Reklama

Czerwcowa amnezja

Czerwcowa amnezja

27.05.2019
Czyta się kilka minut
Technologie informatyczne pozwalają władzom Chin wychwytywać słowa i frazy, które mogą przywołać skojarzenia ze skazaną na zapomnienie datą 4 czerwca 1989 r.
Pobojowisko po masakrze: okolice placu Tiananmen w Pekinie, 4 czerwca 1989 r. PETER CHARLESWORTH / LIGHTROCKET / GETTY IMAGES
T

Tajemnicza mgła pozbawia pamięci mieszkańców wysp brytyjskich w VI wieku – Celtów i Saksonów. Wywołana przez czarnoksiężnika Merlina, jest podtrzymywana przez smoka imieniem Querig i broniona przez Sir ­Gawaina, ostatniego rycerza okrągłego stołu, dawnego towarzysza króla Artura. W powieści Kazuo Ishiguro „Pogrzebany olbrzym” amnezja ta jest sposobem na społeczny pokój i przerwanie kręgu zemsty – po tym, jak Celtowie wymordowali Saksonów mimo zawartego rozejmu.

Taka amnezja, tylko bardziej wybiórcza, panuje dziś w Chinach wobec wydarzeń sprzed 30 lat na głównym placu w Pekinie: placu Tiananmen (Bramy Niebiańskiego Pokoju). Jej intencje są jednak mniej szlachetne – służą utrzymaniu przy władzy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) i kontroli nad społeczną pamięcią.

Amnezja obejmuje wiele aspektów. W jej cieniu są studenci i ich protest, ich ofiara i postulaty, ale też figury z wierzchołka establishmentu: byli sekretarze generalni KPCh, Hu Yaobang i Zhao ­Ziyang. Zaawansowane technologie informatyczne przydają się do tego celu. Pozwalają wychwycić takie hasła jak „szósty czwarty”, a także inne słowa i frazy, które mogą przywołać skojarzenia z datą 4 czerwca 1989 r.

Protesty na placu Tiananmen trwały niecałe dwa miesiące, a mimo to stały się symbolem aspiracji społeczeństwa Chin do innego modelu politycznego niż ten wprowadzany od 1949 r. Ukazały też stopień determinacji partii komunistycznej w utrzymaniu władzy.

Podzielona partia

Przez ostatnie kilka lat, śledząc wieści z Chin, przywykliśmy do obrazu dominującego lidera. Xi Jinping, sprawujący władzę od 2012 r., łączy funkcje sekretarza generalnego KPCh, przewodniczącego (prezydenta) ChRL i przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Najważniejsza jest ta pierwsza: daje mu kontrolę nad partią, liczącą 89 mln członków. Xi jest twarzą partii – w kraju i świecie.

Ale nie zawsze tak było. Przez dekady funkcja sekretarza generalnego KPCh nie gwarantowała pełni władzy, a momentami była wręcz niebezpieczna.

Spór o kierunek rozwoju Chin toczył się między „twardogłowymi” a „reformatorami” od śmierci twórcy państwa Mao Zedonga w 1976 r. W latach 80. na czele KPCh stało dwóch reformatorów, którzy okazali się jednak zbyt radykalni dla większości partyjnej i nieoficjalnego lidera Deng Xiaopinga, formalnie pełniącego drugoplanowe role. Hu Yaobang pełnił funkcję sekretarza generalnego do 1987 r., gdy pierwsza fala studenckich protestów została wykorzystana przez jego oponentów do odsunięcia go od władzy. Zastąpił go Zhao Ziyang, który w krytycznym momencie nie zdołał przekonać swych towarzyszy, że kolejne protesty studenckie – na placu Tiananmen, wiosną 1989 r. – nie zagrażają politycznemu monopolowi KPCh (po ich stłumieniu Zhao trafił do aresztu domowego i przebywał w nim do śmierci w 2005 r.).

Chiny po śmierci Mao

Protesty na placu Tiananmen zaczęły się w przełomowym momencie historycznym.

Z jednej strony jeszcze nic nie było przesądzone. W Polsce dopiero kończył się Okrągły Stół. Mur berliński wciąż stał. Prezydent USA George Bush nie ufał Michai­łowi Gorbaczowowi i wyhamował tempo współpracy, zainicjowanej w ostatnich latach rządów Ronalda Reagana. Związek Sowiecki wciąż istniał i mało kto wierzył w jego rychły upadek.

Jednocześnie przemiany zapoczątkowane przez Gorbaczowa nabierały rozmachu i znaczenia międzynarodowego. Zimna wojna odchodziła w przeszłość. Sowiecki przywódca zrezygnował z leninowskiej tezy o nieuchronności konfliktu świata kapitalistycznego i sowieckiego. Seria umów o kontroli zbrojeń przyczyniła się do budowy zaufania między supermocarstwami. Co więcej, Gorbaczow dawał do zrozumienia, że także kraje Europy Środkowej powinny podejmować reformy (choć jego celem nie była rzecz jasna likwidacja systemu, lecz jego zreformowanie).

Tymczasem chińskie reformy wyprzedzały pierestrojkę niemal o dekadę. Oficjalnie zapoczątkowane w 1978 r., zaczęły się tuż po śmierci Mao. Choć skoncentrowane na gospodarce, pociągały konsekwencje polityczne. Większa wolność działalności ekonomicznej oznaczała wzrost wolności w ogóle. Pojawiały się pytania o finalité: dokąd mają prowadzić? Jaki kształt systemu polityczno-ekonomicznego ma zastąpić dotychczasowy model?

Ale choć pierwsze reformy gospodarcze przyniosły duże efekty, końcówka lat 80. zaowocowała z jednej strony stagnacją, z drugiej rosnącymi aspiracjami i przekonaniem, że system może ewoluować w kierunku większej wolności.

Protest

Zapłonem dla nowej fali protestów stała się śmierć Hu Yaobanga w kwietniu 1989 r. Dzień przed pogrzebem 100 tys. studentów zjawiło się na placu Tiananmen. Postulaty protestujących były w większej mierze skierowane przeciw sytuacji w partii niż przeciw partii jako takiej. W tym sensie był to protest raczej przeciw „wypaczeniom socjalizmu” niż „za demokracją”. Jednym z głównych problemów była wtedy korupcja. Reformy realizowano zgodnie z maksymą Denga, że najpierw trzeba pozwolić bogacić się nielicznym. Poprawa sytuacji ekonomicznej wiązała się ze wzrostem nierówności i napięć społecznych.

Jak to w przypadku rewolucji bywa, reakcje władz przyczyniły się do zwielokrotnienia protestu. Komentarz organu partii „Dziennika Ludowego” z 26 kwietnia oskarżał studentów o napędzanie chaosu i uznał ich za antypartyjną rewoltę. Takie podejście jedynie zradykalizowało ruch studencki. Do postulatów dołączyły żądania wycofania komentarza i odrzucenia jego tez przez władze partyjne. W maju część studentów ogłosiła strajk głodowy, swego rodzaju moralny apel do współobywateli.

Wizyta Gorbaczowa w Pekinie, w połowie maja, pokazała skalę poparcia dla żądań reform w ChRL. Gorbaczow był fetowany jak żaden inny lider Związku Sowieckiego – kraju, z którym Chiny pozostawały w stanie zimnej wojny od dwóch dekad. 17 maja ponad milion ludzi maszerowało w Pekinie. Z protestującymi studentami spotykali się zarówno przedstawiciele skrzydła „twardogłowych” (np. premier Li Peng), jak i „reformatorzy”, w tym sekretarz generalny KPCh Zhao Ziyang. Jednocześnie od połowy maja władze przygotowywały stan wojenny, sprowadzając do Pekinu jednostki wojskowe.

Formalnie stan wojenny ogłoszono 20 maja, ale na razie nie sięgnięto po siłę. Tymczasem, wobec narastającej presji, protestujący byli podzieleni w kwestii dalszej taktyki. 27 maja zapadła decyzja, by skończyć protest, ale szybko została odwołana. W obozie studenckim rosło przekonanie, że kontynuacja protestu nie jest tylko problemem politycznym, lecz nabiera charakteru moralnego. Dla wielu protestujących partia utraciła „mandat nieba”: legitymację do sprawowania władzy. Nastroje się radykalizowały. Mieszkańcy Pekinu, robotnicy, nauczyciele i przedstawiciele innych profesji dołączali do demonstrantów.

Także charakter postulatów się zmieniał. Protest przeciw korupcji i niesprawiedliwości ewoluował w kierunku żądań demokratyzacji i ograniczenia władzy KPCh. Jednym z kluczowych postulatów stała się legalizacja samorządnego związku studenckiego. Tym samym studenci podważali monopol partii na kontrolę całości życia społeczno-politycznego.

Ofiary

Armia zaatakowała nocą z 3 na 4 czerwca. Użycie wojska przeciw własnemu społeczeństwu (nieuzbrojonym ludziom) w pewnym sensie nie powinno zaskakiwać. Chiny są tym wyjątkowym dziś krajem, w którym siły zbrojne są podporządkowane partii, stanowią jej zbrojne ramię. Wojsko nie służy społeczeństwu ani państwu – jego zadaniem jest w pierwszym rzędzie obrona partii komunistycznej.

Liczba ofiar do dziś jest nieznana. Prawdopodobnie sięgnęła kilku tysięcy zabitych, choć depesze ambasady brytyjskiej, ujawnione w 2017 r., mówiły o 10 tys. zabitych. Najsłynniejszym symbolem jest dziś zrobione 5 czerwca zdjęcie anonimowego mężczyzny z zakupami, który stając przed czołgiem, zatrzymuje pancerną kolumnę [patrz też tekst w dziale kultury – red.]. Nikt nie wie, jaki był jego los. Protesty solidarnościowe, które miały miejsce w innych częściach Chin, szybko stłumiono.

Dla świata masakra na placu Tiananmen stała się symbolem totalitarnej polityki KPCh. Zarazem, wbrew oczekiwaniom, chiński system – w przeciwieństwie do Sowietów i Europy Środkowej – nie załamał się. Po kilku latach niepewności Deng Xiaoping nadał kolejny impuls do zmian podczas tzw. podróży na południe, w wyniku której Chiny otworzyły się na zagraniczne inwestycje i powiększyły pole dla aktywności ekonomicznej. Wzrost zamożności społeczeństwa miał stać się sposobem na odzyskanie nadwerężonej legitymacji.

Mgła

Rodziny ofiar zwykle nadal nie wiedzą, gdzie pochowano ich bliskich. A ci, którzy wiedzą, nie mogą odwiedzać ich grobów w okolicach kolejnych rocznic. Aktywiści, którzy próbują przypominać o Tiananmen lub apelują do władz o zmianę polityki, w okolicy 4 czerwca są odwiedzani i śledzeni przez policję, trafiają do aresztu domowego albo (ci znaczący) na przymusowe wakacje, wywożeni z dala od Pekinu i od zachodnich dziennikarzy.

Oficjalną interpretację wydarzeń narzucił Deng Xiaoping, występując 9 czerwca 1989 r.: stwierdził, że władze stłumiły kontrrewolucyjną rebelię. Ale już po kilku latach władze KPCh zaczęły rezygnować ze wspominania Tiananmen nawet jako owej „kontrrewolucji”. Uznano, że lepiej, aby protest w ogóle zniknął ze świadomości społecznej. Temat przestał istnieć w podręcznikach i mediach drukowanych.

Obecnie „wielki mur chiński”, przy pomocy którego władze odcinają obywateli od globalnego internetu, stał się najważniejszym narzędziem podtrzymywania tej amnezji. Wszelkie odniesienia są kasowane przez cenzorów. W dniu 4 czerwca nawet słowo „dzisiaj” może trafić na listę słów zakazanych.

Amnezja okazuje się wszechogarniająca. A wraz z aspiracjami mocarstwowymi Pekinu, władze chińskie starają się ograniczać pamięć o 4 czerwca także poza granicami Chin. Zachodni badacze pracujący z chińskimi studentami wskazują, że niewielu z nich potrafi dziś rozpoznać zdjęcia z 1989 r. i mało kto z nich wie, co się stało 30 lat temu. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]