Reklama

Gdyby istniał

Gdyby istniał

17.12.2019
Czyta się kilka minut
WOLEŃSKI | Przymioty Boga ustalone przez większość teologów nie tłumaczą tego, jaki jest świat. Wykluczają wolność, odpowiedzialność i sprawiają, że prośby do Niego o pomoc są bezsensowne.
Bruce Rolff, „Abstrakcyjna maszyna” BRUCE ROLFF / ALAMY STOCK PHOTO / BEW
N

Niniejszy tekst jest pisany z punktu widzenia ateisty, tj. kogoś, kto odrzuca zdanie „Bóg istnieje” i uznaje, że Bóg nie istnieje. Obie konstatacje nie są logicznie symetryczne. Nie wchodząc w szczegóły, ciężar uzasadnienia spoczywa na tym, kto twierdzi, że Bóg istnieje, a nie na tym, kto uważa przeciwnie. Ten drugi może odwoływać się do krytyki argumentów adwersarza, jako uzasadnienia swego stanowiska – pierwszy oczywiście też, ale teista winien podać jakieś argumenty pozytywne, np. słynne drogi Tomasza z Akwinu (zobacz str. 128). Mój ateizm nie akceptuje tezy logicznego pozytywizmu, że zdanie „Bóg istnieje” jest pozbawione sensu poznawczego. Uważam, że jest ono sensowne i podlega analizie. Z tego powodu mogę, jako ateista, rozważać taki scenariusz, w którym jest tak, że Bóg istnieje. Wszelako dla podkreślenia istotnej hipotetyczności moich rozważań tytuł (jego pełna wersja mogłaby brzmieć: „Gdyby Bóg istniał, to...”) jest sformułowany w trybie łączącym (subjunktywnym), a nie orzekającym. Inaczej mówiąc, wyraża tzw. nierzeczywisty okres warunkowy, czyli taki, w którym poprzednik jest uważany (przeze mnie) za fałszywy.

Minimum dla katolika

Dalsza analiza w oczywisty sposób zależy od tego, jak Bóg jest rozumiany i jak działa w tzw. świecie przyrodzonym. Wiadomo, że wiele w tej materii zależy od konkretnej religii. Z powodów oczywistych odwołam się do chrześcijańskiej (właściwie: katolickiej) koncepcji Boga, tak jak jest ona przedstawiona w katechizmowym Credo. Ponieważ interesują mnie kwestie ontologiczno-moralne, biorę pod uwagę następujące fragmenty: „Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. (...) I [Jezus Chrystus] powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych (...). Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie”.

Przyjmuję, że jest to minimum obowiązujące każdego katolika (pominięte wątki chrystologiczne nie mają specjalnego znaczenia dla dalszej dyskusji).

Przymioty Boga wyrażone w zacytowanym fragmencie to: jedyność, wszechmoc i stworzenie wszystkiego (rzeczy widzialnych i niewidzialnych). Dalej mamy obowiązek chrztu (dla odpuszczenia grzechów), zapowiedź wskrzeszenia umarłych i zapowiedź życia wiecznego w przyszłym świecie. Katolik ma też wierzyć w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół powszechny. Te kwestie są rozwijane przez dalsze dokumenty zawierające nauki kierowane do wyznawcy katolicyzmu, w tym wymagania natury moralnej i obrzędowej. Do tych źródeł należą Stary i Nowy Testament, ustalenia Magisterium Kościoła jako instytucji uprawnionej do ustalania kanonu prawd (w tym dogmatów) wiary oraz ich interpretacji. Zakres i treść tych dokumentów, jak również pism je komentujących, w szczególności Katechizmu Kościoła Katolickiego, jest zmienny, np. papież Franciszek dopisał do tego ostatniego zakaz kary śmierci. Niemniej jednak zakłada się, że źródła dogmatyczne (Biblia) rozwijają Credo, a komentarze je interpretują. I wreszcie mamy pisma filozofów, które w szczególności dokładniej analizują atrybuty Boga (czyli Jego istotę) i sposób Jego istnienia. Wprawdzie nie ma oficjalnej filozofii katolickiej, ale jednak ustalenia filozofów poczuwających się do tej denominacji religijnej i uznanych za jej wybitnych przedstawicieli nie mogą być ignorowane.

Rażąca niespójność

Oto kilka dodatkowych elementów uzupełniających Credo, wyprowadzonych, by tak rzec, z doktryny. Misją Kościoła jest przewodnictwo duchowe wobec wiernych i jego szczególne narzędzia, np. chrzest, spowiedź czy sakramenty. Wprawdzie Credo nie precyzuje natury wiecznego życia w przyszłym świecie, ale (pomimo sporów o istnienie piekła) przyjmuje się, że jedni będą zbawieni, a inni potępieni. Zdecyduje o tym Jezus Chrystus jako sędzia, a uczyni to w sposób absolutnie sprawiedliwy (to akurat nie wynika z zacytowanego tekstu wyznania wiary, ale jest oczywiste). Na podstawie dotychczasowych uwag można przypisać Bogu to, że jest jedyny, wszechmocny i sprawiedliwy oraz stworzył świat. Niewiele jest w katolickiej doktrynie na temat świata poza tym, że nie jest odwieczny (bo stworzony), ale nie jest wykluczone, że jest wieczny – czyli zawsze będzie istnieć. Doktryna, w szczególności filozofia, oparta zarówno na źródłach uważanych za objawione, jak i na rozmaitych tradycjach myślowych, uznała (to wersja najczęstsza), że Bóg jest prosty (niezłożony), wieczny, istniejący poza czasem i przestrzenią, odwieczny, nieskończony, niezmienny, wszechwiedzący, wszechdobry, a ponadto jest bytem koniecznym silnie skontrastowanym z przygodnym światem stworzonym ex nihilo.

Pomijam rozmaite spory na temat natury Boga, rozważane w licznych dziełach filozoficznych i teologicznych. Postaram się wykazać, że wszechmoc, wszechwiedza i wszechdobroć Boga oraz to, że stworzył świat ex nihilo, są (łagodnie mówiąc) wątpliwe z punktu widzenia tego, czego doświadczamy na tym „łez padole”. Oto historia, która ma to zilustrować.


Czytaj także: Ks. Adam Boniecki: Gdyby nie istniał


Kiedyś leciałem samolotem z Nowego Jorku do Warszawy. Za mną siedziała kobieta w żałobie i modliła się prawie przez cały czas. Na jakąś godzinę przed wylądowaniem zaczęła rozmawiać ze swym sąsiadem. Spokojnym głosem powiedziała, że wiezie trumnę z ciałem swej kilkuletniej córeczki, zmarłej w USA. „Tak bardzo modliliśmy się, aby została uratowana przez Pana Boga i Matkę Bożą, ale to nic nie pomogło. Widocznie musiała umrzeć”. Owa kobieta dosłownie rozumiała Credo i różne jego uzupełnienia. Nie ma znaczenia, czy uważała, że Bóg działa w świecie bezpośrednio, czy za pośrednictwem Matki Jezusa Chrystusa. Modliła się, ponieważ sądziła, że jej prośba zostanie wysłuchana, a dziecko uratowane. Stało się jednak inaczej – córeczka zmarła, a jej matka nawet nie skarżyła się i rzecz skomentowała krótko: „Widocznie musiała umrzeć”.

Bóg przedobrzony

Jak rzecz przedstawia się z filozoficznego punktu widzenia przy założeniu, że słowa wyrażające atrybuty Boga są rozumiane standardowo? Bóg stworzył świat ex nihilo, a więc nie był zdeterminowany żadnym uprzednim stanem jakiejkolwiek realności poza swoim własnym. Jest wszechmocny, a więc mógł zadziałać inaczej. Jest wszechwiedzący, a więc wiedział o tym, co stanie się z dzieckiem, o którym była mowa, i matką, która będzie prosiła o pomoc. Ponieważ jest prosty, nie ma w Nim podziału na wiedzę i wolę, a więc jeśli coś wiedział, chciał tego, a ponadto, jako niezmienny, nie mógł zmienić biegu spraw. Czy można go nazwać wszechdobrym i sprawiedliwym, skoro dopuścił śmierć niewinnego dziecka? Twierdzę, że nie można, nawet nie przywołując miliona głównie żydowskich dzieci zabitych przez Niemców w czasie wojny czy rozmaitych innych okropności. Krótko mówiąc, przymioty Boga ustalone przez większość teologów oraz filozofów katolickich (i innych) nie tłumaczą tego, jaki jest świat, a w szczególności wykluczają wolność, odpowiedzialność i sprawiają, że prośby do Niego o pomoc są bezsensowne, ponieważ nie mogą być spełnione. Jeśli rzecz dotyczy zła, to głównym problemem jest nie tyle jego istnienie w świecie, ile jego dystrybucja. Krótko mówiąc, doktryna katolicka (nie tylko ona) „przedobrzyła” pojęcie Boga.

Czy wspomnianych trudności można uniknąć? Owszem, ale za poważną cenę. Po pierwsze, ograniczając atrybuty Boga, np. wszechwiedzę, wszechmoc czy jeszcze coś innego albo przyjmując np. pan- teizm lub procesualizm. To jednak sprawia, że teizm staje się jedną z wielu propozycji ontologicznych i podlega normalnej ocenie epistemicznej. W szczególności nie można go bronić tym, że jego prawdy są objawione, skoro dopuszczają tak duże rozbieżności interpretacyjne.

Po drugie, można przyjąć, że słowa służące opisowi Boga mają szczególny sens i nie mogą być rozumiane potocznie. Stąd wyroki Boże są niezbadane (dla człowieka) i trzeba pogodzić się z nimi, bo Stwórca „wie”, co czyni. To jednak wymaga uznania, że Słowo Boże podlega specjalnej hermeneutyce, którą dysponuje specjalny autorytet, np. jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Ta argumentacja jest jednak kolista. Mamy wierzyć w Magisterium Kościoła, gdyż jest on umocowany przez Objawienie, ale o tym drugim dowiadujemy się od owego Urzędu Nauczycielskiego. Obie drogi nie są przekonywające i motywują ateizm. Jakoż rozważenie okresu warunkowego „Gdyby Bóg istniał, to A”, gdzie A reprezentuje wiedzę o świecie naturalnym, dostarcza argumentów (przynajmniej dla kogoś mojego pokroju) dla uznania, że poprzednik jest fałszywy.

Poza okresem warunkowym

Kończę uwagą, że niniejszy szkic nie powinien być rozumiany jako głoszenie tezy, że religia to opium dla ludu. „Statystyczny” katolik (czy przedstawiciel innej denominacji religijnej) nie zaprząta sobie głowy filozoficznymi zawiłościami, lecz przyjmuje religijne hermeneutyki za dane i w zasadzie akceptowalne. Trudno jest sformułować warunki wystarczające dla odejścia od religii. Czasem jest to filozoficzny namysł, czasem wychowanie, czasem koniunkturalizm, a czasem sytuacja ekstremalna, jednostkowa lub zbiorowa. Tak samo działa to w drugą stronę – bycia religijnym. To, że pojawiają się ateiści i heretycy, jest równie zrozumiałe jak to, że są wierzący, zresztą o różnej sile swoich przekonań. Okoliczności towarzyszące wierze lub niewierze mają rozmaitą naturę i mogą być rozpatrywane niezależnie od prawdziwości czy fałszywości poprzednika okresu warunkowego „Gdyby Bóg istniał, to A”. ©

DROGI TOMASZA

Tomasz z Akwinu w swojej słynnej „Sumie teologii”, ale też w „Sumie przeciw poganom”, postanowił udowodnić, że rozum wcale nie stoi w sprzeczności z wiarą, poprawnie stosowany dostarcza zaś wręcz dobrych, racjonalnych powodów, by uwierzyć. Taką właśnie rolę miało spełniać jego Pięć Dróg (Quinque Viae). Jest to pięć rozumowań, które wychodzą od rozsądnie brzmiących przesłanek na temat czegoś prostego, naturalnego, ziemskiego, na końcu których czeka na nas coś ostatecznego, nadnaturalnego – coś, co „powszechnie zwie się Bogiem”. Oto owe drogi: z ruchu, z przyczynowości sprawczej, z przygodności, ze stopnia doskonałości i z celowości.

Dobrą ilustracją ogólnej metody Tomasza jest droga z ruchu. Oto jej przebieg. Wszędzie wokół siebie obserwujemy ruch i zmienność. Gdy się jednak nad tym zastanowić, każdy ruch wywoływany jest przez inny ruch – przez coś, co porusza. Powstaje więc nieskończony ciąg poruszycieli i poruszanych – skąd jednak w ten ciąg „wstrzyknięta” została owa dawka ruchu, którą przekazują oni sobie nawzajem? Cytując Tomasza: „Konieczne jest więc dojście do czegoś pierwszego poruszającego, przez co wszystko inne jest poruszane, i co wszyscy pojmują jako Boga”. ©(P) ŁL

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Otóż, załóżmy że mam atrybut tytułu filmowego brzmiącego: "Jestem Bogiem". Po logicznym wywodzie, od cechy do cechy, nagle: "Czy można go nazwać wszechdobrym i sprawiedliwym, skoro dopuścił śmierć niewinnego dziecka? Twierdzę, że nie można,..." plus dopisek o tysiącach żydowskich dzieci. Proszę o wskazanie wadliwości konstruktu myślowego, w którym ja jako Bóg, traktuje życie dziecka instrumentalnie (dla mnie jako Boga ono nie żyje żyjąc) w celu wypróbowania matki czy zasługuje na zbawienie. Czy sprawiedliwy ma oznaczać zachowujący życie? ***** Przepraszam Autora art. ale dla mnie to bardzo miałkie jest.

Dlaczego opinia starego komunisty powinna mnie interesować w tej materii? Bo nie rozumiem. Miejsce komunistów jest w więzieniu

Najwiekszy zbrodniarz, odsiadujacy kare dozywocia, tez moze miec racje. Tylko argumenty rzeczowe, nie inwektywy, licza sie w dyskusji.

"Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie. "

Myslenie Autora o Bogu jest bardzo plytkie i chcialby on widziec Boga jako pogotowie ratunkow na wszystkie nasze problemy. To jest wiara dziecka kilkuletniego a nie spekulacje o wierze doroslego ateisty, profesora filozofii. Moze za komentarz posluze sie Kolakowskim, ktory w "Jesli Boga nie ma" mowi o postawie chrzescijanina w obliczu nieszczesc go spotykajacych: "Mowiac krotko, postawa chrzescijanina nie polega na oczekiwaniu nadprzyrodzonych reakcji na jego moralne postepowanie, polega na zaufaniu do Boga. W obliczu nieszczesc powodowanych przez sily nie podlegajace naszej wladzy chrzescijanin nauczony jest 'oddawac Bogu swoje cierpienie' i ufac, ze pozorne absurdalnosci zycia maja utajony sens, ktorego nie jest on w stanie rozszyfrowac".Polecalbym Autorowi lekture Ksiegi Hioba, gdzie rozmiar nieszczesc spada na bohatera opowiesci. I znow posluze sie Kolakowskim, ktory pisze: "Ksiega Hioba, dzielo madrosci pelne, jedno z najwspanialszych jakie ludzkosc wydala, nie tlumaczy nam w koncu ani zla ani cirpienia, a tylko podsuwa rade: ufajcie Bogu, nie pytajcie, skargi przeciw niebu nie podnoscie, chocby w najgorszych utrapieniach. Oddac Bogu swoje cierpienie to jest najlepsza rada przez chrzescijanstwo podana".

Nowy Testament jest pełen przypowieści dotyczących cudów m.in. zamiana wody w wino, rozmnożenie jedzenia, przywrócenie zdrowia a nawet wskrzeszenie. Nie tylko Jezus czynił cuda, ale również apostołowie. Czy zatem oczekiwanie dzisiejszych chrześcijan aby takie cuda dziś się działy jest czymś gorszącym albo niesłusznym? Czyż Jezus nie pouczał aby apostołowie czynili w Jego imię to co on czynił? Czy apostołowie takich cudów nie czynili? Czynili (patrz Dzieje Apostolskie). Czy zatem obecnie oczekiwanie od biskupów (sukcesorzy apostolscy) tego aby te cuda czynili zgodnie z Tradycją jest czymś nieewangelicznym? Czy oczekiwanie na "pogotowie ratunkowe na nasze problemy" jest czymś sprzecznym z zaufaniem do Boga (wide komentarz Jan Filipecki powyżej)? Czy zwykły wierny może być zgorszony tym gdy "cuda" biskupa polegają na tym, że nie wiadomo jakim cudem po wypiciu ogromnej ilości alkoholu tenże biskup na nogach się jeszcze trzyma?

Bylam bardzo ciekawa tego artykułu, bo sadziłam, ze będzie to próba zobaczenia, wyobrażenia sobie świata i siebie w nim w sytuacji, gdyby wbrew dotychczasowym przekonaniom autora, Bóg jednak istniał: czy tak samo bałbym się śmierci? Czy podejmowałbym inne wybory? Czy moje relacje, codzienne życie, pragnienia byłyby takie same? Czy to by mnie wzmacniało czy osłabiało raczej? To byłoby twórcze rozważanie - w obie strony zresztą, co było chyba zamysłem, „ekumenicznym” i łączącym, Redakcji. Materiał okazał się jednak zawiłym, nieco przeintelektualizowanym (choć zawsze lubiłam i logikę, i filozofię) wywodem, skupionym raczej na wytykaniu domniemanych niespójności i nielogiczności podstaw wiary. Może czegoś nie zrozumiałam, ale mi wyszło, że „Gdyby istniał... to nic, bo przecież nie istnieje”. O to chodziło...? Niezależnie od tego, czy to logiczne, spójne, subjunktywne, koliste czy tez nie, czuję i wiem, że istnieje...

Wiara i Nie-wiara która nie zostawia nuty niepewności nie jest prawdziwa.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]