Dyplomacja kulturalna – dobra zmiana?

Najpierw minister kultury Piotr Gliński skrytykował Instytut Adama Mickiewicza, najważniejszą instytucję odpowiedzialną za promocję naszej kultury poza granicami.
Czyta się kilka minut

Później do tej krytyki dołączył Jan Dziedziczak, wiceminister spraw zagranicznych, któremu podlega działalność Instytutów Polskich za granicą. Zapowiedział radykalną zmianę: zajmiemy się rozsławianiem w świecie Kopernika, Chopina, Marii Skłodowskiej-Curie i Jana Pawła II. Wreszcie przed kilkoma dniami w tygodniku „Do Rzeczy” ukazał się artykuł „demaskujący” marnotrawstwo, jakie ma jakoby miejsce w Instytucie Mickiewicza.

Od czasu powołania w 2000 r. za sprawą Instytutu Adama Mickiewicza odbyło się na świecie 5 tys. wydarzeń kulturalnych. Wiele inicjatyw, jak „Polska Year!”, czyli trwający rok przegląd polskiej sztuki w Wielkiej Brytanii, czy Rok Polski w Izraelu, było szczególnie udanych. Świetnym pomysłem było powołanie orkiestry „I, Culture” złożonej z młodych muzyków z Polski i krajów Partnerstwa Wschodniego. Portal Culture.pl stał się ważnym i wiarygodnym źródłem informacji o współczesnej twórczości w Polsce. Ubiegły rok także należał do dobrych, a wystawa „Stan życia” w Narodowym Chińskim Muzeum Sztuki w Pekinie (126 tys. zwiedzających) czy premiera „Króla Rogera” Szymanowskiego w londyńskiej Royal Opera House należą do najważniejszych prezentacji sztuki polskiej za granicą w ostatnich dekadach.

Instytut Mickiewicza oraz działające w 22 krajach Instytuty Polskie w nowym stuleciu stały się całkiem sprawnie działającą machiną promującą naszą kulturę. Nie oznacza to, że nie są potrzebne zmiany. Czy np. Instytuty Polskie nie powinny podlegać Instytutowi Mickiewicza? Obecnie w polskiej dyplomacji kulturalnej panuje dwuwładza: Instytuty są częścią MSZ-u, zaś IAM – Ministerstwa Kultury. Czy budżety Instytutów powinny być tak niskie? Wreszcie, czy nie odejść od organizacji trwających rok prezentacji kultury polskiej w danym kraju, a te środki przeznaczyć na większą stałą obecność w najważniejszych miejscach na świecie?

Jednak, jak pokazuje obecna dyskusja, polityków nie interesują zmiany strukturalne – sami chcą decydować, co i gdzie jest prezentowane. Co więcej, minister Dziedziczak przyznał, że swój pogląd o oczekiwaniach zagranicznej publiczności wyrabia na podstawie rozmów z… Polonią. Miejsce współczesności ma zająć przeszłość, i to opowiadana wyłącznie pod nasze dyktando. Czy w ten sposób uda się przygotować atrakcyjną ofertę dla zagranicznej publiczności? Wątpię. Jej odbiorcą będą przede wszystkim Polacy zamieszkali poza krajem. I to tylko ci o bardziej tradycyjnych zainteresowaniach, oczekujący filmów historycznych i muzyki ludowej.

Rządzący – wygrywając wybory – mają mandat do wprowadzania zmian. Powinni być jednak świadomi konsekwencji swych decyzji. Mogą one oznaczać koniec sprawnej promocji polskiej kultury za granicą. I nie łudźmy się: nasze miejsce w ważnych prestiżowych miejscach zajmą inni, a zbudowaną przez Instytut pozycję utracimy na długie lata. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2016