Czy umiera nam Bóg?

Spotkałam się z dwoma interpretacjami Ewangelii o ogniu rzuconym na ziemię i podziale między domownikami. Pierwszą zamieścił o. Wiesław Dawidowski w "TP" nr 33/07, drugą wygłosił ksiądz w jednym z krakowskich kościołów. Interpretacja o. Dawidowskiego przekonała mnie, słowa księdza zasmuciły mnie. Dlaczego jeden duchowny interpretuje Ewangelię w duchu miłości Boga do ludzi, a drugi utożsamia inne religie z dziełem szatana? Kazanie w kościele, oparte było na przypadku młodego człowieka wychowanego w katolickiej rodzinie, który opuścił Kościół katolicki. Miałam wrażenie, że kaznodzieja był przerażony tą sytuacją. Starał się ją wytłumaczyć działaniem złego ducha. Mówiąc o innych religiach, kulturach i niepokojących zjawiskach życia politycznego, zalecał odmawianie różańca. Postawa obronna jest charakterystyczna dla wielu wierzących, w tym księży i hierarchów unikających wyciągania wniosków z wydarzeń mających miejsce w polskim Kościele. Ewangeliczny ogień to nie krucjata, lecz wszechogarniająca miłość. A podział, o którym mówi Jezus, to rzeczywistość, z którą musimy się zmierzyć. Ludzie wierzący inaczej nie muszą być "sługami szatana", jak mądrze zauważa o. Dawidowski: "Oni mają swój własny kairos - czas od Boga".
Czyta się kilka minut

Pytanie: "Czy umiera nam Bóg" jest pytaniem o polską religijność i pojmowanie Ewangelii. A są one tak różne, jak powyższe interpretacje tej samej Ewangelii. Jesteśmy świadkami zmagania się dwóch postaw, które można interpretować jako podziały wśród domowników, o których mówi Jezus. Jeśli tak, podziały są wpisane w dzieje chrześcijaństwa i innych religii, w historię człowieka szukającego Boga. Nie widzę w tym niczego, co można by nazwać "śmiercią Boga". Życie wśród inaczej myślących jest wyzwaniem, z którym powinniśmy się mierzyć. Pewnie trudno do tego przekonać starszych ludzi, w tym księży uformowanych według tradycyjnych katolickich wzorców, ale młodzi księża powinni być inaczej wychowywani. Gdyby wspomniany kaznodzieja zastanowił się, co w Kościele katolickim mogło zniechęcić młodego człowieka, potrafiłby unikać błędów, które odpychają od Kościoła młodych, choćby głoszenia półgodzinnych kazań. Gdyby uznał, że bunt przeciwko autorytetom jest częścią dojrzewania, mógłby spokojnie podejść do przypadku odejścia od katolicyzmu. Należałoby robić wszystko, by jak najwięcej ludzi uznało, że zamykanie się w twierdzy religijności - jakiegokolwiek wyznania - nie jest właściwą odpowiedzią na inne religie. Nie chodzi o to, żeby nie odmawiać różańca, ale by nie ograniczyć się wyłącznie do jego odmawiania.

Anna Niżegorodcew (Kraków)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2007