Reklama

Duch zstąpił

Duch zstąpił

16.10.2018
Czyta się kilka minut
Pielgrzymka do Polski w 1979 r. miała głęboką warstwę religijną, z którą oczywiście współgrała społeczna i kulturowa. Przemawiając do władz PRL, papież rzucał im wyzwania.
Jan Paweł II i prymas kard. Stefan Wyszyński z pierwszym sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem i szefem Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim. Belweder, Warszawa, 2 czerwca 1979 r. ZBIGNIEW MATUSZEWSKI / EPA / PAP
M

MICHAŁ KUŹMIŃSKI, MACIEJ MÜLLER: Czy Jan Paweł II przyjechał w 1979 r. do Polski z programem politycznym?

Abp KAZIMIERZ NYCZ: Z politycznym programem nie przyjeżdżał na pewno. Natomiast mógł przyjąć założenia metapolityczne – spodziewać się, że to, z czym przyjeżdża, pomoże Polakom. A był to zamiar, który wcześniej chciał realizować w Krakowie w roku 1979, kończąc synod oparty na latach posługi św. Stanisława, czyli 1972-79. Planował nowennę mającą spiąć chrzest Polski z męczeństwem tego świętego, który swoją krwią niejako bierzmował nasze początkujące chrześcijaństwo. A wiadomo, że odnosząc się do postaci św. Stanisława, oprócz wymiaru religijnego dotykało się także relacji z władzą.


ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W „TYGODNIK POWSZECHNY HISTORIA” WYDANYM NA 40. ROCZNICĘ WYBORU KAROLA WOJTYŁY NA PAPIEŻA. CZYTAJ WIĘCEJ >>>


Tuż po wyborze Jan Paweł II nawoływał do otwierania Chrystusowi granic państw i systemów politycznych. Biskupowi Pavlovi Hnilicy miał powiedzieć, że polityka wschodnia Watykanu właśnie się skończyła, a zaczyna się misja na Wschodzie. Jak widział tę misję?

Kluczem do jej zrozumienia jest przemówienie inauguracyjne pontyfikatu – wygłoszone do całego świata, ale przecież z ukłonem wobec krajów Bloku Wschodniego. Bardzo mocno wyartykułował to w przemówieniu w Gnieźnie, gdzie pytał: „Czy Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, aby ten papież-Polak, papież-Słowianin właśnie teraz odsłonił duchową jedność Europy, na którą składają się dwie tradycje Zachodu i Wschodu?”. Tam zaczęła się jego „teologia dwóch płuc” Europy.

Bez konsultacji z władzami PRL zapowiedział, że chce przyjechać na uroczystości św. Stanisława, co dla władz było niedopuszczalne. Czy takie gesty można interpretować jako rzucenie wyzwania?

Raczej nie. Papież wybrał ten moment w naturalny sposób, gdy pojawiła się sposobność przyjazdu do Polski, ze względu na zamysł owej nowenny. Ale komunistyczny rząd musiał się bardzo bać związku ze św. Stanisławem, nawet co do daty. Obawiano się skojarzeń z tym, co miało miejsce wcześniej, i okazało się przygotowaniem Polaków do pontyfikatu Jana Pawła II: z działaniami kard. Wyszyńskiego podczas Milenium w 1966 r. Strach ten widać nawet w dokumentacji SB dotyczącej prymasa czy przygotowań do pierwszej pielgrzymki. Jego przemówień słuchały dziesiątki, czasem setki tysięcy ludzi. Potem, już przy Janie Pawle II, działo się to na jeszcze większą skalę.

Jak to się właściwie stało, że komuniści zgodzili się na przyjazd papieża?

Po 1978 r. nie mieli wyjścia. Była to zupełnie inna sytuacja niż wtedy, gdy władze mogły się nie zgodzić na przyjazd Pawła VI na Milenium. Komuniści mogli dyskutować o terminie, ale zdawali sobie sprawę, jak przypuszczam, że do pielgrzymki dojść musi.

Tyle że polscy komuniści wyłamali się w ten sposób spod dyscypliny Moskwy.

Z pewnością byli w trudnej sytuacji. Ale na wszelkie szantaże ze strony ZSRR mogli używać argumentu, że obywatele by im nie wybaczyli niewpuszczenia polskiego papieża do ojczyzny. Jakich faktycznie używali argumentów wobec Moskwy, to inna sprawa.

Na początku pielgrzymki Jan Paweł II spotkał się z Edwardem Gierkiem i Henrykiem Jabłońskim. Czy tylko kurtuazyjnie?

Papież nigdy nie był zwolennikiem działań wyłącznie kurtuazyjnych. Choćby przemówienia na lotniskach z lat 1979-89 i te wygłaszane do przedstawicieli władz zawierają mnóstwo poważnych podtekstów, wręcz wyzwań rzucanych ówczesnym władzom.

Czyli jednak rzucał wyzwania.

W przemówieniach adresowanych do władz – tak. A trafiały one do ludzi, pokazując im, że Kościół stoi po ich stronie. Tuż po pielgrzymce jechaliśmy z kolegą księdzem do Lwowa. Sowieci trzymali nas na granicy kilka godzin. Wreszcie pogranicznik wziął mnie do rewizji osobistej. Prowadząc mnie, krzyczał bezczelnie. Gdy weszliśmy do środka, kazał mi z ręką na sercu powiedzieć, że jestem księdzem. Potwierdziłem, a on wtedy zupełnie się zmienił: „Proszę księdza – mówi – myśmy całą tę pielgrzymkę oglądali w telewizji!”. To było świadectwo przekraczające granice.

Jan Paweł II w Gnieźnie użył określenia, że odbywa tę pielgrzymkę „szlakiem historii narodu”. Do czego papież chciał zastosować wątek narodowy i historyczny?

Po pierwsze, chciał pokazać światu Polskę, która mimo tylu lat ciemiężenia przez system dalej żyje swoją kulturą i religią. Po drugie, umacniał nas także na płaszczyźnie własnej kultury, tożsamości oraz związku z Chrystusem i Kościołem. Interpretowałbym to raczej w ten sposób, a nie w kategoriach stereotypu Polak-katolik.

Działał „ku pokrzepieniu serc”?

Ku pokrzepieniu całego człowieka, jego umysłu, serca i woli, ku podniesieniu całego społeczeństwa, przybitego i pozbawionego wolności. Papież osiągał ten efekt, podkreślając antropologię, odnosząc człowieka do Boga. Na odniesienia do postaci św. Wojciecha czy św. Stanisława należy patrzeć w perspektywie „świadectwa świętych i męczenników”. Był to jeden z ważniejszych wątków jego pontyfikatu.

Użył Ksiądz Kardynał słowa „metapolityka”. Papieskie przesłanie było teologiczne, ale w jego homiliach pojawia się mnóstwo słów o otwieraniu granic, odpowiedzialności za losy narodu, o tym, że Kościół nie jest imperializmem. To były aluzje polityczne?

Nie używałbym słowa „aluzje”. Pielgrzymka miała głęboką warstwę religijną, z którą oczywiście współgrała warstwa społeczna i kulturowa. Papież potrafił te rzeczywistości znakomicie łączyć, bo chciał pokazywać chrześcijaństwo nie zamknięte w getcie prywatności życia ludzkiego, lecz mające odniesienia do społeczności ludzkiej.

Koncentrujemy się dziś na ostatnich słowach jego warszawskiego kazania: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Są to głęboko teologiczne słowa modlitwy do Ducha Świętego, trudno to nazwać aluzją polityczną. W tym samym kazaniu mówił, że Kościół przyniósł Polsce Chrystusa, to znaczy klucz do zrozumienia człowieka. To też trudno nazwać aluzją polityczną – była to głęboka antropologia, którą zaczął głosić w przemówieniu inauguracyjnym pontyfikatu i przeprowadził przez całą pierwszą pielgrzymkę. Ale równocześnie była w tym zawarta obrona człowieka i Kościoła.

Z perspektywy lat łatwo mówić, że tamta pielgrzymka rozpoczęła późniejsze przemiany w Polsce. Czy jednak czuło się wtedy, że była ona gwałtownym zwrotem? Czy coś się raptownie w ludziach zmieniło?

Bałbym się proroctw ex post: że na Błoniach czuliśmy, iż za rok coś się wydarzy. Czy natomiast coś się w nas zmieniło? Oczywiście – w nas i w naszym przeżywaniu Kościoła, wiary. Przeżyliśmy siłę wspólnoty gromadzącej się przy papieżu na Eucharystii. Zwołanie ludzi, których nikt nie przymuszał do przyjścia, nikt nie agitował, a ówczesne media wręcz odstraszały. Poczuliśmy się przy Janie Pawle mocni. I to w nas pozostało, a owoc przyszedł niezwykle szybko. Warto też podkreślić, że ludzie wokół papieża stawali się dla siebie bardzo życzliwi.

Żeby nie nadinterpretować znaczenia tej pierwszej pielgrzymki, trzeba sobie przypomnieć przemówienie papieża w Sejmie w 1999 r., czyli dwie dekady po tamtej pielgrzymce i dekadę po odzyskaniu niepodległości. Tylko on miał pełne prawo do takiej interpretacji, a powiedział wtedy, że wszystkie polskie przemiany zaczęły się właśnie wtedy, w 1979 r., od naszej wspólnej modlitwy o Ducha Świętego. „Prosząc o tę odnowę, nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, jaki kształt przyjmą polskie przemiany. Dzisiaj już wiemy. Możemy być wdzięczni Bożej Opatrzności za to wszystko, co udało nam się osiągnąć dzięki szczeremu otwarciu serc na działanie Ducha Parakleta”. Jakby chciał powiedzieć, że nie zaczęło się od obalenia muru berlińskiego czy wyborów w 1989 r. Przedtem były wydarzenia w Polsce, które trwały prawie 11 lat. Trzeba to przypominać, gdy obchodzimy 30-lecie tamtej pielgrzymki i 20-lecie wolności. Bo po ludzku rzecz biorąc to, co stało się w 1989 r. bez jednego wystrzału, nie miało się prawa zdarzyć.

Czy dzisiaj, postrzegając pierwszą pielgrzymkę jako zapalnik transformacji politycznej, nie gubimy czegoś ważnego?

Ależ nie wolno na nią patrzeć tylko w ten sposób. Odeszlibyśmy wtedy od podwójnego papieskiego planu: gdzie warstwa wydarzeniowa, w sensie następstw społecznych i politycznych, ściśle korespondowała z podstawą teologiczną papieskiego nauczania. Mądrością przepowiadającego jest czytanie znaków czasu i artykułowanie wyzwań, które z tego wynikają. Sługa Boży Jan Paweł II był mistrzem w odczytywaniu polskich spraw i polskich problemów i odpowiadania na nie. Droga do transformacji politycznej zawsze prowadziła przez troskę o człowieka i jego niezbywalną godność, przez troskę o małżeństwo i rodzinę, przez leczenie chorej pracy, przez nazywanie wielu błędów antropologicznych, leżących u podstaw współczesnych problemów świata w komunizmie, ale nie tylko. Tak odczytując pierwszą pielgrzymkę i następne, nie zgubimy niczego ważnego. ©℗

Rozmawiali
Michał Kuźmiński i Maciej Müller

„TP” 20/2009

ABP KAZIMIERZ NYCZ (ur. 1950 r.) jest metropolitą warszawskim, od 2010 r. kardynałem. W latach 1977-81 odbywał studia doktoranckie na KUL, brał także udział w organizacji pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II. W czasach PRL był intensywnie inwigilowany przez SB.
 


W duchu pokoju

2 czerwca 1979 r., na początku pierwszej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II i prymas kard. Stefan Wyszyński spotkali się w Belwederze z pierwszym sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem i szefem Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim (na zdjęciu). Gierek chwalił zaangażowanie Watykanu na rzecz pokoju na świecie, m.in. za poparcie deklaracji ONZ o wychowaniu społeczeństw w duchu pokoju, uchwalonej z inicjatywy PRL. Papież zaznaczył, że „pokój i zbliżenie pomiędzy narodami może budować się tylko na zasadzie poszanowania obiektywnych praw narodu, takich jak prawo do istnienia, do wolności, do podmiotowości społeczno-
-politycznej, do tworzenia własnej kultury i cywilizacji”. Podkreślił też, że Kościół „nie pragnie żadnych przywilejów, a tylko i wyłącznie tego, co jest niezbędne do spełnienia jego misji”. Wcześniej przywódca ZSRR Leonid Breżniew przestrzegał Gierka przed wpuszczaniem papieża za żelazną kurtynę: „Róbcie jak uważacie, bylebyście wy i wasza partia nie żałowali później”. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, kierownik wydania internetowego „Tygodnika”, twórca i wieloletni kierownik działu „Nauka”, zajmuje się też tematyką...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]