Zuzanna Radzik: Czego nauczył mnie Fra Filippo Lippi

Inspirowanie feministycznej teologii pewnie nie było planem Fra Filippo. Może potrzebowałam po prostu pretekstu.

22.11.2023

Czyta się kilka minut

Zuzanna Radzik / FOT. GRAŻYNA MAKARA /
Zuzanna Radzik / FOT. GRAŻYNA MAKARA

Idę pokłonić się ulubionym obrazom. Przyszło mi do głowy, że to właśnie zrobię z wolnym popołudniem, że jeśli na coś mam ochotę, to właśnie na to. Tak sobie powiedziałam, jakby to była pielgrzymka. Jest jednak w galeriach i muzeach coś ze świątyń, czasem nawet więcej zadumy, medytacji, szarpnięcia duszy niż można dostać w niejednym kościele. Zatem pielgrzymka do londyńskiej Galerii Narodowej, niech będzie.

Wchodzę i spaceruję bez ładu. Tu nie trzeba porządku, każdy kierunek jest dobry, każda sala ważna uwagi. Nagle zalewają mnie wspomnienia z upalnego lata, jednych z pierwszych studenckich wakacji jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej. Wyprawa autokarem, spanie na podłodze u kuzyna, sto funtów w kieszeni. Bułka i szpinak na kolacje, bo na tyle starczało. Czasem zupa z kurczaka w tureckim barze. Wszystko to, byle pojechać i łyknąć trochę świata. Bardziej gapić się na niego, niż go smakować. Ale zawsze.

W tej ekonomii taniego, studenckiego oswajania świata kluczowe okazały się wtedy państwowe muzea. Darmowe. Przez to można było do nich wracać, smakować powoli, niekoniecznie na raz, w zmęczeniu i wyciskając jak najwięcej, tylko bardziej kontemplacyjnie. National Gallery akurat było na mojej przesiadkowej trasie, więc czasem zatrzymywałam się tam dla zabicia czasu. Wchodziłam na godzinę do jednej sali albo jeszcze raz szłam do konkretnego obrazu. Luksusowo. I teraz wróciły te rożne pobyty i zachwyty, krążyłam po salach, jakbym łapała wspomnienia. Niemal spotykając siebie dwudziestoletnią, zapatrzoną w to, co wtedy najbardziej zwracało uwagę. Jak otwarty tunel czasu, nagły, niespodziewany kontakt z sobą sprzed lat.

Z tamtych zachwytów pamiętałam najbardziej jeden, nieplanowany. Przed „Zwiastowaniem” Fra Filippa Lippiego. Do dziś nie wiem, czemu, bo ostatecznie to zwiastowanie jest jak wszystkie inne: anioł, Maryja, gołąb w promieniu, łuki budynku, ogród, lilia i książka w dłoni. Co tu można wymyślić innego? A jednak pamiętam, że zatrzymałam się przed nim biegnąc do jakiegoś innego, ważnego obrazu i wsiąkłam. Musiała tu wtedy stać ławeczka, ale może nie pamiętam dokładnie. Wiem tylko, że kontemplowanie tego statycznego, spokojnego obrazu – z aniołem i Maryją zawstydzonymi nieco, ostrożnymi wobec siebie – stało się dla mnie zwrotem w religijnym stosunku do Marii z Nazaretu. Ta nieprzestraszona, spokojna, ale zdecydowana postać otworzyła jakąś nową ścieżkę w myśleniu o Matce Boskiej, która wcześniej wydawała mi się tak nużąco nijaka. Stojąc tam czy siedząc wyprowadziłam sobie z jej wyrazu twarzy swoją pierwszą feministyczną mariologię. Zrodziła ją zgoda na jej twarzy i to kluczowe „tak”, które widzimy, choć go nie słychać.

Inspirowanie feministycznej teologii pewnie nie było planem Fra Filippo. Może potrzebowałam po prostu pretekstu. Choć pamiętam to tak, jakby obraz mnie wciągnął w nowe myślenie, może po prostu wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Może nawet nie widziałam zbyt wielu dobrych obrazów, które pokazywały tę scenę. Czy możliwe jest, żeby wprawa malarza, zachwyt nad subtelnym napięciem sceny poprowadził myśl?

Zatem wracam do galerii, chodząc znów niby bez celu, ale ostatecznie chcę znowu znaleźć się przed tym obrazem. Jego pocztówkowa kopia przeprowadzała się ze mną wielokrotnie, wyblakła od stania na regale, już nie pamiętam właściwych kolorów. Nie liczę na taki medytacyjno-teologiczny moment jak kiedyś. Pielgrzymuję, do początków własnego dorastania w teologizowaniu. Wracam do nieopierzonej studentki, która skończyła pierwszy rok teologii i stała tu z zachwytem i bez pojęcia o tylu sprawach.

Stoję przed obrazem, ale wiem, że moje teologiczne dziś szczęśliwie składa się nie tylko z samotnego rozmyślania, a z sieci teologiczno-feministycznych splotów z inspirującymi teologizującymi kobietami, z koleżeństwa i przyjaźni z nimi. Z kolacji, podczas której Ursula opowiada o swoich badaniach i dyscyplinuje mnie w rozeznawaniu własnych ścieżek. Z entuzjazmu, w jakim z nieodłącznym kieliszkiem prosecco z Tiną snujemy wspólne projekty, analizujemy politykę synodu i zwierzamy się sobie z tego, gdzie jest nasza wiara i jak nam na tych feministycznych marginesach katolicyzmu.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Teolożka i publicystka a od listopada 2020 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Zajmuje się dialogiem chrześcijańsko-żydowskim oraz teologią feministyczną. Studiowała na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie i na Uniwersytecie Hebrajskim w… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Moje zwiastowanie