Benedykt między młotem a kowadłem

Po niedzielnej modlitwie Anioł Pański (16 marca) na Benedykta XVI spadły medialne gromy. Tradycyjnie po katechezie Papież wzywa do modlitwy o pokój na świecie i za prześladowane narody, odnosząc się do aktualnej sytuacji politycznej - w tym przypadku nie wspomniał o Tybetańczykach, kiedy w Lhasie trwały walki uliczne, a chińska milicja strzelała do buddyjskich mnichów.
Czyta się kilka minut

Publicyści, w tym księża, nie rozumieli "braku głośnego sprzeciwu Papieża wobec prześladowań Tybetańczyków", jak wyraził się o. Venanzio Milani z agencji Misna. Trzy dni później, w czasie środowej audiencji ogólnej Benedykt XVI powiedział jednak: "Z wielkim przejęciem śledzę doniesienia, które napływają w tych dniach z Tybetu. Moje serce ojca odczuwa smutek i ból w obliczu cierpienia tak wielu osób". Do modlitwy o pokój w Tybecie wezwał też w wielkanocnym orędziu "Urbi et Orbi". Pojawiły się wtedy głosy, że początkowo źle pokierowali nim doradcy i brakowało mu informacji (co sugerowało zresztą watykańskie Biuro Prasowe), a teraz ugiął się pod naciskiem medialnym.

Od początku pontyfikatu Benedykt XVI nie ustaje w staraniach o nawiązanie kontaktów dyplomatycznych z Chinami, wysłanie tam nuncjusza, wzięcie pod opiekę 12 mln katolików i doprowadzenie do zjednoczenia Kościoła podziemnego z koncesjonowanym (z których żaden nie ma możliwości legalnego kontaktowania się ze Stolicą Apostolską). Ci, którzy o tym pamiętali, zarzucali Papieżowi prowadzenie wyrachowanej Realpolitik: milczenie o Tybecie miało nie drażnić władz chińskich.

W ową niedzielę Papież znalazł się między młotem a kowadłem. Zastanówmy się, dlaczego nie wspomniał o Tybetańczykach. Nie troszczy się o ich dobro? Zależy mu na układach z Chinami, jak milczącym Stanom Zjednoczonym czy Polsce? Nie, wybrał dobro mniej obecnych medialnie chińskich katolików. Nie wierzę, by go ta decyzja nie bolała, nie wierzę też, by obserwując reakcje świata, n ie czuł się upokorzony, że musi narażać własną wiarygodność i budzić pytania o moralność polityki Watykanu. Nie wierzę, żeby w tamtych dniach nie modlił się za Tybetańczyków.

A dlaczego w końcu o nich powiedział? Sądzę, że Papież nie chce, by jego apele miały charakter polityczny. W środę, kiedy walki w Tybecie zeszły już z czołówek gazet, słowa Benedykta XVI były szczerym wezwaniem do modlitwy. I świadectwem, którego oczekiwali jego krytycy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2008