Czy łotewska gwiazda piosenki przyniesie szczęście Ukraińcom

Robiła karierę w Związku Sowieckim, jako bardziej europejska wersja Ałły Pugaczowej. Dziś 69-letnia łotewska piosenkarka Laima Vaikule wraca w wielkim stylu.
z Łotwy

17.09.2023

Czyta się kilka minut

Laima Vaikule na festiwalu Laima Rendezvous w Jurmale, 31 lipca 2023 r. / LAIMA_VAIKULE_OFFICIAL / INSTAGRAM

Pół godziny: tyle potrzeba, aby podmiejskim pociągiem, tzw. elektryczką, dotrzeć z centrum Rygi do Jurmały, kurortu nad Bałtykiem. Tutaj, w dzielnicy Bulduri, Laima Vaikule ma swój dom. Zaraz obok znajduje się Vila Alla, którą ze względu na charakterystyczną nazwę interesowali się w tym roku wścibscy dziennikarze – podejrzewano, że mieszka tam przyjaciółka Laimy Ałła Pugaczowa po tym, jak „spaliła za sobą mosty” w Federacji Rosyjskiej.

Kiedyś, na początku wieku XX, miejscowość nazywała się Rigasztrand, Ryska Plaża – bo zwykle przyjeżdżali tutaj bałtyccy Niemcy, licznie obecni również na Łotwie (i wysiedleni stąd na mocy paktu Hitler-Stalin, jeszcze przed zajęciem państw bałtyckich przez Związek Sowiecki). W ostatnich latach przybywali chętnie turyści z Federacji Rosyjskiej – ci zniknęli najpierw za sprawą epidemii, a potem inwazji Rosji na Ukrainę.

Swego czasu byli poważnym źródłem dochodu dla miasta. I zarazem źródłem irytacji łotewskich elit. – Paskudny gust – mówiła mi w 2014 r. Sarmīte Ēlerte, była minister kultury Łotwy, gdy zapytałem ją o rozrywki, którym hołdują ­Rosjanie.

Opuścić postsowiecką przestrzeń

Przez lata w sali koncertowej w Dzintari (to dzielnica Jurmały przylegająca do Bulduri) można było uczestniczyć w festiwalu Nowa Fala organizowanym m.in. przez Raimondsa Paulsa. Ten znany kiedyś w Związku Sowieckim łotewski kompozytor, rocznik 1936, był autorem takich przebojów Laimy Vaikule jak „Charlie”, „O czym gra pianista”, „Żółte liście”.

– Gdy państwo łotewskie zaczęło im stwarzać trudności, organizatorzy festiwalu zaczęli straszyć: „Może przeniesiemy się na Krym?”. Pomyślałam: „Fantastyczna idea! Jedźcie na Krym! A może lepiej do Rosji, bo Krym jest częścią Ukrainy”. Ale na poważnie: to festiwal niskiej jakości. I co więcej, atrakcyjny dla tych, którzy chcieliby zatrzymać Jurmałę w postsowieckiej przestrzeni – mówiła mi była minister kultury.

Postpadomju telpa (postsowiecka przestrzeń) po rozpadzie Związku Sowieckiego w 1991 r. istniejąca nadal w wymiarze kulturalnym, w tym również i popularnej piosenki – to coś, od czego chcą uciec prozachodnie elity rządzące Łotwą (gdy oddajemy do druku ten numer „Tygodnika”, na Łotwie tworzy się właśnie nowy rząd, być może jeszcze bardziej proeuropejski niż poprzedni; nowy prezydent należy zaś do społeczności LGBT, która jest dziś „wrogiem publicznym” Kremla).

Nowej Fali w Jurmale już dawno nie ma – przeniosła się do Rosji, do Soczi. A Laima Vaikule ma dla miasta nową propozycję. Może nie taką, jaką chciałaby Ēlerte (światowy festiwal operowy lub jazzowy). Ale na pewno szytą na miarę dla tych, którzy za Rosjanami w Jurmale już nie tęsknią.

Do zobaczenia po wojnie

Aleksandra Stramkale z informacji turystycznej w Jurmale przedstawia mi dane statystyczne, z których wynika, że jeszcze w 2019 r. obywatele Federacji Rosyjskiej stanowili 23 proc. gości kurortu; Łotyszy było tylko o 10 proc. więcej. Rok później liczba Rosjan spadła już do 5 proc. i odtąd nigdy nie wzrosła. – Można więc powiedzieć, że rosyjską turystykę do Jurmały zabił covid, a niekoniecznie wojna – podsumowują pracownicy informacji turystycznej.

Tak czy inaczej, jeśli usłyszy się dziś język rosyjski na ulicach kurortu, będzie to raczej rosyjski z Rygi, a nie z Petersburga – rosyjskojęzyczni stanowią nadal 30 proc. łotewskiego społeczeństwa.

Język Puszkina ma wciąż wstęp na festiwal Laima Rendezvous, organizowany od kilku lat przez Laimę Vaikule – to on zastąpił krytykowaną przez Łotyszy Nową Falę. Jednak coraz odważniej okno na świat wybija sobie na nim język Tarasa Szewczenki.

„Do zobaczenia w Kijowie, już po wojnie” – śpiewa w piosence „Warszawa-Kijów” wykonawca Mykyta Aleksiejew. Swoją drogą, na Laima Rendezvous 2023 spotkamy zarówno Tanitę Tikaram, jak i Wierkę Serdiuczkę. Tikaram jest brytyjską piosenkarką i autorką piosenek popowo-folkowych, wylansowała w 1989 r. przebój „Twist in My Sobriety”, a Wierka Serdiuczka (prawdziwe nazwisko Andrij Danyłko) to „ludowy artysta Ukrainy”, piosenkarz, satyryk, a także drag queen.

Gust łotewskiej piosenkarki i reżyserki jest więc „ekumeniczny”.

Fenomen Laimy

Skąd się wziął fenomen Laimy Vaikule, urodzonej w 1954 r. w zwyczajnej łotewskiej rodzinie? Gwiazdy, która jako młoda dziewczyna ukochała variété, a pierwsze kroki stawiała w modernistycznej i luksusowej restauracji „Jūras pērle” („Perła morska”) nad łotewskim Bałtykiem?

Czy Laima przyniesie szczęście Ukraińcom

Pod koniec lat 80. XX w. Vaikule zachwycała cały Związek Sowiecki takimi hitami jak piosenki „Jeszcze nie wieczór”, „Skrzypek na dachu” czy „Wernisaż” (ich polskie wersje w schyłkowej PRL śpiewała Danuta Stankiewicz).

– Ona nigdy nie miała głosu – mówi zgryźliwie i jednak niezbyt dla mnie przekonująco Artiom Troicki, mieszkający teraz w Tallinnie rosyjski dziennikarz i krytyk muzyczny, opozycyjny wobec reżimu Putina. – Cały czar Laimy polegał na jej stylu, innym od sowieckiego, a nawet od waszej folklorowej Maryli Rodowicz. Laima była zachodnia i miała poczucie gustu, inaczej niż większość sowieckich piosenkarek, nawet Ałła Pugaczowa. Każdy jej występ to był show. No i była piękną kobietą – mówi „Tygodnikowi” Troicki.

On sam poznał Laimę jeszcze w latach 70., właśnie w „Jūras pērle” – lokalu w jurmalskiej dzielnicy Dzintari, gdzie obficie lały się sowiecki szampan i balsam ryski (popularny tu likier ziołowy). I gdzie do piosenek przygrywał Raimonds Pauls, późniejszy minister kultury łotewskiej republiki sowieckiej, a potem poseł na Sejm wolnej już Łotwy.

„Szokoładka” na przekór

Laimę porównywano wtedy do pudełka czekoladek (dziś takie porównanie uznano by zapewne za seksistowskie). Ona sama podchodziła do tego dosyć ironicznie. „Szokoładka” – tak zatytułowała jeden z wylansowanych wtedy przez siebie rosyjskojęzycznych przebojów.

Warto bowiem podkreślić, że Laima to z jednej strony litewska i łotewska bogini losu, z drugiej strony popularne w obu krajach bałtyckich imię, z trzeciej zaś – istniejąca od wieku XIX ryska fabryka czekolady, odpowiednik naszego Wedla.

– Powiedzmy wprost, nasze gwiazdy były często bezguściem – stwierdza Troicki.

Mimo wszystko coś go z Laimą jednak łączy: prawa zwierząt. „Nie noszę futer i nie jem mięsa, nawet kwiatów nie zrywam” – deklaruje Vaikule na stronie „Veggie people”. Przeciwniczka przemocy, prywatnie (inaczej niż większość luterańskich Łotyszy) wierna Cerkwi prawosławnej; do dziś Laima nie może sobie wybaczyć, że – jak mówi otwarcie – jeszcze w czasach Związku Sowieckiego dwa razy przerwała ciążę („Nie róbcie tego” – apeluje często do kobiet).

Mimo to niekoniecznie spodobałaby się konserwatystom – od lat deklaruje też sympatię wobec osób LGBT, jest wręcz ikoną dla wielu gejów i lesbijek. „Parady są potrzebne” – deklarowała w prasie. Jej festiwal w Jurmale otwarty jest dla społeczności LGBT. Co jest kolejnym „kamyczkiem obrazy” dla tych Rosjan, którzy z nostalgią wspominają czasy komunistycznego imperium.

Ci nie mogą jej wybaczyć jeszcze jednego: choć karierę zrobiła w latach 80., to nigdy nie płakała po Związku Sowieckim. Wręcz przeciwnie – zwłaszcza że, podobnie jak większość Łotyszy, ma w rodzinie historię deportacji na Syberię.

Nie zdradziła Łotwy

– Pochodzę z Dyneburga, miasta, które do dziś w większości mówi po rosyjsku. Dyneburg zawsze kochał Laimę – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” Sandra Użule-Fons, dziennikarka wywodząca się właśnie z Daugavpils (łotewska nazwa miasta).

Pytam Sandrę, czy Łotysze nie mieli Laimie za złe, że całą swoją karierę zbudowała na piosenkach śpiewanych po rosyjsku i w warunkach okupacji, która nastąpiła w 1940 r. Przypominam, co wcześniej mówił Troicki: – Nie znam ani jednego jej łotewskiego przeboju. Ona dla wszystkich była obca: dla Łotyszy, bo śpiewała po rosyjsku, a dla Rosjan, bo była obywatelką „Pribałtyki”.

– Nie zgadzam się z tym, co mówi Troicki. To było coś naturalnego, że skoro Vaikule chciała robić karierę w Związku Sowieckim, to musiała śpiewać w języku Pugaczowej. Ale Łotysze nie postrzegali jej nigdy jako zdrajczyni. Także dlatego, że podkreślała, iż nigdy, poza krótkim okresem pobytu w USA, nie wyjechała z Łotwy. Takie nastroje zaczęły się dopiero po wojnie na Ukrainie – deklaruje w rozmowie ze mną Użule-Fons.

Trochę nie dowierzam Sandrze, bo ona ma jednak doświadczenie Dyneburga, a nie Rygi, gdzie odsetek rosyjskojęzycznych jest mniejszy (choć wciąż wysoki: w łotewskiej stolicy, podobnie jak w Jurmale, stanowią prawie połowę mieszkańców). Pamiętam też, jak były poseł na Sejm, łotewski Polak Ryszard Łabanowski, mówił w rozmowie ze mną w kawiarni na tutejszej starówce, że „Laima się sprzedała”.

Laimy broni także znany politolog i przez pewien czas polityk łotewskiej prawicy Andis Kudors. Mówi „Tygodnikowi”: – Ona jest postrzegana neutralnie. Pozytywnie wspomina się jej współpracę z Raimondsem Paulsem, popularnym na Łotwie kompozytorem. Tak, robiła karierę w Rosji, ale nie obchodzi mnie to ze względu na jej apolityczną postawę w tych latach, gdy pracowała w miejscowej rosyjskiej popkulturze. Nie powiedziała przez ten czas nic pozytywnego o Putinie i nic negatywnego o Łotwie.

Ma śpiewać, nie politykować

Podobnie jak wielu Łotyszy, Kudors szanuje Laimę Vaikule także za co innego: zajęła jednoznaczne stanowisko w sprawie inwazji Rosji przeciw Ukrainie.

„Nie mogę patrzeć, jak bombarduje się ukraińskie miasta, ktoś musi zatrzymać to szaleństwo” – deklarowała Laima w rozmowie z rosyjską dziennikarką i celebrytką Ksienią Sobczak. Na następnego prezydenta Rosji wskazała Maksima Gałkina – aktora i komika, a prywatnie od 2011 r. męża Ałły Pugaczowej (ten również potępił inwazję).

„Tylko wtedy, jeśli na czele Rosji stanie taki polityk, będzie można mówić o ­pojednaniu ukraińsko-rosyjskim” – mówi mediom z przekonaniem Vaikule, która ma tyle samo fanów w Moskwie, co w Kijowie lub Odessie.

A może raczej miała, bo dziś Rosjanie w internecie piszą o niej straszne rzeczy. „Sprzedała się NATO, Ameryce” – to najdelikatniejsze komentarze. „Po co ona w ogóle wypowiada się na tematy polityczne, ma śpiewać, a nie żyć polityką” – piszą inni i podają jej przykład Raimondsa Paulsa, jej guru, który owszem jest kochany przez Łotyszy, ale przede wszystkim przez Rosjan.

Pauls, choć miał żonę Ukrainkę z Odessy, nigdy jednoznacznie nie potępił wojny. – On chyba nie bardzo lubi Ukrainę, tylko nie wiem, dlaczego – mówi mi łotewski znajomy. Pauls to zresztą taki „wielki Sfinks”: wypowiada się zawsze w taki sposób, aby nikogo nie urazić. Choć przez pewien czas kierował własną partią polityczną, co powinno mu nadać polityczny pazur. Nie dało.

Nie wystąpię na Krymie

Kłopoty Laimy wśród rosyjskich odbiorców jej piosenek zaczęły się w 2018 r., gdy podczas pobytu w Odessie zadeklarowała: „Nie zaśpiewam na Krymie”. W tym czasie półwysep był okupowany od czterech lat, a w Rosji trwały nastroje streszczające się w haśle „Krym jest nasz”. W tym roku Laila miała już trafić na listę „zagranicznych agentów” (tak rosyjskie sądy klasyfikują organizacje i osoby krytyczne wobec Kremla), a jej biznesami w Rosji zajęły się tamtejsze służby.

„Bardzo ją szanuję i nie spodziewałem się tego po niej. Laima zawsze była apolityczna. Jeśli ktoś uważa Rosję za zły kraj, nie powinien tutaj przyjeżdżać, nie powinien zarabiać. Muzyka powinna jednoczyć ludzi, a nie ich dzielić. Jeśli ktoś robi taką deklarację, obraża dużą liczbę fanów” – powiedział mediom jej rosyjski producent Josif Prigożin, który swego czasu dostał zakaz wjazdu na Ukrainę. „Słowo to nie wróbel. Interesujące, ile teraz wyniesie jej honorarium, jeśli postanowi przyjechać na występy do Rosji” – straszył publicznie rosyjski senator Franc Klincewicz.

Widząc brak solidarności rosyjskich kolegów po fachu, Vaikule próbowała później łagodzić swoje stanowisko. „Nie idę w politykę. Jeśli zniosą sankcje, przyjadę na Krym z wielką przyjemnością (...). Szczerze mówiąc, chcę teraz o tym milczeć. Nie spodziewałam się, że ludzie są takimi zwierzętami. Mnie wydaje się, że zwariowali. Stali się zombie. Nawet nie słyszą, co mówią. Dziennikarze to prowokatorzy i kłamcy, takie mam wrażenie” – mówiła w rozmowie z radiem Baltkom.

Po 24 lutego 2022 r. nikt już nie oczekuje jej występów w Rosji. „Niech organizuje swój sabat na Łotwie” – piszą wściekli rosyjscy internauci, gdy widzą, jak deklaruje, że jej festiwal jest otwarty dla wszystkich artystów sprzeciwiających się wojnie.

A może do Warszawy?

Być możemy zobaczymy ją za to w Polsce. Niedawno odwiedziła bowiem Sandomierz, podczas koncertu „Serce Europy” organizowanego przez TVP. Zaśpiewała piosenkę „Rozā brilles” („Różowe okulary”). Wcześniej ostatni raz gościła u nas w 1988 r., na festiwalu piosenki sowieckiej w Zielonej Górze. Może ktoś zaprosi wreszcie Laimę do Warszawy?

Wróćmy jednak do Jurmały, gdzie na festiwalu łączy się przez internet z Dublina Bono. „Labdien!” – Irlandczyk wita się po łotewsku, uśmiecha z ekranu i deklaruje wsparcie dla inicjatywy charytatywnej Vaikule, mającej wspomóc ukraińskie dzieci.

„Jeszcze nie wieczór”... Jeszcze wojna się nie skończyła, jeszcze bombardowane są miasta. Ale z drogi krytyczki Putina i przeciwniczki wojny powrotu już nie ma. Laima Vaikule o tym wie. I czeka, aż Maksim Gałkin zaprosi ją na Kreml. Może wtedy przyjęłaby order od prezydenta Rosji za pomoc Ukrainie?

„Nie lubię orderów” – przyznaje Vai­kule w jednej z rozmów. I zaprasza do Rygi na city break. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Czy Laima przyniesie szczęście Ukraińcom