Reklama

Arabska jesień

Arabska jesień

w cyklu Strona świata
22.10.2019
Czyta się kilka minut
Rok 2019 przebiega pod znakiem ulicznych rewolucji Arabów. Po Sudanie, Algierii, Egipcie, Iraku i Tunezji, przeciwko swoim dotychczasowym przywódcom zbuntowali się Libańczycy.
Antyrządowe protesty w Bejrucie (Liban), 22 października 2019 r. / Fot. Hassan Ammar / AP Photo / East News
Z

Zaczęło się w zeszłym tygodniu, gdy w Bejrucie rozeszły się pogłoski, że libański rząd, pracujący właśnie nad przyszłorocznym budżetem, wpadł na pomysł, by pustawą państwową kasę zapełnić choć trochę dochodami z podatku od popularnych wśród młodzieży komunikatorów internetowych, takich jak WhatsApp. Miesięczną opłatę ustalono na równowartość ok. 20-25 zł.

We czwartek młodzież, która skrzyknęła się właśnie dzięki aplikacji WhatsApp, wyszła na ulice Bejrutu, a także Trypolisu, imiennika libijskiej stolicy i drugiego największego miasta Libanu, żeby zaprotestować przeciwko tym planom. Widząc wielotysięczne tłumy na ulicach i placach, ministrowie przestraszyli się i natychmiast ogłosili, że żadnych nowych podatków wprowadzać nie będą. Za późno.

Najpierw policja próbowała rozpędzić demonstrantów. Doszło do rozruchów. W piątek antyrządowe pochody, wiece i demonstracje objęły już cały kraj, a liczbę ich uczestników szacowano na setki tysięcy (cała ludność Libanu liczy ok. 5 milionów). Co więcej: uczestniczyli w nich przedstawiciele wszystkich wyznań – muzułmanie (ponad połowa ludności) i chrześcijanie (nieco mniej niż połowa ludności), sunnici, szyici i druzowie, maronici i prawosławni. Tak wielkich protestów nie widziano w Libanie od 2005 r. i „cedrowej” rewolucji, do której doszło po zleconym przez władze sąsiedniej Syrii zamachu na lubianego w Bejrucie premiera Rafika Haririego (dziś Libanem rządzi jego syn, Saad).

„Nie idzie nam o podatek od internetu, ale o wszystko, naprawdę wszystko, wszystko” – tłumaczyli demonstranci dziennikarzom, wyliczając wady i grzechy rządzących – korupcję i złodziejstwo, prywatę, ignorancję, marnotrawstwo, doprowadzenie do faktycznego bankructwa kupieckiej republiki.

Ojcowie chrzestni

W będącym wyznaniową mozaiką Libanie każda wspólnota ma własnych przywódców i gwarantowane konstytucją miejsce w utworzonym sto lat temu i przypominającym piramidę skomplikowanym porządku ustrojowym (prezydentem jest zawsze chrześcijanin, premierem – muzułmanin-sunnita, przewodniczącym parlamentu – muzułmanin-szyita itd.). Zbuntowana młodzież zwróciła się przeciwko rządowi z Bejrutu, ale przede wszystkim przeciwko własnym, wspólnotowym przywódcom, którzy nadużywając przysługujących im praw i przywilejów przerodzili się w politycznych ojców chrzestnych i watażków, gotowych w każdej chwili wezwać na pomoc zbrojne milicje. Tak jak w latach 1975-90, gdy napływ uchodźców palestyńskich zakłócił kruchą równowagę władzy w Bejrucie i doprowadził do wojny domowej, najazdu armii Izraela i Syrii i faktycznego wasalnego uzależnienia Libanu od władców z Damaszku (dopiero „cedrowa” rewolucja zmusiła Syrię do wycofania wojsk z Libanu).

Wojna domowa umocniła jeszcze wszechwładzę polityczno-wojskowych przywódców wspólnot wyznaniowych, czyniąc sunnitów i szyitów, druzów i maronitów zakładnikami ich samozwańczych obrońców, komendantów i wodzów.

Zbuntowana młodzież uważa ich za pospolitych łupieżców, a nie zbawców. Twierdzi, że po zakończeniu wojny domowej i dobiciu politycznego targu wodzowie i watażkowie podzielili się władzą, rozdzielając między siebie kraj na strefy wpływów i łowiska. Odtąd zajmowali się jedynie dbaniem o pomnażanie majątków własnych, swoich krewnych, przyjaciół i klientów, a Liban popadał w coraz większą biedę.

Życie na kredyt

Każdy z kolejnych rządów żył na kredyt i dziś Liban jest jednym z najbardziej zadłużonych krajów świata – jego zadłużenie u obywateli jest półtora razu większe niż cały roczny dochód państwa. Co więcej: pieniądze na wysoki procent pożyczały rządowi prywatne banki, których właścicielami byli zwykle politycy i rządowi dygnitarze oraz ich krewni i przyjaciele.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Tunezja, czas "Robota"


W rezultacie uprzywilejowani bogacze pławią się w zbytkach, a zwykłym ludziom brakuje prądu, bo mnożą się awarie przestarzałych elektrowni, oraz wody, ponieważ coraz gorzej działają stare wodociągi. Ulice słynących niegdyś z elegancji miast toną w śmieciach, których nikt nie zbiera. Latem w całym kraju szalały pożary lasów, których strażacy nie byli w stanie ugasić z powodu przestarzałego i niedziałającego sprzętu gaśniczego. Spadają zarobki, rośnie drożyzna i bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych. Szacuje się, że pracy brakuje jednej trzeciej Libańczyków poniżej 35. roku życia, a nie wierząc, że sytuacja się poprawi, coraz liczniej wyjeżdżają za chlebem i godnym życiem na Zachód.

Sytuację Libanu, podobnie jak w latach poprzedzających wybuch wojny domowej, pogarsza też nowy najazd uchodźców. W latach 70. ratunku w Libanie szukali Palestyńczycy. Dziś uciekają tu Syryjczycy. Półtora miliona uchodźców z tego kraju stanowi prawie jedną czwartą ludności Libanu – sytuacja nieznana w żadnym innych kraju na świecie.

Co usłyszał premier

„Od trzydziestu lat rządzi nami trzydzieści politycznych rodów. Mamy tego dość. Zatrzęsiemy ich tronami, aż z nich pospadają. Żądamy nowych wyborów i kary dla tych, którzy nas okradali” – mówili dziennikarzom uczestnicy ulicznych demonstracji. Na murach Bejrutu pojawiły się napisy „Rewolucja!”. Zamknięto szkoły i uniwersytety.

Policja, w czwartek zdecydowana i bojowa, w piątek ustąpiła, a premier Saad Hariri (rządził w latach 2009-11 i panuje nieprzerwanie od 2016 roku) wystąpił w telewizji i ogłosił, że jeśli jego ministrowie i partnerzy z dziewięciopartyjnego, koalicyjnego rządu (powstałego po wyborach w maju zeszłego roku) do poniedziałku nie zgodzą się na proponowany przez niego program naprawy libańskiego państwa, poda się do dymisji i rozpisze nowe wybory. Prezydent Michel Aun, maronita i jeden z polityczno-wojskowych przywódców z czasów wojny domowej, powiedział, że rozumie gniew młodzieży, ale przestrzega ją przed oskarżaniem wszystkich dygnitarzy o złodziejstwo. „To niesprawiedliwe – powiedział prezydent, którego zięć jest szefem libańskiej dyplomacji, a po upływie kadencji teścia zamierza go zastąpić. – Nie wszyscy kradną”.

W poniedziałek zebrani w prezydenckim pałacu libańscy przywódcy ogłosili program naprawy państwa. Premier zapowiedział, że zlikwiduje część z 30 ministerstw, a pensje dygnitarzy zostaną zmniejszone o połowę. Powoła specjalny urząd do walki z korupcją, odda w prywatne ręce i usprawni telekomunikację i energetykę, nie będzie więcej zaciągał nowych pożyczek u obywateli (nowy budżet na rok 2020 zakłada deficyt w wysokości zaledwie 0,6 proc., podczas gdy w przygotowywanych dotąd planach zakładano kilkunastoprocentowy), obłoży podatkami banki, przyciągnie inwestorów z zagranicy. „Postanowiliśmy to nie po to, żeby was przekupić – powiedział premier do zebranej na placach i ulicach młodzieży – Zapewniam, że nie zrobiliśmy tego tylko po to, byście przestali się gniewać i protestować. Prawdę powiedziawszy, to wyście zmusili nas do wysiłku i pośpiechu, a myśmy tylko wasz głos usłyszeli. A jeśli zażądacie nowych wyborów, to ja, Saad Hariri, jestem z wami”.

„Kłamstwa, wszystko to zwykłe kłamstwa! Rządzi od tak dawna! Dlaczego nie zrobił tego wszystkiego wcześniej? Rewolucja! Rewolucja! Ta władza musi upaść!” – odpowiedzieli okrzykami demonstranci w Bejrucie. Domagają się, by rząd podał się do dymisji i do nowych wyborów oddał władzę rządowi tymczasowemu, do którego powoła się fachowców i sędziów, a nie polityków.

Niespokojny czas Arabów

W październiku do buntu przeciwko korupcji i prywacie politycznych elit doszło również w Iraku, gdzie w rozruchach zginęło ponad 100 osób, a kilka tysięcy zostało rannych. Zamieszki i antyrządowe wystąpienia wprawdzie przycichły, ale na najbliższy piątek zapowiadane są nowe, a Muktada as Sadr, zwycięzca zeszłorocznych wyborów i przywódca najsilniejszego ugrupowania w parlamencie, domaga się dymisji rządu, którego był dotąd najważniejszych mecenasem. Muktada, szyicki duchowny, uważany w Bagdadzie za irackiego nacjonalistę, twierdzi, że władza w Bagdadzie została zawłaszczona przez szyickich polityków, całkowicie uległych sąsiedniemu Iranowi (w Libanie najsilniejszym z politycznych ugrupowań jest Hezbollah, wspierany przez Teheran i sprzeciwiający się dymisji rządu Haririego).

We wrześniu do antyrządowych wystąpień doszło z kolei w Egipcie, rządzonym twardą ręką przez wojskowego dyktatora, marszałka polnego Abdela Fataha al-Sisiego. Ponad dwa tysiące ludzi, prawie wszyscy uczestnicy wystąpień, zostało aresztowanych.

W Algierii zbuntowana młodzież wymusiła wiosną dymisję starego prezydenta Abdula Aziza Butefliki, ale wciąż nie przestaje demonstrować i nie zgadza się na wyznaczone na grudzień wybory – żąda, by przed pierwszą w historii tego kraju wolną elekcją ustąpiła cała polityczna elita, panująca nieprzerwanie od niepodległości w 1962 roku. W Sudanie w skutek trwających pół roku antyrządowych wystąpień zmuszony do ustąpienia został panujący od trzydziestu lat dyktator Omar al-Baszir, a rządzący wojskowi – do podzielenia się władzą z wybrańcami opozycji i wspólnego przygotowania nowych wyborów.

Stare polityczne elity odrzucili także Tunezyjczycy, w których kraju osiem lat temu zaczęła się Arabska Wiosna. W Tunezji, jedynym kraju arabskim, w którym zakorzeniła się demokracja, bunt przeciwko elitom odbył się w sposób pokojowy, w drodze wyborów. Odrzuciwszy wszystkich dotychczasowych przywódców, Tunezyjczycy wybrali sobie na prezydenta nieznanego wcześniej i niezabiegającego o poklask emerytowane wykładowcę prawa.

Arabska Wiosna zakończyła się krwawymi wojnami domowymi w Libii, Jemenie i Syrii oraz kolejnym zamachem stanu i nawrotem dyktatury w Egipcie. Porewolucyjny chaos i przemoc skutecznie dotąd zniechęcały Arabów przed nowymi buntami. W siedem lat wyrosło jednak nowe pokolenie, a Arabska Wiosna przechodzi w Arabską Jesień.

Polecamy: Strona Świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]