Elisza uczeń Eliahu

Mój Bóg jest zbawieniem – tak brzmiało imię proroka Eliszy, następcy i dziedzica sławnej szkoły prorockiej Eliasza.
Czyta się kilka minut

To na barki Eliszy, syna bogatego posiadacza ziemskiego, opadł płaszcz Eliahu HaNawi, unoszącego się na płonącym rydwanie do nieba. Elisza zerwał z rodziną i powędrował po ziemiach królestwa Izraela ze swoim nauczycielem. Przekroczył Jordan i już sam powrócił na górę Karmel. Stamtąd kierował wieloma sprawami. Obronił państwo przed ­Moabitami i pokonał kilkudziesięciu chłopaków, którzy naśmiewali się z jego wyglądu. Straszna jest ta historia: dwie niedźwiedzice wyszły z lasu i rozerwały na strzępy niegrzecznych młodziaków. Z trądu wyleczył dowódcę wojsk syryjskich. Uzdrowił wody Jerycha. Ocalił izraelskiego króla Jeorama przed niebezpieczeństwami, a po śmierci władcy namaścił jego następcę. Czynił wiele dla swego ludu. Jego rady były w cenie. Mieszkał pod koniec życia w Samarii (tam była też stolica królestwa) i tam przychodzili do niego różni ludzie ze swoimi prośbami. Obdzielał ich swoją łaską i słynął z życzliwości pośród wszystkich plemion Izraela. Karmił zgłodniałych, pomagał zmartwychwstać dzieciom, dzięki jego wstawiennictwu bezpłodne kobiety rodziły dzieci. Po śmierci nadal czynił cuda. Każdy, kto zbliżył się do jego grobu, mógł zostać uleczony czy wzbogacony. Wielki to był prorok, który odziedziczył po Eliaszu podwójną moc i podwójne możliwości.

Powiadają, że dużo rozmawiał z Eliaszem o tajemnicach stworzenia świata oraz o niebiańskim rydwanie. Od tego pochodzi talmudyczne powiedzenie warte zawsze przywołania: dwóch badaczy czy studentów, którzy razem wędrują, a nie rozmawiają o Torze, powinno zostać spalonych. Zapewne prorok żył pod koniec IX wieku przed wspólną erą. Nie sposób jednoznacznie rozstrzygnąć kiedy. Jedno zdaje się być pewne: że wszystkie cuda, których dokonał za życia, były niemal powtórzeniem cudów mistrza. Żył w jego cieniu i wspierał się o jego siłę. Walczył z obcymi kultami, ale i tak państwa Izrael nie zdołał ocalić. Widział zapewne, jak syryjscy władcy zagarniali kawałek po kawałku ziemie królestwa Izraela. Musiał mieć świadomość narastającej groźby ze strony Babilończyków. To oni w VIII w. p.n.e. wtargnęli na ziemie północnego Izraela i wzięli w niewolę dziesięć plemion. Państwo upadło. Centrum dziejów przeniosło się na południe i królestwo Judy przejęło dziedzictwo Abrahama, Izaaka i Jakuba.

Takich proroków potrzebujemy w chwilach słabości, w chorobie, w cierpieniu. Można na swoje choroby brać najnowsze lekarstwa, pić zioła z gór Ałtaj czy z łąk nadodrzańskich, medytować, spać na specjalnych matach i ekranach wyposażonych w wielobarwne agaty i złote nici. Ale nic nie pomogą, jeśli nie zjawi się ktoś taki jak Elisza. Bez jego wstawiennictwa nic dobrego zdarzyć się nie może. Tak uczą Księgi Królewskie i liczne legendy wielkich religii. Może czasem należy zawierzyć prorokom, choćby nie wiem jak fantastycznie i bajkowo brzmiały same opowieści. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2018