Dwa oblicza Australii

RICHARD FLANAGAN: Celowe okrucieństwo, widoczne w działaniach naszego rządu, stoi w sprzeczności z ostatnimi 70 latami w naszej historii, które stały pod znakiem tolerancji.

29.01.2018

Czyta się kilka minut

 / WOJCIECH WANDZEL / CONRAD FESTIVAL
/ WOJCIECH WANDZEL / CONRAD FESTIVAL

PATRYCJA BUKALSKA: Kryzys w obozie na Manus skłonił Pana do napisania komentarza krytycznego wobec rządu Australii, który opublikował brytyjski „Guardian”. Co Pana skłoniło, by zabrać głos?

RICHARD FLANAGAN: Gdy usłyszałem, że Behrouz Boochani został zatrzymany przez pomocniczy oddział policji z Papui-Nowej Gwinei, znany jako „Lotna Drużyna”, zacząłem się bać o jego bezpieczeństwo. Ten oddział jest znany z naruszania praw człowieka. Za swoje usługi przy utrzymywaniu „bezpieczeństwa” w obozie na Manus jest opłacany przez australijski rząd.

Boochani to kurdyjski poeta, który przez ostatnie cztery lata z wielką odwagą informował o tym, co się dzieje na Manus. Czasami jego opowieści miały formę fragmentarycznych wiadomości, wysyłanych z telefonu. To było oczywiste, że stał się celem. Pomyślałem, że jeśli coś napiszę, może go to trochę ochroni. I przypomni Australijczykom oraz ludziom z innych krajów, że to, co się dzieje na tej wyspie, to łamanie prawa.

Kryzys na Manus to jeden z wielu problemów australijskiego systemu imigracyjnego. W innych obozach, np. na Nauru, też dochodziło do nadużyć. Co o tym myślą sami Australijczycy? Oficjalnie takie operacje jak „Pacific Solution” prezentowane są jako sukces, skoro zmniejsza się liczba ludzi próbujących dostać się do Australii.

Wielu Australijczyków się wstydzi. Ale są i tacy, którzy nie mają nic przeciwko prześladowaniu uchodźców. Oraz tacy, którzy wolą o tym nie wiedzieć i nie myśleć. Ale nie mam wątpliwości, że większość Australijczyków byłaby oburzona, gdyby tylko wiedziała więcej. Problemem nie są Australijczycy, lecz jadowita polityka, która rozwinęła się w kraju, a w której kwestia uchodźców to narzędzie do zdobywania głosów. Im bardziej ta kwestia staje się toksyczna, tym bardziej zwiększają się wysiłki rządu, by wypaczyć debatę na ten temat i ukryć prawdę o obozach. Tak, aby Australijczycy nie mogli się dowiedzieć, co się robi w ich imieniu.


Czytaj także: Gdy śpiew ptaków odmierza godziny: Patrycja Bukalska o kryzysie imigracyjnym w Australii


Od końca lat 90. XX w. obie główne partie odeszły od wcześniejszej polityki, bardziej przyjaznej uchodźcom, na rzecz polityki w duchu Machiavellego. Odwołują się do ksenofobii skrajnej prawicy, by zdobyć trochę więcej głosów. To krótkoterminowe strategie, by wygrać wybory i powstrzymać skrajną prawicę, ale skutki będą długotrwałe. W ten sposób nasi przywódcy przyczynili się do rozpalenia nietolerancji i nienawiści, które zostały wzmocnione po 11 września 2001 r. przez demonizowanie muzułmanów w krajach zachodnich.

Wzrost populizmu i nacjonalizmu, czerpiącego z kryzysu uchodźczego, widać w wielu krajach, nie tylko w Australii. Nawet w Polsce, gdzie właściwie nie ma uchodźców. Ludzie boją się tego, co nieznane, i politycy wykorzystują ten lęk. Ale Australia to przecież kraj założony przez imigrantów – czy jej historia nie wpływa na nastawienie ludzi?

Z pewnością. Moja żona jest córką uchodźców z Jugosławii, którzy opuścili swój kraj jeszcze pod koniec lat 50. XX w. Moje trzy córki są zatem wnuczkami uchodźców. Paradoks Australii – który jest rzadko rozumiany nawet u nas w kraju – polega na tym, że jej polityka prześladowania uchodźców przybywających na łodziach jest sprzeczna z jednym z największych na świecie – licząc na głowę mieszkańca – programów imigracyjnych. Nadal jesteśmy krajem imigrantów. Co roku Australia, kraj liczący 24 mln ludzi, przyjmuje ok. 200 tys. imigrantów [chodzi o liczbę osób dostających stałą wizę w ramach legalnego programu migracyjnego; patrz tekst Patrycji Bukalskiej – red.]. To, ujmując rzecz inaczej, dwa miliony w ciągu 10 lat. Prawie połowa Australijczyków urodziła się gdzieś indziej lub ma przynajmniej jednego rodzica spoza tego kontynentu. Procent ludzi, którzy urodzili się poza granicami kraju, jest w Australii wyższy niż w jakimkolwiek państwie z wysoką imigracją. To aż 26 proc., prawie dwa razy więcej niż w USA, gdzie takich ludzi jest 14 proc. I ci ludzie w zasadzie się zakorzenili. Australia ma też jeden z najwyższych w świecie wskaźników małżeństw mieszanych, między różnymi grupami etnicznymi.

Jak więc to wszystko rozumieć?

Celowe okrucieństwo, widoczne w działaniach naszego rządu, stoi w sprzeczności z ostatnimi 70 latami naszej historii, które stały pod znakiem tolerancji. Ale rezonuje z czasami dawniejszymi, nietolerancji i przemocy. W pewien sposób odbijają się tu dwie historie naszego kraju. Jedna to represyjna, rasistowska wersja historii, sięgająca czasów inwazji kontynentu i wojny przeciw Aborygenom. Druga historia ukształtowała się po II wojnie światowej i jest opowieścią o przyjęciu i zaakceptowaniu imigrantów oraz uchodźców z całego świata. W obu historiach chodzi o triumf politycznej wizji: jednej rasistowskiej, drugiej tolerancyjnej. Ta druga sprawiła, że nasz kraj odniósł sukces. Teraz ten sukces i harmonia są zagrożone.

W „Guardianie” pisał Pan: „Kiedyś wydawało się, że możemy stać się światłem przewodnim wolności i tolerancji, krajem ludzi, którzy przyjęli wypędzonych, tak jak sami kiedyś byli przyjmowani”. To się zmieniło? Australia jest już inna?

Zmieniła się, bo politycy igrali z rasizmem dla politycznych zysków, a teraz nie wiedzą, jak to piekło ugasić. Ludzie chcą, aby ten problem rozwiązać, ale polityka nie może już dostarczyć rozwiązania. Podstawowym obowiązkiem polityków wobec społeczeństwa jest zbliżenie ludzi do siebie nawzajem. Nienawiść, ukryta w politycznych działaniach, prowadzi tylko do podziałów i – jeśli nie jest kontrolowana – do katastrofy. W latach 80. spędziłem wiele czasu w Jugosławii i widziałem, jak harmonijne i tolerancyjne społeczeństwo zostało doprowadzone do ludobójczej wojny przez garstkę polityków, wykorzystujących nienawiść do zdobycia i utrzymania władzy.

Manus to dla Pana symptom głębszych problemów z demokracją i prawami obywatelskimi. Nie tylko prawami uchodźców, ale też samych Australijczyków, skoro nie wpuszczano tam dziennikarzy. Podstawowe prawa człowieka są dziś w świecie zagrożone? Czy rezygnujemy z nich, w zamian za pozory bezpieczeństwa i stabilności?

Wszędzie na świecie zbyt szybko zapomnieliśmy, że prawa obywatelskie to nie puste słowa, lecz nasza ochrona przed tyranią. Nawet jeśli nie mamy szacunku dla uchodźców, dla ich godności i praw, ale szanujemy samych siebie, jeśli cenimy własną godność i wolność, to nie powinniśmy pozwalać na to, jak oni są traktowani. Jeśli społeczeństwo raz przyjmie, że niektórzy ludzie są warci mniej niż inni, zaczyna iść mroczną drogą.

Boochani pisał: „Chodzi o wolność, a często się o tym zapomina. Nie należy komplikować rzeczy, aby je zrozumieć. To proste i jasne”. Czy w tej masie szczegółów, o których dyskutuje się w kwestii uchodźców, zapominamy, jak ważna jest wolność? Pan pisał, że prawda i wolność są jedynymi istotnymi celami. Można dodać jeszcze: godność.

Godność jest dowodem wolności. To wolność w działaniu. Protesty na Manus były takim domaganiem się uznania ludzkiej godności przez uchodźców, którzy byli tam trzymani przez cztery lata. Swoim pokojowym protestem chcieli powiedzieć, że w sercach nadal są wolnymi ludźmi. Boochani miał rację, chodzi o wolność. Dlatego australijski rząd tak bardzo starał się zagłuszyć prawdę o tym, co się dzieje na Manus i Nauru. Gdyby Australijczycy się dowiedzieli, co wyczynia się w ich imieniu, nie byłoby to już możliwe. Australijski rząd tak bardzo boi się prawdy, że przez pewien czas wprowadził zapis prawny, iż każdy pracownik medyczny i edukacyjny, pracujący z uchodźcami w tych obozach, który publicznie poinformowałby o aktach przemocy, samobójstwach, samookaleczaniu, gwałtach czy seksualnym wykorzystywaniu dzieci – a wiemy, że do takich rzeczy dochodziło – mógł trafić do więzienia na dwa lata. W ten sposób nie tylko odmawia się wolności uchodźcom, lecz także sprawia, że wolność w moim kraju jest zagrożona.

W trudnych czasach pisarz ma szczególne obowiązki?

Pisarz nie ma innego obowiązku i innej odpowiedzialności, niż dobrze pisać. Niektórzy z największych, jak Kafka, nie napisali nic bezpośrednio o swoich czasach, ale pisali proroczo. Reszta to sprawa każdego z nas, mnie i mojego sumienia. Chcę żyć w wolności, nie w strachu, więc czasem piszę nie tylko powieści, ale też eseje i artykuły. Przez swoje eseje dowiedziałem się, że ludzie odczuwają głód prawdy, który jest tak samo realny jak głód fizyczny. Dlatego prawda będzie usłyszana, ponad kłamstwami, ponad płatną propagandą. Dlatego rozmawiamy teraz o prawdzie, jaką jeden człowiek, taki jak Boochani, może przemycić z obozu internowania, nawet jeśli jest poskładana z krótkich wiadomości tekstowych. Jedyną jego siłą jest siła prawdy.

Niedługo w Polsce ukaże się Pana książka „Nieznana terrorystka”, będąca gorzką diagnozą świata. Niewiele chyba się tu zmieniło od jej pierwszego wydania w 2006 r. Jakie są dziś wyzwania dla całego świata, nie tylko dla Australijczyków?

Żebyśmy zrozumieli, że to my sami wybieramy, czy będziemy wolni, czy zniewoleni. Na świecie pojawiają się tyrani, ale pojawiają się też tysiące ludzi poddających się niewoli. Jeśli mamy żyć jak wolni ludzie, to musimy każdego dnia postępować jak ludzie wolni. Jeśli każdy z nas będzie żył w tej prawdzie, możemy zacząć wzmacniać walące się fundamenty naszej wolności. Mam nadzieję, że tak się stanie. ©℗

RICHARD FLANAGAN (ur. 1961) jest australijskim pisarzem pochodzącym z Tasmanii. Uważany za najwybitniejszego przedstawiciela swojego pokolenia, jest autorem powieści. Publikuje też artykuły prasowe, eseje, scenariusze, reżyseruje filmy. Laureat wielu nagród, w tym prestiżowej Nagrody Bookera, którą otrzymał w 2014 r. za powieść „Ścieżki Północy”. Jego książki tłumaczono na wiele języków. W lutym w Polsce nakładem Wydawnictwa Literackiego ukaże się jego książka „Nieznana terrorystka”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2018