Reklama

Dobry ksiądz Jan

Dobry ksiądz Jan

20.03.2017
Czyta się kilka minut
Zmarły dokładnie przed rokiem ks. Jan Kaczkowski, przyjaciel „Tygodnika” i kawaler naszego Medalu św. Jerzego, zadziwił rodzonego ojca cztery razy.
P

Pan Józef (dla bliskich Ziuk; rozmowę z nim drukujemy w numerze) wylicza: pierwszy raz, kiedy się okazało, że poważnie myśli o seminarium. Sądził – wyznaje – że syn, zdając sobie sprawę ze swych fizycznych niedoskonałości (słaby wzrok, niedowład lewej strony ciała), w kapłaństwie szuka schronienia, i niepokoiło go, jak będzie sobie radził „w tych kościelnych strukturach”.

Drugi raz Jan go zadziwił, kiedy się okazało, iż doskonale sobie radzi jako nauczyciel w szkole. Ojciec obawiał się, „że on nie będzie umiał do nich [uczniów] dotrzeć”, że „ci młodzi zrobią z niego pośmiewisko”. Okazało się, że jest wprost przeciwnie. Ks. Damian Jędrzejak, wychowanek i przyjaciel księdza, wspomina ich pierwsze spotkanie, kiedy sam jeszcze był uczniem: „zobaczyłem, że do sali wchodzi kulawy ksiądz w okularach. Zachciało mi się śmiać, bo wydało mi się to jakieś komiczne. Czy taki ktoś mógł nas nauczyć czegoś o życiu i świecie? Szybko jednak odechciało mi się żartów. Wystarczyło pięć minut, abym zrozumiał (...), że mam przed sobą kogoś wyjątkowego”.
Trzeci raz Jan wprawił rodzica w osłupienie informacją, że przystępuje do budowy hospicjum. Kiedy po dwóch latach hospicjum już stało, pan Józef był – jak sam przyznaje – dumny z syna.



Po raz czwarty Jan zaskoczył ojca „karierą medialną”, czyli „umiejętnością przemawiania do tłumów, nawiązywania znajomości z nieznajomymi ludźmi”.

Tak, ks. Jan zadziwiał wszystkich, nie tylko ojca. Opowieści rodziny i przyjaciół (patrz książka „Czekam na was, ale się nie spieszcie”) są pełne tych zadziwień. Wśród nich szczególnie poruszyło mnie zadziwienie Anny Grodzkiej.

Wszystko się zaczęło od spotkania na ślubnym przyjęciu Kapsydy Kobro i Stefana Okołowicza. Zaproszono na nie tylko najbliższych przyjaciół państwa młodych. Panna młoda niewiele miała wspólnego z Kościołem, była przewodniczącą mało religijnego stowarzyszenia Ruch Poparcia Palikota, stąd zdumienie Grodzkiej na widok księdza siedzącego w tym gronie przy weselnym stole. Nie wszyscy się znali, więc padła propozycja, by kolejno każdy coś powiedział. W tym, co mówił ksiądz – wspomina Grodzka – poza życzeniami Bożego błogosławieństwa, „nie było nic o Bogu”, ale – pisze dalej – „czułam, że wiara wypełnia wypowiadane słowa”. „Do dziś nie wiem, jak mogło mu się to udać. Już mnie miał: ja zdecydowana ateistka, osoba transpłciowa, napadana przez kościółkowych nawiedzonych fundamentalistów, byłam »z nim«, bez odrobiny obawy”...

Grodzka wyjaśnia to tym, że wielokrotnie słyszała z ust wierzących, że „Bóg jest miłością”, a tu spotkała kogoś, kto „tę ideę” realizuje bez patosu, bez rozdymania swego ego, w praktyce. Jakiś czas potem spotkali się przypadkiem na uroczystości rozdania Wiktorów. Po imprezie, kiedy już wszyscy wychodzili z sali, ksiądz przeprosił tego, kto mu towarzyszył, i – wspomina Grodzka – „podszedł do mnie, chwycił się mojego ramienia. Schodziliśmy razem wysokimi, szerokimi schodami. Niektórzy przyglądali się nam ze zdumieniem”...

Jak długo będzie u nas choć kilku zadziwiających kapłanów, tak wewnętrznie wolnych w praktykowaniu szaleństwa Ewangelii, jak ks. Jan Kaczkowski, tak długo, mimo kryzysów, możemy być spokojni o przyszłość Kościoła w Polsce. Tacy jak ksiądz Jan i to, co on zrobił dobrego dla przybliżenia ludzi do Boga, to jedyna skuteczna obrona przed ponurymi obrońcami Kościoła, czystości doktryny i obyczajów, którzy ciskając inwektywami, cytatami z kościelnych dokumentów i Ewangelii, usiłują ukamienować nimi błądzących i grzeszników. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tak , ksiądz Jan był ...wciąż JEST świętym księdzem i z radością przeczytam nową książkę o NIM „Czekam na was, ale się nie spieszcie”. Mam tylko prośbę - Księże Adamie ! proszę posłuchać ks. Jana i nie spieszyć się z podróżą do Nieba...,bo bardzo potrzebne nam jest także Twoje widzenie dzisiejszego świata...,Twoje dostrzeganie Dobra w drugim człowieku,Twoje piękne zadziwienia....One są jak Tlen...

obiema, oboma, dwoma ... ach - wszystkimi kończynami ;-)

by tak jednoznacznie przedstawić nietuzinkową postać. Dziękuję za ten tekst, ks. Adamie

można powiedzieć :) Przyłączam się do podziękowań i serdecznie Autora pozdrawiam.

i serdecznie proszę o wskazanie księży podobnych ideowo... bo, poza ks. Bonieckim, i kilkoma dominikanami (zresztą kto ich tam wie) nie znam godnych następców, choć wiem, że są. I biskupów.....

J. Owsiakiem-odwiedzjąc np.jego Przystanek Woodstock. Podobnie Chrystus "jadał z celnikami i nierządnicami", co wywoływało zdziwienie, czy nawet zgorszenie takim postępowaniem świątobliwego człowieka i nauczyciela. Ale jak Chrystus, otwarty na drugiego człowieka, szczególnie tego poranionego przez grzech, przecież nie akceptował zdzierstwa, oszustwa i prostytucji; podobnie i ksiądz Jan litujący się nad ludzkim nieszczęściem, nie akceptował perwersji natury i egotycznego libertynizmu. Kto się nie dziwi(nie gorszy się) Chrystusowi, ten nie powinien się dziwić księdzu Janowi.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]