Reklama

Gorzka złość

Gorzka złość

14.08.2006
Czyta się kilka minut
Zgadzam się z prof. Jadwigą Staniszkis, która w wywiadzie "Jak zawłaszczono biedę" przeprowadzonym przez Krzysztofa Mielnickiego (dodatek "Ucho Igielne", "TP" nr 31/06), stwierdziła, że państwo polskie nie spełnia swoich zadań, zaś pieniądze są, ale giną w instytucjach i urzędach, w pół drogi do potrzebujących i uprawnionych do ich otrzymania. Pani profesor powiedziała też jednak: "bieda w Polsce jest związana przede wszystkim z niskim wykształceniem, liczbą dzieci w rodzinie, bezrobociem oraz z tzw. bezradnością strukturalną, wynikającą z uwarunkowań strukturalnych". Osobiste doświadczenie oraz obserwacja przyjaciół i znajomych z kraju i zagranicy powodują, że nie mogę się z tym zgodzić. Pani profesor może poprzeć swoją wypowiedź badaniami, statystykami, analizami. Moi znajomi i ja nie jesteśmy jednak kolejnymi cyferkami w kolumience przygotowanej przez ankieterów i naukowców, ale ludźmi z krwi i kości. Młodymi, którzy chcą jeść i pić, kupić mieszkanie, założyć rodzinę, poznawać świat i przyczyniać się do jego rozwoju. Niestety jest to niemożliwe, mimo, że ukończyliśmy szkoły wyższe i mieszkamy w dużym mieście. Nie mamy dzieci, więc, być może, powinniśmy otaczać się luksusem - całą pensję możemy przecież przeznaczać na własne przyjemności. Nasze zarobki nie starczają jednak nawet na utrzymanie samego siebie. Paraliżuje nas strach przed posiadaniem potomstwa, ale też, paradoksalnie, strach o przyszłość bez dzieci. Strach przed samotnością i przerażenie brakiem zabezpieczenia materialnego.
W

W Wielkiej Brytanii i Francji pracowałam jako opiekunka do dzieci, w Niemczech i Szwajcarii pomagałam starszym osobom. Przekonałam się więc, że na Zachodzie ekspedientka czy mechanik samochodowy z trojgiem dzieci mogą żyć na przeciętnym poziomie. U nas nawet osoby z wyższym wykształceniem, chociażby nauczyciele i lekarze, mogą mieć z tym problem. Miejsce zamieszkania i poziom intelektualny aplikantów (nota bene jego miernikiem jest wyłącznie ilość "papierków" - certyfikatów zebranych na często nic niewartych kursach) nie odgrywają istotnej roli na rynku pracy. Bywa, że liczą się przede wszystkim koneksje i zamożność rodziców. Proszę się więc nie dziwić może nieco uproszczonemu obrazowi sytuacji, jaki mam w oczach: bogaci pomnażają majątki, zajmując intratne posady, do których często nie są przygotowani; biedni ubożeją, tracąc nie tylko pieniądze. Ja straciłam młodzieńczą energię, zapał do pracy, wiarę w sprawiedliwość oraz w sens nauki i wysiłku. Kogo powinnam oskarżać? Jak dotąd całe rozgoryczenie i złość przelewam na przedstawicieli władzy. I nie mogę pojąć jednej rzeczy: czy rządzący Polską żyją w innym kraju i nie widzą panującej u nas niesprawiedliwości?

AGNIESZKA ZALEWSKA (Gdańsk)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]