrację?... ✍ Adres Wysłane przez Bartek64 w czwartek, 16.01.2020, 00:48 ✍ Po co komuś "akt apostazji", tak sobie myślę... Czy ma on jakiekolwiek skutki? Nie sądzę. Tak jak nie ma skutków w realu (czyli w namacalnej rzeczywistości, której doświadczanie dał mi Pan Bóg obdarzając mnie zmysłami) szereg innych aktów: chrzest (niemowlę ma jakoby stać się Bożym dzieckiem, wbrew wszystkiemu co mówi o Bożym dziecięctwie Biblia), bierzmowanie (zwane u polskich katolików sakramentem pożegnania z kościołem), eucharystia ("serce kościoła", jakby uczestniczenie w nudnym rytuale mogło zastąpić żarliwą osobistą modlitwę), nie chce mi się nawet pisać o magii kapłaństwa i małżeństwa (rzekomo „sakramenty” ustanowione przez Jezusa, usiłuje się wmawiać ludziom, że gesty i słowa za nimi stojące zmieniają rzeczywistość). Cała odpowiedzialność za miałkość współczesnej nam polskiej pobożności spadnie na pasterzy, którzy prowadzą ludzi w przepaść. Normalni dorośli i odpowiedzialnie ludzie mają wszystko to co z nimi zrobiono w niemowlęctwie głęboko w pewnej części organizmu, równie dobre mogliby rozbebeszać inne „niekościelne” zdarzenia np. Cyganka przechodziła koło wózka i coś-tam-powiedziała… To nie ona zmienia serce! Apostazjami formalnymi zajmują się więc wierzący w magię i gusła (tu jak sądzę podpada np. e d d i e p o l o), nadto jakiś margines stanowią ludzie dla których podpisywanie papierków to manifestacja niechęci (delikatnie mówiąc) do Kościoła Rzymskokatolickiego z jego magicznymi praktykami mającymi zaklinać rzeczywistość wbrew jej doświadczaniu na co dzień (niewielki margines ludzi bezrefleksyjnych - bo wobec kogóż tu manifestować?).

Korekta wynika z mojej niechęci generowania szumu pod artykułem Autora, którego szanuję i cenię, rozumiem to, że martwi się On narastającą falą składanych „papierów" domagających się skreślenia z listy członków. Pochopnie umieściłem pod nim swój niepotrzebny komentarz. Pan go wywołał – czyżby coś w nim dotknęło Pana szczególnie mocno? …………………………………………………………………………………………… Mówiąc o człowieku dorosłym i odpowiedzialnym mam na myśli osobę, które przepracowała swoje urazy, w razie potrzeby również te z dzieciństwa, również jeśli trzeba z pomocą psychoterapeuty – i wolna od śmietnika dzieciństwa i traum jest w stanie posługiwać się rozumem, co więcej – może tym rozumem służyć społeczeństwu. ……………………………………………………………………………………………….. Dla współczesnego młodego (najczęściej) człowieka akt apostazji to właśnie żądanie usunięcia z listy członków. Stoi za tym odrzucenie wszystkiego co transcendentne i umykające rozumowi, stąd uwagi o sakramentach które nic w doczesnej, namacalnej rzeczywistości nie zmieniają. Nie wdając się w szczegóły – „nowe życie” po chrzcie porównać można do „demokracji socjalistycznej”, jak sądzę rozumie Pan, o czym mówię – ani tam życia, ani nowego tu i teraz – i podobnie postrzegane są inne „widzialne znaki niewidzialnej łaski”. W takim podejściu do świata „wypisanie się” z instytucji jest wypisaniem się z czegoś, co nie istnieje, bo jakżeby mogło istnieć, jeśli nie dotyka zmysłów. Rozum idzie w odstawkę, jeśli nie CZUJĘ czegoś to nie ma tego.................................................................... Pozdrawiam Pana i dziękuję za teksty Pana które dają do myślenia i które się dobrze czyta.

[zwyczajnie, rano przeczytałem Pana tekst, zacząłem pisać odpowiedź, a kiedy ją wkleiłem, Pan już skorygował] ⛪ "człowiek dorosły i odpowiedzialny" także nosi w sobie piętno wczesnego modelowania, raz łatwiej, raz trudniej się go pozbyć lub je zmienić - mnie psychoterapia nie była potrzebna, wystarczyło mi po świecie pojeździć, trochę poczytać i pomyśleć... ;) - ja młody już nie jestem, ale jeśli o takich mowa, to po pierwsze są oni już znacznie gorzej "przewalcowani", także z powodu umieszczenia religii w szkołach, ale i na skutek powszechnego dostępu do informacji wcześniej nieosiągalnych lub wręcz skrywanych oraz samego przepływu informacji, internet dla kościoła katolickiego to zagrożenie większe niż druk w czasach Lutra i Kalwina - wyczuleni [jak to młodzi] na autentyczność i fałsz zetknęli się przy tym z wyjątkowo moim zdaniem p a s k u d n ą formacją duchowieństwa w Polsce, pysznego i zarozumiałego w dużej swej części, to niestety chyba j e d y n a namacalna spuścizna po JP II jaka przypadła w udziale polskiemu klerowi - dla młodych w tej sytuacji 'wypisanie się z kościoła' to myślę coś jak w czasach solidarności rzucanie legitymacją partyjną - wyciąganie z tego gestu wniosku o "odrzuceniu wszystkiego co transcendentne" uważam za nieuprawnione: wszak nawet pojawienie się świadomości swego i Ziemi miejsca we wszechświecie przy okazji kwestii klimatycznych to jakościowa zmiana świadomości, u nas nas na Śląsku Cieszyńskim jedna za drugą wyrastają nowe wspólnoty protestanckie złożone głównie z ochrzczonych w rycie katolickim, lawinowo rośnie zainteresowanie tradycją duchową Wschodu, i to wszystko są postawy mocne, bo z własnej woli i świadomego wyboru pochodzące ⛪ i na koniec, dziś obserwuję, jak tu i ówdzie co bardziej przytomny ksiądz albo biskup rozumie tę sytuację i próbuje - zakładam w dobrej wierze - ratować ewangeliczne przesłanie i nim wspierać rozsypującą się na naszych oczach instytucję - tacy jednak budzą gwałtowny sprzeciw "konserwatystów" chcących utrzymać status quo - najnowsze w tym betonowym kościele piętnujące hasło, po 'uchodźcach' i 'LGBT', to m a s o n e r i a, i po parafiach już plebani powielają listy biskupów-masonów, Franciszek rzecz jasna jest tam na pierwszym miejscu - a ja na to patrzę z boku z uśmiechem, niech się gryzą i obszczekują, byle się od moich podatków i mojego życia o d s a k a r a m e n c i l i...㋡

formalna apostazja to dla tych, co się na nią decydują, akt tak samo istotny jak zakładam dla Pana oddanie głosu w wyborach powszechnych, tylko tyle i aż tyle - jest z pewnością wyrazem zdecydowanego protestu przeciw instytucji kościoła, działaniom jej funkcjonariuszy i/lub religii - w wielu przypadkach, co ktoś tu przytomnie zauważył, stanowi gest mający w przypadku śmierci co najmniej utrudnić organizowanie przykościelnych obrządków pogrzebowych apostaty - i trudno z takimi motywacjami polemizować, wydają się absolutnie oczywiste i zrozumiałe - swój pogląd i stosunek do tematu wyraziłem między innymi w komentarzu powyżej, a wiarę w magię i gusła, szczególnie te religijne, mam od dawna tam, gdzie mnie mogą ich krzewiciele i wyznawcy w g u s ł o pocałować - last but not least, Pana uwaga, że "Normalni dorośli i odpowiedzialnie ludzie mają wszystko to co z nimi zrobiono w niemowlęctwie głęboko w pewnej części organizmu" to klarowny dowód na kompletną ignorancję w dziedzinie psychologii i nauk behawioralnych

Eureka! Wpadłem na to pod sam koniec długiej spowiedzi Magdaleny Gaweł: "Ale to w żadnym stopniu nie oznacza ze jestem wciaz „jakoś” wierząca, bo mam chrzest etc... Nie, nie jestem o͇d͇ ͇p͇r͇a͇w͇i͇e͇ ͇3͇0͇l͇a͇t͇". Magdaleno (i kilku innych stałych bywalców tego forum), zapomnijcie o apostazji. To nic nie da. Żeby uwolnić was od fiksacji, ktoś musi pomóc wam zregresować się do fazy baptyzmalnej, którą z oczywistego powodu przeoczył ten stary, wiedeński Żyd. Autorów przyszłych opracowań z dziedziny psychoanalizy proszę o uwzględnienie mojego pierwszeństwa w użyciu tego terminu. シ

Nie jestem pewna, ale czy przypadkiem ten akt apostazji (próba dokonania go np. przed sądem, choć z tego co pamiętam sądy te pozwy oddalały) nie jest próbą zwrócenia na siebie uwagi albo efektem jakiegoś konfliktu z konkretną osobą duchowną (coś ktoś powiedział, ktoś inny poczuł się dotknięty i powstała kula śnieżna). To było wiele lat temu, ale byłam bardzo poirytowana (to łagodnie powiedziane), ze ta czy inna osoba chce tego dokonać. Ale potem zawsze i tak pojawiało się przekonanie, że człowiek, który chce tego dokonać jest istotą wolną i właściwie chciałabym prosić, żeby tego nie robił. Ale w sprawy te nie wolno mi się było angażować prywatnie.

...a czy zastanawiała się Pani nad źródłem pojawiających się w niej emocji? nie? - szkoda, może by Pani doszła do wniosku, że ich źródłem jest wprasowany w Pani mózg paniczny strach przed jakimkolwiek zabronionym przez kościół działaniem związanym z kwestionowaniem jego kompetencji, władzy i pozycji - sama myśl o odejściu z kościoła to wszak po dziś dzień nic innego jak szatański podszept, zaś jego faktyczne opuszczenie skazuje sprawcę nieodwołanie na wieczną kąpiel w kotle z wrzącą smołą ⛪ a ja zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: nie lękajcie się, a ujrzycie chwałę Nowego Jeruzalem wprost przed własnym nosem, na wyciągnięcie ręki㋡ ⛪ pozdrawiam i spokojnych snów życzę, wystarczy wrzucić luz

Szanownego Pana i już, już brałem pióro do ręki, ale, myślę, że jeszcze szkoda fatygi. Tymczasem przy "panicznym strachu wprasowanym w mózg obywatelki Elżbiety M." fatygę uznałem za potrzebną :) Otóż skąd u Szanownego Pana przekonanie, że rodacy panicznie boją się kwestionować kompetencje, władzę i pozycję polskiego k(!)ościoła? Znam wielu ludzi, którzy na taki pogląd tylko wzruszą ramionami i pójdą swoją drogą, na k(!)ościół się nie oglądając. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

cała konstrukcja fenomenu tzw. "wiary" w wersji praktykowanej w kościele katolickim polega na indoktrynacji, której elementy to przede wszystkim: ∫ uznanie absolutnej ekskluzywności tego wyznania i kościoła w kontekście jego legitymacji, kompetencji i uprawnień, ∫∫ akceptacja dogmatycznej nieomylności, oraz [na gruncie behawioralnym przede wszystkim] ∫∫∫ lęk przed grożącymi za nieposłuszeństwo, niezgodę lub zwłaszcza za odejście karami - nie chce mi się już podejmować dyskusji z tymi, co nie dostrzegają siły prania mózgu jakiemu wszyscy zostaliśmy w tym zakresie poddani w dzieciństwie, co opowiadają o 'wolnej woli dorosłych' itepe - niech im ziemia lekką, radosnym janczarom, niewiedza nie boli - a że n i e k t ó r z y z nas skutecznie się od tego brzemienia potrafią u w o l n i ć to zupełnie inna kwestia - reguły naszych zachowań czy reakcji są wypadkową w i e l u kształtujących je czynników i okoliczności, wśród nich jednak bez wątpienia tresura kościelna odgrywa statystycznie jedną z głównych ról, a jej ślady, choć w różnym stopniu, pozostają w naszej psychice na zawsze jak wspomnienie matczynego ciepła albo lęk przed wilgotnym mrokiem piwnicy - u mnie, u Pana, bez wątpienia także u Pani Elżbiety M. - oczywiście z wiedzy o największej skuteczności kształtowania światopoglądu i psychiki u dzieci bierze się włączanie już noworodków i niemowląt w rytuały inicjacyjne, a potem intensywna obróbka indoktrynacyjna od jak najmłodszych lat, jej nieodłączny element uzależniający to diabeł, piekło i ksiądz z mocą r o z g r z e s z a n i a - pośrednictwo w tym procesie tak samo przez ten sam system przewalcowanych wcześniej rodziców [noworodki nieochrzczone jeszcze niedawno u katolików trafiały prosto do piekła - pamięta Pan?] rzecz jasna znakomicie poprawia efektywność procesu - tyle w temacie, i bardzo mi przykro ale tak to działa:) [p.s. zdecydowana większość oprogramowania sterującego naszym zachowaniem i procesami decyzyjnymi działa poza sferą świadomości - to na wypadek gdyby kto twierdził, że już jest duży i diabła się nie boi;)]

Wpływ tych czynników, które kształtują nasz światopogląd czy reakcje, uzasadnia się różnymi badaniami i analizą statystyczną. Jednak to wcale nie oznacza, że w populacji nie występują osobnicy, którzy takim wpływom nie ulegają. Oczywiście statystyka potraktuje ich jako obserwacje odstające :) To jednak dla naszego gatunku było i jest trampoliną rozwoju. Dlatego inaczej niż Szanowny Pan postrzegam odległe w czasie skutki indoktrynacji, tresury czy innych podobnych zabiegów. I nie w tym upatruję głównej przyczyny takiej a nie innej kondycji umysłowej człowieka. Ale co ja tam wiem :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

ja ich tu chyba nie oceniałem - piszę o tu i teraz, oraz tego co j e s t przyczynach raczej - a jak chodzi o przyszłość, to z przyjemnością dopowiem, że widzę ją w tej kwestii optymistycznie - szybko postępujące otrząśnięcie się owczarni, rozpad molocha, w najlepszym razie schizma 'betonowa' i na pewno znacząca utrata wpływów - a że, jak Pan słusznie zauważa, nietypowe mutacje są motorem rozwoju, to już inna sprawa - póki co jesteśmy kim jesteśmy bo nas tak a nie inaczej wytresowano, w katolickim a nie dajmy na to w muzułmańskim cyrku - tyle

Nie lubię, jak ktoś interpretuje moje emocje, nie mając pojęcia o co chodziło. Wydaje mi się, że dobrze się stało, że ktoś wysłuchał tych ludzi, którzy podjęli taką decyzję. Bo mam jakieś poczucie, że w przynajmniej niektórych z tych przypadków może to być na zasadzie "na złość odmrożę sobie uszy".

...cóż się Pani dziwi, że inni o nich piszą?... [jest Pani dla mnie po pierwsze osobą całkowicie anonimową, po drugie w swych emocjach tak typową jak przysłowiowy Kowalski - stąd mój komentarz, do zjawiska raczej niż do Pani]

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]