Reklama

Człowiek ducha

Człowiek ducha

25.02.2009
Czyta się kilka minut
Homilia ks. Adama Bonieckiego wygłoszona podczas pogrzebu Jana Błońskiego 21 lutego 2009 r.
O

O śp. Janie w dniach po jego śmierci powiedziano niezmiernie dużo. Przyjaciele i uczniowie przypomnieli jego życie, kim był a zwłaszcza kim był dla nich. W tej intensywnie przywoływanej obecności uderza jedna wspólna nuta: o profesorze Janie Błońskim wszyscy mówią z miłością. Z podziwem i miłością. Czy można marzyć o piękniejszym pożegnaniu?

Teraz, gdy uczestniczymy w Mszy św., gdy w ten sposób zanurzamy się w ten wymiar istnienia, w którym - wierzymy - jego obecność trwa nadal (Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. 3,1 Mdr). Wolno, trzeba nawet powiedzieć o wierze Profesora Jana. Jeden z jego synów określił ją tak: "wierzył jak dziecko".

I przypominają się słowa: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.  Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. (Mt.18, 3-4). Nie trzeba dodawać, że nie chodzi o infantylizm, ale prostotę wiary, do której "najwięksi w królestwie" dojrzewają całe życie.

Był w sprawach wiary dyskretny. Owszem, czasem dawał wyraz irytacji wobec pewnych zachowań kleru i Kościoła. Zachowajmy więc i my dyskrecję, bo o wierze bliźniego nie należy zbyt wiele mówić.

Jest coś, co jego życie zdaje się prześwietlać, co z tego człowieka zdaje się, jeszcze teraz, kiedy go zabrakło wśród żywych, promieniować.

Jan Błoński był człowiekiem ducha.

Materialne sprawy, siłą rzeczy, angażowały  go i pochłaniały jego czas: zdobywanie pieniędzy na utrzymanie rodziny, troska o dom, naprawy samochodu, paszport,  wizy, wydawnictwa, funkcjonowanie Uniwersytetu, wszystko, co wynikało z systemu politycznego i tak dalej. Ale to nie był jego świat. "Dręczył mnie bieg historii, bałem się świata zestalinizowanego, wręcz nie spałem, kiedy wyobrażałem sobie siebie starego, zupełnie samotnego, groteskowego "humanistę" chowającego swoje gusta i manie…. Alem to sobie kompensował w innych momentach, co w młodości nie jest takie trudne" (L.130)

"Kompensował" - słowo to użyte jest tu nieco autoironicznie. "Powinniśmy być wierni temu co cenimy, nawet jeśli ono nie zwycięża. I to, że świat się wykoleja, nie dowodzi, że wykolejenie jest słuszne"( L260).

Ta prosta zasada była ogromną siłą. Nigdy - jak kiedyś z rozbawieniem zauważył - nie zaproponowano mu wstąpienia do partii. Zbyt wyraźnie był wierny temu, co uważał za słuszne.

Był człowiekiem ducha, bo jego pasją, miłością, światem  był świat ludzkiego ducha, bo tym dla Profesora była literatura. Jego miłością i pasją życia nie była literatura w rozumieniu artystowskim, ale człowiek, który ją tworzy i który ją odbiera. Był pasjonatem człowieczeństwa. Człowieka, który jest piękny - "na obraz i podobieństwo" Boga, obraz straszny - bo skażony przez szatana pychy i inne demony.

Był człowiekiem ducha i  w tym znaczeniu był człowiekiem  s ł o w a , które "nie potrzebuje alibi pożytku, wsparcia moralności albo gwarancji filozofii. Jest tylko ekspresją człowieka i urokiem rzuconym na bliźniego. Chociaż sobie na pewno nie wystarcza, nie widzi do kogo by się i do czego mogło jeszcze odwołać. »wszystko jest winą, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo czego, nie wiadomo wobec kogo« jak mówi Beckett" (L.U 110).

Dlatego rzecz, która według autora jednego z pośmiertnych wspomnień (Michała Głowińskiego) została określona jako "rzecz zdumiewająca i niespodziewana" wpisana jest w logikę duchowego, intelektualnego, moralnego życia Jana Błońskiego. Biedni Polacy patrzą getto - "rozważania autora, który nigdy przedtem o tych sprawach się nie wypowiadał, nie tylko wywołały dyskusję o charakterze zasadniczym, ale wpłynęły na myślenie o relacjach polsko-żydowskich". Oznaczały przełom w tym myśleniu.

O genezie tego tekstu wielu z nas pisało. Mam wrażenie, że uwadze większości z nas umknął  jeden istotny szczegół, o którym kilka dni temu powiedział mi syn Profesora Błońskiego, odwołując się do opowiadań ojca. Kilkunastoletni Jan rzeczywiście zobaczył na ulicy żydowskiego chłopca, uciekiniera z Getta. Dostrzegł też nadciągające niebezpieczeństwo i - to właśnie jest ważne - dawał chłopcu znaki, że się powinien natychmiast schować za jakiś znajdujący się w pobliżu śmietnik. Ale żydowski chłopiec nie zareagował. Prawdopodobnie - był przekonany Jan - nie ufał polskiemu chłopcu. Rzecz skończyła się tak, jak wtedy musiała się skończyć. Dla Błońskiego wstrząsem było nie tylko poczucie bezradności, ale też nieprzenikalna ściana nieufności, która ich dzieliła.

I potem, zawsze już pracował nad tworzeniem przestrzeni porozumienia miedzy ludźmi, wzajemnego rozumienia. Ci, którzy byli blisko niego, którzy go znali, powtarzają: umiał słuchać. Jego praca naukowa to dążenie do rozumienia, docieranie do istoty rzeczy, może nawet do istoty człowieczeństwa.

Odszedł od nas wielki uczony - wielki Człowiek. Niejako odszedł pod raz drugi. Pierwsze odejście, w świat dla nas niedostępny, nastąpiło przed kilku laty. Tajemnicę przebywania w tym świecie zabrał do grobu. Może najlepiej mówi o  niej odczytany dziś genialny fragment z Księgi Koheleta [*] . My możemy, co najwyżej, się starać o odczytanie znaków, które wysyłał do nas stamtąd. Znakiem, który chciałbym tu wspomnieć, był znak miłości, miłości wobec wspanialej Towarzyszki życia, żony - pani Teresy. Ostanie słowa umierającego Jana wyrażały pragnienie spotkania z nią.

Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, albo jak wiedza, której zabraknie…(Kor 13,9)

Wierzymy, że dziś są razem w świecie w Bożej radości.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]