Reklama

Głos ze Srebrenicy

Głos ze Srebrenicy

26.06.2007
Czyta się kilka minut
Czytając tę książkę, solidaryzujemy się z ofiarami, a równocześnie pytamy sami siebie: dlaczego to właśnie my mamy przywilej życia w pokoju?.
"

"Przeżyłem. (...) Przeżyłem tak, jak oni umarli. Pomiędzy ich śmiercią a moim przetrwaniem nie ma różnicy, bo wciąż żyję w świecie trwale i nieodwracalnie naznaczonym ich śmiercią".

To słowa Emira Suljagicia - trzydziesto­dwuletniego dziś dziennikarza sarajewskiego pisma "Dani", absolwenta politologii. Nie chciał być dziennikarzem, lecz prawnikiem; nie chciał studiować w Sarajewie, lecz w Zagrzebiu; nie chciał być świadkiem wojny, lecz normalnie żyć. Przeżył dzięki przypadkowej pracy dla sił pokojowych ONZ. Widział ludzi podążających na śmierć; zdradzonych, ze strachem w oczach. Nie mógł im pomóc. Dzisiaj pisze wspomnienia ze Srebrenicy. To czasem chaotyczne (jakże znacząco chaotyczne!) opowieści o lu­dziach czasu wojny w niewielkim mieście położonym we wschodniej Bośni. Srebrenica to kolejny symbol ludzkiego okrucieństwa; niektórzy nazywają ją nawet - może nazbyt odważnie - nowym Auschwitz. Można by ją także nazwać nowym Katyniem, nową Rwandą. Listę da się uzupełnić niezliczoną liczbą toponimów, które przestały już oznaczać tylko konkretne miejsca.

W kotlinie i wśród wzgórz lata bywają gorące, zimy długie i srogie. Przekonali się o tym boleśnie nie tyl­ko mieszkańcy Srebrenicy, ale także tysiące muzułmańskich uciekinierów, którzy schronili się tutaj przed woj­skami bośniackich Serbów. W 1995 roku, po czterech latach ciągłych walk i oblężenia, wojska dowodzone przez generała Ratko Mladicia wymordowały tu kilka tysięcy bezbronnych mężczyzn, często nastoletnich jeszcze chłopców. Holenderscy żołnierze z sił pokojowych ONZ zgodzili się na oddzielenie mężczyzn od kobiet i dzieci. To plama na honorze oenzetowskiej misji i niczego nie zmienia fakt, że przed kilkoma laty rząd holenderski podał się z tego powodu do dymisji.

Bohaterowie dokumentu Suljagicia to jego znajomi, którzy kiedyś - zupełnie niedawno i zupełnie niedaleko - zostali skazani przez los na wojenną zawieruchę. Ich światy rozsypały się jak domki z kart, ich przeszłość "straciła ważność". Gwałtowna zmiana, której nikt nie przewidywał i nikt naprawdę nie chciał. Większość została zamordowana, mniejszość - jak Suljagić - przeżyła.

Nim doszło do tej przerażającej zbrodni, popełnionej zaledwie w kilka gorących lipcowych dni 1995 roku, oblężona Srebrenica żyła własnym życiem. Autor opowiada, jak ludzie nauczyli się żyć bez prądu, bez regularnych posiłków, bez wody. A brakowało praktycznie wszystkiego, także leków i opatrunków dla rannych. Nie brakowało jedynie wszechobecnego lęku przed widmem śmierci (do samej śmierci już się przyzwyczajono), przed cierpieniem, przed utratą bliskich.

Ludzie - opowiada dojmująco suchym i pozbawionym patosu tonem bośniacki autor - nauczyli się organizować sobie czas. Mimo trwających walk spotykali się, rozmawiali. Podczas piłkarskich mistrzostw świata w 1994 roku oglądali mecze dzięki telewizorowi podłączonemu do roweru z dynamem; pedałowanie zapewniało dopływ prądu. Była nawet dyskoteka (wejście kosztowało dwa papierosy) i kina, do których przychodziły pary; obejmowały się i całowały podczas seansu. Obserwując je, miało się wrażenie, opowiada Suljagić, że takie kino "mogło znajdować się w dowolnym miejscu na świecie". Z tą wszakże różnicą, że za jego murami "szalała wojna i panowały absolutne ciemności".

W kinie nie było nowości, jedynie starocie ze srebrenickiej wypożyczalni kaset wideo. Dawały jednak poczucie normalności, podobnie jak gazeta. "Glas Srebrenice" ukazywał się nieregularnie w nakładzie dwudziestu egzemplarzy przepisywanych na maszynie. Tylko pierwsza strona miała kolory, bo malowano ją kredkami. Gazetę mało kto czytał (miała około setki stałych odbiorców), ale wielu w niej debiutowało jako poeci czy dziennikarze. Żaden egzemplarz się nie zachował. Nie wiadomo zatem, ilu autorów przeżyło.

Czas w ogłoszonej przez ONZ "strefie bezpieczeństwa" odmierzały bomby, których częstotliwość odzwierciedlała aktualny układ sił walczących stron; pory roku i temperatury powietrza, które wpływały na "normalność" codzienności; a także pomoc humanitarna, o którą wygłodniali mieszkańcy miasta toczyli często bratobójcze walki. Mężczyźni narażeni byli na łapanki. Żołnierze Armii Bośni i Hercegowiny na siłę wcielali ich w swoje szeregi. Mało kto przeżył, gdyż niedoświadczonych w walce cywilów używano jako mięsa armatniego i posyłano na pierwszą linię.

W Srebrenicy kwitł za to handel. Sprzedawano i kupowano dosłownie wszystko. Najbardziej w cenie - poza jedzeniem - były papierosy: cena paczki sięgała czasem nawet kilkadziesiąt marek niemieckich. Handlowano ubraniami, obuwiem, okularami słonecznymi. Oddawano pamiątki rodzinne: obrączka za kilo papryki. Na sprzedaż były także kobiety. Z bra­ku środków do życia gotowe świadczyć usługi, których odbiorcami byli kanadyjscy i holenderscy żołnierze. Korzystali z tego bez skrupułów, płacąc gotówką lub papierosami - a mieli przecież strzec pokoju, bronić bezbronnych ludzi przed bestial-

stwem wrogów i przed okrucieństwem ich samych. Wojna bowiem wywołuje najgorsze instynkty. Nawet w oblężonej Srebrenicy co sprytniejsi dorobili się majątków. Mając dostęp do pomocy humanitarnej, przydzielali ją wedle własnego uznania. Szybko powstały nowe hierarchie.

Dziennikarze zachodnich mediów, zainteresowani głównie zrobieniem dobrego materiału (o mafii czy szabrow-

nictwie), nie wykazywali zainteresowania prawdziwą tragedią. Przyjeżdżali rzadko, ostatni w 1994, rok przed upadkiem miasta. Opuszczenie - oto co powszechnie odczuwali mieszkańcy bośniackiej enklawy.

Podczas rekonstruowania wydarzeń sprzed lat wciąż powraca egzystencjalne pytanie o moralność ofiary. "Czy każda zbrodnia rzeczywiście jest zbrodnią?" - pyta dramatycznie Suljagić. Czy w obronie własnej mamy moralne prawo zabijać? Czy "niektórzy ludzie broniący mojego życia", "garstka odważnych ludzi" to zbrodniarze? Autor próbuje dociec prawdy, ale odpowiedź nigdy nie jest pełna; zawsze podszyta lękiem.

W takich pytaniach i połowicznych odpowiedziach kryje się próba nawiązania dialogu z czytelnikiem, znalezienia z nim wspólnego języka, a także - usprawiedliwienia walki obronnej, która prowadzi do zabijania innych, do utraty kręgosłupa moralnego. Trybunał Haski oskarżył le-

gendarnego przywódcę srebrenickiego Nasera Oricia o zbrodnie przeciw ludności serbskiej. Dla bośniackich muzułmanów jest on niekwestionowanym bohaterem. Należał do "garstki odważnych", dzięki którym - być może - Emir Suljagić mógł napisać książkę "Pocztówki z grobu".

Czytelnik nie odpowiada, to jasne. Ale jego kreacja to bodaj najbardziej uderzający zabieg w książce, choć chyba nie do końca przez autora zamierzony. Nieumiejętność pełnej werbalizacji moralnych dylematów sprawia, że musimy się z nimi zmierzyć sami, musimy poczuć bezsilność języka. Czytając ten dokument, podobnie jak wiele innych świadectw zbrodni, czytelnik (czy każdy?) czuje się zakłopotany, zawstydzony. Solidaryzując się z ofiarami, dziękuje losowi, że podarował mu on inne życie. Pyta sam siebie, dlaczego to właśnie on ma przywilej życia w pokoju.

I w Srebrenicy byli pewnie kiedyś ludzie, którzy zadawali sobie podobne pytania. Nie wiedzieli jeszcze, co ich spotka. Srebrenicy bowiem nikt nie przewidywał. Może się ona jednak pojawiać wszędzie, bo nie jest przecież tylko nazwą miejsca.

Emir Suljagić, "Pocztówki z grobu", tłum. Agnieszka Łasek, Wołowiec 2007, Wydawnictwo Czarne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]