Reklama

Do Jacka Podsiadły

Do Jacka Podsiadły

18.12.2005
Czyta się kilka minut
Pan Jacek Podsiadło, atakując mnie w niewybredny sposób w felietonie “Pani profesor nie powiedziała nic?" (“TP" nr 41/05) i odpowiedzi na list prof. Grażyny Borkowskiej (“TP" nr 43/05), zechciał nazwać mnie “samozwańczą nauczycielką języka polskiego". Wypada się więc przedstawić: jestem wykładowcą uniwersyteckim, doktorem literaturoznawstwa, zaliczyłam jednogłośnie kolokwium habilitacyjne z zakresu literatury polskiej i porównawczej na Uniwersytecie Wrocławskim, obecnie pełnię funkcję kierownika Zakładu Komparatystyki Literackiej w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. Przez parę lat prowadziłam także klasę autorską w szkole społecznej. Wydaje się więc, iż złośliwa uwaga o moim samozwaństwie była nie na miejscu. (Swoją drogą bardzo zaczęło mnie interesować wykształcenie Pana Podsiadły, liczę, iż poinformuje on czytelników “TP", jakim dyplomem legitymuje się felietonista, który - sądząc po tekstach - ma prawo zwracać uwagę każdemu na każdy temat, nie szczędząc obelg.)
P

Ponieważ zajmuję się m.in. związkami literatury polskiej z literaturą amerykańską, z całą powagą (i uwagą) potraktowałam tomik “Cisówka", w którym Jacek Podsiadło nawiązał do twórczości transcendentalisty amerykańskiego z XIX wieku Henry’ego Davida Thoreau. Niestety, im uważniej czytałam tomik, tym odwołania do Thoreau wydawały mi się mniej trafne, czemu dałam wyraz, pisząc esej krytyczny poświęcony “Cisówce". W krytyce zwracałam uwagę m.in. na zależność niektórych wierszy Podsiadły od polskiego przekładu “Waldenu" Thoreau dokonanego przez Halinę Cieplińską. Zależność ta polegała na przepisywaniu całych (czasem kilkuwersowych) fragmentów tekstu przekładu do własnych wierszy Podsiadły; cytatów tych (a właściwie kryptocytatów) Poeta nie oznaczył w żaden sposób. W całym też tomie nie znajdziemy żadnej informacji, iż spore fragmenty wierszy Podsiadły swój kształt zawdzięczają polskiej tłumaczce. Punktem kulminacyjnym tej praktyki jest wiersz “Henry David Thoreau pisze a potem drze na strzępy list do Ellen Sewall", który został utkany z cytatów z polskiego przekładu. Nie byłoby może w tym nic zdrożnego (w końcu mamy gatunek zwany centonem), gdyby nie dwa fakty: przemilczenie udziału (mimowolnego, jak sądzę) tłumaczki w “tworzeniu" wiersza oraz faktu uzupełnienia tekstu przekładu dzieła Thoreau własnymi wstawkami przez Pana Podsiadłę. W konsekwencji jeden z najwybitniejszych amerykańskich tekstów filozoficznych zamieniony został w przeciętny polski melodramat.

Moje krytyczne uwagi rozsierdziły Poetę do tego stopnia, że zarzucił mi “głupotę", “ustanawianie niebotycznych rekordów bzdur", “brak erudycji", a i “ślepotę na urodę anachronizmu" oraz “głuchotę na niuanse języka". Większość z tych obelg i złośliwości odnosi się do przypisów (gdzie rozważałam tekst Podsiadły, tłumaczenie Cieplińskiej i oryginał Thoreau, wskazując inercję językową Poety), nie zaś do argumentów głównych mego tekstu. W każdym przypadku zagadnienia opisywane przez Podsiadłę jako bezprzykładny dowód mojej głupoty są po prostu zagadnieniami dyskusyjnymi, jak np. miejsce zaimka zwrotnego w zdaniu, czy zasadność użycia archaizmu. Mniejsza o to, że Pan Podsiadło zarzucając mi głupotę, myli podstawowe nazwy części mowy oraz że uważa, iż “koń trojański" występuje w liczbie mnogiej (zarzut Podsiadły, że nie widzę różnicy między “dzikimi końmi a koniami trojańskimi" brzmi więc jak zarzut, iż nie widzę różnicy między żołnierzami a Achillesami; dosyć to komiczne). Oskarżenie jednak o to, iż “kpię z bliskich" Poety i “jego uczuć" uważam za wysoce niestosowne. Pisałam o bohaterkach lirycznych wierszy Podsiadły, nie zaś o jego bliskich. Biorąc na serio zarzut Podsiadły, musiałabym uwierzyć, że lekcje “savoir-vivre’u", które “dr Jacek Podsiadło" prowadził dla strażników leśnych zwanych “cwelami, debilami, obkurwieńcami" w jednym z wierszy z tomu “Cisówka", odbywały się naprawdę, a nieszczęśni strażnicy do tej pory umykają lasami, ścigani niewybrednymi wyzwiskami.

Pan Podsiadło napisał także, iż zarzucam Mu “żałosny infantylizm". Manipulacja polega tu na tym, iż nie pisałam o żałosnym infantylizmie Podsiadły, tylko o infantylizmie jego utworu zatytułowanego “Noc nr 144": “Norwid i Nerval, takie imiona nadałem tej nocy swoim czarnym butom". Tak, sądzę, że to dziecinada (być może moja, żal mi po prostu Norwida, a i Nervala), kto inny może dostrzeże tu twórczą grę z tradycją lub wyrafinowane poczucie humoru. Może też znajdzie się krytyk, który oceni należycie linijki: “Przeżyłem kilka uniesień, byłem świadkiem kilku / cudów natury. Aż szkoda, że nie było / przy tym papieża. / Papieżu czy ci nie żal?". Dla mnie jest to przykład grafomanii zgodny z definicją Milana Kundery. Jak słusznie zauważa Pan Podsiadło, miałam prawo do takiego sądu, Pan Podsiadło natomiast nie miał prawa obrzucać mnie za to obelgami ani deprecjonować mojej pracy - ba! całego życia zawodowego - a nawet charakteru (według Podsiadły, jestem “małostkowa").

Na koniec prośba do Poety - jeśli rzeczywiście, wyławiając kilkanaście kryptocytatów z polskiej wersji “Waldenu" w tomie “Cisówka", pominęłam jakiś (moja wina!), uprzejmie proszę o przesłanie mi stosownej informacji bibliograficznej. W następnym wydaniu mojej książki umieszczę sprostowanie, wskazując, że jeszcze parę linijek był Pan łaskaw przepisać z polskiego tłumaczenia “Waldenu" Henry’ego Davida Thoreau.

Rozpoczynając felieton, w którym m.in. i mnie się oberwało, zechciał Pan napisać, iż gdyby popełnił Pan błąd literowy w nazwie angielskiego stadionu, to byłby to “skandal, blamaż i balejaż". Jak więc nazwać nieznajomość polskich części mowy? Może sabotaż? Stosując Pańską stylistykę, powinnam była napisać: “Pan Podsiadło pisze »partykuła zwrotna się« i żaden z Redaktorów, i żaden Wydawca nie zauważył, iż Jacek Podsiadło nie ma pojęcia o dość oczywistej dla ludzi posługujących się językiem polskim nazwie części mowy. Dyskwalifikuje to Podsiadłę jako felietonistę, a redaktorów jako redaktorów". Posłużywszy się parafrazą w celu dydaktycznym, pozwalam sobie zakończyć odwołaniem do przywołanej przez Pana metafory batalistycznej: podobno ja “walę na oślep", Pan zaś “uderza celnie". Pozostawiam ocenie czytelników “TP" Pańskie działania (uderzenia?).

Dr Marta Skwara (Uniwersytet Szczeciński)

***

Na tym kończymy wymianę opinii na temat felietonu Jacka Podsiadły z "TP" nr 41/05.

REDAKCJA "TP"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]