Czas przeszły i zaprzeszły

Czytam wiernie refleksje Piotra Wojciechowskiego w miesięczniku Więź. W numerze październikowym pisarz poświęcił kilka zdań wydarzeniu sprzed lat pięciu, w którym akurat brałam udział. Wspomniał, że tamte obchody Solidarności były w porównaniu z jubileuszem tegorocznym nieudane, ale jedno zasługuje na podkreślenie: wtedy w Gdańsku uchwalono i podpisano ważny akt, rewolucyjnie nowy w całych dziejach demokracji - Kartę Powinności Obywatela, dokument krótki, zwarty, całkowicie świecki, ale niosący klejnoty Dekalogu i Ośmiu Błogosławieństw w sferę obywatelskiego konkretu....
Czyta się kilka minut

Pisarz dodaje z goryczą, że dokument ten został potem kompletnie odsunięty w niepamięć, i to nawet przez tych, co go podpisali. Tak rzeczywiście było. Fakt potraktowano jak naiwność, skwitowano lekceważeniem. Lektura refleksji Piotra Wojciechowskiego i we mnie obudziła wyrzuty sumienia: bo dlaczego się poddawać? Spróbowałam przywołać Kartę na tegorocznej inauguracji Uniwersytetu Trzeciego Wieku na UJ. A tutaj chciałabym wrócić do pewnego zdania, które nie jest moje, ale zacytowałam je wtedy w Dworze Artusa, przy podpisywaniu Karty Powinności. To legenda "Solidarności", Bogdan Borusewicz, wspominający niedługo przedtem właśnie te legendarne początki. Tak to brzmiało: "Szukaliśmy tego, co łączy, choć dzieliło nas bardzo wiele. Organizowaliśmy się wokół tego, co jednoczy, a w ludziach ujawniało się to, co najlepsze" (podkr. moje - JH).

Wtedy te słowa wydały mi się najwłaściwszym kluczem do przesłania, jakim chcieliśmy uczynić Kartę Powinności, w naszym przekonaniu rewers Karty Praw. Określiliśmy przecież we wstępie powinność jako "impuls moralny odwołujący się do poczucia solidarności ze wszystkim, co współtworzy dobro tego świata". Patos tych słów jest chyba usprawiedliwiony doświadczeniem ogromnego już wtedy nauczania Papieża, które właśnie wydobywało z ludzi to, co najlepsze, łączyło, a nie dzieliło, spajało ludzi nie w obliczu wroga, lecz dla budowania. Sama Karta Powinności na pewno jest po prostu już tylko akapitem historii. Ale nie ma zgody na to, by tamten klucz też odłożyć do lamusa albo zgoła wyrzucić, cokolwiek jeszcze się zdarzy politykom i o czym nas łaskawie poinformuje prasa i ekran telewizyjny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2005