Reklama

Co nadaje sens

Co nadaje sens

28.09.2020
Czyta się kilka minut
Doświadczenie upływu czasu jest jednym z najgłębszych przeżyć egzystencjalnych. Dlatego odgrywa ono ważną rolę w myśleniu religijnym.
Natalia Polasik, „W służbie czasu", 2020 @MOONWATERPL DLA „TP”
B

Bogactwo języka najczęściej odzwierciedla przenikliwość, z jaką posługująca się nim wspólnota postrzegała opisywane przez siebie aspekty rzeczywistości. Starożytni Grecy byli więc bardziej przenikliwi od nas, Polaków, jeśli chodzi o postrzeganie czasu. Podczas gdy my używamy jednego terminu „czas”, oni wyraźnie rozróżniali chronos i kairos. Ten pierwszy mierzyły klepsydry, wraz z piaskiem przesypywał się jednostajnie i dla wszystkich tak samo. Drugi miał zupełnie inną naturę.

Święty moment

Naturę tę, nieuchwytną nie tylko dla klepsydr, ale i atomowych zegarów, ujawniała jego personifikacja, bożek Kairos. Uskrzydlony, poruszał się szybko. Miał bujną grzywkę, poza tym był łysy – dało się go złapać jedynie z przodu. Kairos symbolizował szczególnie ważny moment: pojawiając się jakby na mgnienie. Można chwycić go tylko, gdy się do nas zbliża – gdy przejdzie, nic już nie poradzimy.

Istnienie momentów niosących szczególne znaczenie sprawia, że nie wszystkie chwile są równie ważne. Jedna chwila namysłu pozwala stwierdzić, że jest to coś niezwykle ważnego w ludzkim egzystencjalnym doświadczeniu czasu. Owszem, przeważnie musimy mierzyć płynący chronos. Jednak to kairos czyni nas ludźmi, nadaje życiu sens, decyduje o jego całościowym kształcie.

Tradycje nazywane religijnymi różnią się między sobą na tyle, że niektórym wydaje się wątpliwe, czy można mówić o nich wszystkich jako o jednym zjawisku. Jeśli już szukać czegoś, co mogłoby być uznane za wspólną, wyróżniającą cechę bycia religią, to jako pierwsze nasuwa się sięganie do najbardziej fundamentalnych wymiarów egzystencji człowieka.

Jesteśmy zaś, my ludzie, bytami zanurzonymi w czasie. Niektórzy filozofowie twierdzą nawet, że czasowość to istota bycia człowiekiem. Jeśli tak, odniesienie do czasu i jego interpretacja musi stanowić jeden z najważniejszych elementów każdego religijnego uniwersum. Jest to, oczywiście, wizja nie tylko tego, czym jest chronos, lecz przede wszystkim – jaką naturę ma kairos i jak go rozpoznać. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że religijne znaczenie czasu jest ujawnieniem kairosu w jego najczystszej postaci.

Religie są zróżnicowane, ale możemy pokusić się o typologię obecnych w nich wizji czasu.

Koło

Pierwszy typ, prawdopodobnie najstarszy, postrzega kairos – święty czas – jako koło. Można spotkać się z poglądem, że jest to pierwotny religijny sposób postrzegania czasu. Pierwotny – być może – lecz wcale nie prymitywny.

Jeśli ktoś obserwowałby wschody słońca z krakowskiego kopca Krakusa, 2 maja i 10 sierpnia zobaczyłby pierwszy blask naszej gwiazdy dokładnie nad kopcem Wandy. Obserwujący zaś zachody słońca z kopca Wandy zauważą, że zniknie ono za kopcem Krakusa 4 listopada i 6 lutego. To dni dokładnie pomiędzy równonocą wiosenną i jesienną oraz letnim i zimowym przesileniem. Jedna linia łącząca wierzchołki starożytnych ziemnych budowli wyznacza daty dzielące rok na osiem równych części.

Wiele jest na Ziemi podobnych miejsc, w których dawni ludzie tworzyli z zamieszkiwanej przez siebie przestrzeni precyzyjny kalendarz, stawiali monumentalne budowle – jak Stonehenge – w zadziwiająco dokładny sposób wyznaczające określone daty w roku. Nasi przodkowie posiadali niewątpliwie sporą wiedzę astronomiczną. Wiele równie starożytnych mitów wskazuje jednak, że wiedza ta była elementem znacznie szerszego obrazu świata, w którym najważniejsza była nie astronomia, lecz fundamentalna mądrość życiowa, którą dziś nazwalibyśmy religijną.

Większość dat wyróżnionych w starożytnych kalendarzach ma szczególne znaczenie dla przetrwania ludzkich wspólnot, ściśle uzależnionych od przyrody. Ta właśnie egzystencjalna waga sprawiała, że owe momenty obrastały w mity i rytuały. Mity bardzo często opowiadały o „czasie pierwotnym”, złotym wieku, w którym Bóg albo bogowie uporządkowali chaos, tworząc kosmos.

Jedną z podstawowych cech tak przeżywanego kosmosu jest cykliczny powrót takich samych zmian – pór roku, skracania się i wydłużania dnia. Cykliczność ta jest święta, gdyż jej rozpoznanie pozwala trwać w harmonii ze światem i zachować w ten sposób życie. Największym wrogiem są więc niespodziewane, nowe wydarzenia, które zakłócają rytm wiecznego powrotu tego samego. Z tego właśnie powodu cykliczna koncepcja świętego czasu łączy się często z ideą złotego wieku: im dalej od mitycznego początku, tym bliżej pod powierzchnię zjawisk podpełzają siły chaosu. Stąd rytualne działanie, które ma jakby przenieść nas w czasy świętego początku albo – patrząc z drugiej strony – uobecniać go wciąż na nowo.

Linia

Inne doświadczenie czasu jest charakterystyczne dla tzw. religii historycznych. Ich początków można upatrywać w kulturach pasterskich, wędrownych, a nie tych zależnych od uprawy roli. Najbardziej znaną tradycją, w której dominuje to właśnie doświadczenie czasu, jest tradycja biblijna. Symboliczną narracją, która opowiada o narodzinach tego doświadczenia, jest saga o Abrahamie. Jej bohater usłyszał boski głos, który kazał mu wyjść ze swojej ziemi rodzinnej i wyruszyć na poszukiwanie obiecanego nowego miejsca zamieszkania.

Sacrum, Bóg objawia się tu nie w cyklicznym powrocie, odtwarzającym mniej lub bardziej udanie złoty wiek, lecz w konkretnym, nowym wydarzeniu. Czas święty przestaje być kołem – staje się linią prostą. Nie staje się jednak po prostu chronosem, upływającym jednostajnie, w którym każda chwila jest równie (nie)ważna. Można powiedzieć, że dopiero teraz może pojawić się kairos we właściwym sensie – taki, jaki jest zobrazowany w starogreckiej personifikacji pod postacią bożka, którego chwycić można tylko, zanim nas minie. Ponieważ to właśnie w linearnej wizji czasu pojawiają się specjalne momenty, w których świętość w niepowtarzalny sposób wdziera się w życie całych wspólnot i poszczególnych jednostek; momenty, które jeśli przejdą niezauważone, nigdy już nie powrócą.


Natalia Polasik, „W służbie czasu", 2020 @MOONWATERPL DLA „TP”

Wychowanym w kulturze ukształtowanej – w dużej mierze – przez tradycję biblijną znane są z pewnością takie święte wydarzenia: spotkanie Mojżesza z Bogiem w płonącym krzewie, wyjście Izraela z Egiptu, babilońskie wygnanie i odbudowa Świątyni. Dla chrześcijan, oczywiście, to życie Jezusa.

Linearna wizja świętego czasu, którego bieg zawiera szczególnie ważne momenty, wprowadza bardzo ciekawe napięcie pomiędzy przeszłością a przyszłością, religijnym wspominaniem a oczekiwaniem. Zarówno we wspólnotach, jak w przypadku pojedynczych ludzi pojawia się tendencja do powracania do tych szczególnych wydarzeń, do wspominania ich, rozważania ich znaczenia, wreszcie – do podejmowania prób rytualnego ich uobecniania.

Z drugiej strony linearne postrzeganie religijnego czasu, w którym istnieje zawsze otwarta możliwość nadejścia nowego momentu epifanii świętej Rzeczywistości, zwraca uwagę ludzi religijnych ku przyszłości, rodzi postawę oczekiwania na nowe objawienie. Może mieć ono charakter podobny do dotychczasowych. Może jednak być i tak, że oczekiwanie skierowane jest w nadchodzące wypełnienie, koniec czasu – objawienie ostateczne, kończące historię (przynajmniej taką, jaką znamy i jaką możemy sobie wyobrazić i pojąć). To oczekiwanie, że czas zmieni się w wieczność.

Kropka

Idea wieczności – jako czegoś, co nie przynależy do czasu, przekracza go – nie została w żadnej tradycji religijnej precyzyjnie wyjaśniona. Jest raczej ujmowana za pomocą metafor czy pewnych zalążków metafizycznych teorii. W większości wskazują one, że to, co religijnie najważniejsze, nie może zmieścić się w czasie. Przyjmując tę perspektywę człowiek religijny powinien dążyć do przekroczenia czasu.

Różne są jednak koncepcje tego, jak owa wieczność, pozaczasowy wymiar rzeczywistości, jest dla nas dostępna. Niektóre tradycje – o nich pisałem wyżej – kierują się przekonaniem, że wieczność czeka na końcu czasu. Może to być koniec czasu osobistego – koniec indywidualnego życia. Może to być koniec czasu w ogóle. Są też jednak religie, w których za najważniejsze odkrycie uznaje się rozpoznanie, iż możliwość kontaktu z pozaczasowym wymiarem świata, uczestnictwa w nim nie otwiera się dopiero „po skończeniu się” czasu. Nie polega także po prostu na uczestnictwie w kolistym powrocie wciąż tego samego. Drogą poza czas są specyficzne ćwiczenia duchowe, takie jak wycofanie świadomości z przestrzeni zmysłów, introspekcja czy medytacyjne skupienie.


Magdalena Łanuszka: Pory roku, etapy ludzkiego życia, lęk przed śmiercią, ulotność, przemijanie. Motyw czasu w sztuce powraca często i na wiele sposobów.


 

Czas jako taki ulega w tej perspektywie znaczącej relatywizacji. W gruncie rzeczy przynależy w całości do sfery profanum. Kontaktu z boską rzeczywistością nie szuka się ani w stale nawracającym cyklu zmian, ani w żadnych konkretnych wydarzeniach historycznych. „Miejscem” epifanii jest raczej wewnętrzna przestrzeń ludzkiego ducha – a ostatecznie nieruchomy punkt, w którym ustaje doświadczenie upływu czasu.

Pojawia się tutaj jednak paradoks. Uznanie, iż Boska Rzeczywistość nie przejawia się w żaden szczególny sposób ani w cyklicznych przemianach, ani konkretnych wydarzeniach historycznych, prowadzi do swoistej sakralizacji każdej chwili. Kairos staje się współzakresowy z chronosem – każdy aktualny moment (i tylko on, wszak innego nie ma) staje się okazją do wyjścia (albo trwania) w pozaczasowym wymiarze. By doświadczyć Ostatecznej Rzeczywistości, nie trzeba czekać na wiosenne przesilenie ani na szczególne historyczne wydarzenie. Do wnętrza ducha można wejść tylko teraz. Ale przecież zawsze jest teraz.

Spór i integracja

Wydaje się zatem, że z religijnego punktu widzenia to, co zmienne, przypadkowe, przemijające, nie powinno stanowić życiowego celu. Religie mówią: trzeba to przekroczyć, dotrzeć do Rzeczywistości niezmiennej, koniecznej, nieprzemijającej. O ile czas pojmiemy jako istotny wymiar zmienności i przemijania, trzeba przekroczyć czas. Po drugiej jego stronie czeka wieczność.

Wszystkie opisane wyżej religijne sposoby pojmowania czasu można zinterpretować właśnie jako sposoby kontaktu z wiecznością. Czas jako koło: to wieczność w postaci powrotu tego samego. Czas jako linia: obejmuje w sobie wyróżnione punkty, które w swojej istocie mają skierować ludzkie życie ku oczekiwaniu, dążeniu ku końcowi czasu – koniec jest czasu spełnieniem. Czas jako punkt: koncentracja na „teraz”, jedynej chwili, która istnieje (w odróżnieniu od tego, czego nie ma, bo było, albo jeszcze się nie stało), jest osiągnięciem lub odsłonięciem wieczności przez zniesienie jakiejkolwiek rozciągłości czasu.

Pomiędzy wspomnianymi sposobami „uwiecznienia” czasu istnieje zarówno napięcie, jak i komplementarność. W historii religii można więc spotkać się zarówno z polemikami, który sposób jest tym najwłaściwszym, jak i z próbami ich integracji w jednym „systemie” praktyk. Zobaczmy, jak wygląda to w przypadku tradycji w Polsce dominującej – w chrześcijaństwie.

Integracja dotyczy przede wszystkim wizji kolistej i linearnej. Doskonale widać ją np. w treści roku liturgicznego. Z jednej strony jest on cyklem, a najważniejsze jego święta mają miejsce w kluczowych momentach dla religijności przeżywającej czas jako koło: Boże Narodzenie związane jest z przesileniem zimowym, Wielkanoc z równonocą i odradzającą się na wiosnę przyrodą. Z drugiej strony ich pierwszoplanowym i zasadniczym znaczeniem jest rytualna „pamiątka”, czyli związek z konkretnymi, kluczowymi wydarzeniami historii zbawienia. W Adwencie ujawnia się dodatkowo powiązanie historycznych wydarzeń z ostatecznym wypełnieniem się czasu: jest to symboliczne oczekiwanie jednocześnie narodzin Jezusa oraz jego przyjścia „na końcu czasu”.


Łukasz Kwiatek: W przyrodzie ożywionej nie obowiązuje uniwersalna skala czasu. Przedstawiciele każdego gatunku myślą i żyją w różnym tempie.


 

Tradycja chrześcijańska obejmuje w sobie także trzecią wizję: wieczności dziejącej się teraz – choć w tym przypadku oprócz prób integracji pojawiały się także napięcia. Z jednej strony Paweł (przynajmniej na początku działalności misyjnej) wyraźnie głosił wypełnienie się czasu w pewnej (niedalekiej) przyszłości. W swoim najwcześniejszym liście, do Tesaloniczan, pisał: „Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4, 16-17). Autor Ewangelii Jana nauczał zaś swych czytelników, że na wieczne życie nie muszą wcale czekać: „Kto wierzy, ma życie wieczne” (J 6, 47). Jeszcze wyraźniej – i bardziej polemicznie – ów istniejący i zawsze dostępny charakter wieczności głosił autor apokryficznej Ewangelii Tomasza: „Zapytali go uczniowie: »Kiedy nastanie odpoczniecie umarłych i kiedy przyjdzie nowy świat?« Jezus odrzekł: »To, czego szukacie, nadeszło, lecz nie rozpoznajecie tego«” (EwT 51).

Ewangelia Tomasza, choć najprawdopodobniej starsza niż Jana, nie weszła do kanonu, a wspólnoty, które się nią posługiwały, nie przetrwały w integralnej postaci. Dominujące w chrześcijaństwie stały się inne wizje czasu i wieczności: linearna i kolista. Ale także i ta, by tak rzec: punktowa, nie zaginęła całkiem. Zawsze obecna była w nurtach mistycznych. Jak np. w XIV w. pisał Mistrz Eckhart: „On, nieprzerwanie i poza czasem, ciągle na nowo, otrzymuje swój byt od swego niebieskiego Ojca, a w tej samej chwili nieustannie też się rodzi dla Ojcowskiego majestatu, w doskonały sposób, przez dziękczynne uwielbienie, równy Mu godnością. Taką samą postawę powinien przybierać człowiek, który chce się otworzyć na przyjęcie najwyższej Prawdy i w niej żyć, bez »przed« i »po«, bez żadnej przeszkody ze strony tych wszystkich uczynków i obrazów, które kiedyś miał, wyzuty i wolny, w owym »teraz« otrzymując ciągle na nowo Boży dar i z kolei rodząc go bez przeszkód w tym samym świetle, w Panu naszym, Jezusie Chrystusie”.


Czytaj teksty dodatku Copernicus Festiwal 2020: Czas


 

„Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem” – przyznaje Augustyn w „Wyznaniach”. Dla człowieka głęboko religijnego, jakim był biskup z Hippony, ważniejsze od uzyskania teoretycznej odpowiedzi jest nieprzeoczenie chwili, w której otwiera się przed nim Święta Rzeczywistość. Taki jest właśnie sens delfickiej sentencji: „Kairon gnoti” – (roz)poznaj ten moment. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]