Reklama

Zamęt w duszach

Zamęt w duszach

24.04.2016
Czyta się kilka minut
Spór o nową wizję ziemi i nieba nie zakończył się w chwili śmierci Jezusa. Podjęli go jego uczniowie, czego efektem był tzw. sobór jerozolimski.
O. Wacław Oszajca
P

Poszło o obrzezanie nawróconych, byłych pogan; o to, czy – podobnie jak wszystkich synów Abrahama – również ich powinno obowiązywać obrzezanie? Dziś widać, że po upływie dwudziestu wieków ów spór starego z nowym wcale nie ustał. Ponieważ trwa okres Wielkanocy, niech za przykład posłuży nam temat śmierci. Wydaje się, że wciąż patrzymy na nią tak, jakby Jezus do jej obrazu nie wniósł nic nowego. A przecież w pojmowaniu śmierci Jezus dokonał przewrotu kopernikańskiego! My tymczasem ciągle głosimy zmartwychwstanie, a nie życie. A przecież zmartwychwstanie jest środkiem, a nie celem naszego istnienia.

Jezus przeżył śmierć tak, jak przeżywa się np. podróż. Można więc zaryzykować twierdzenie, że do czasu wydarzeń na Golgocie patrzyliśmy na śmierć od niewłaściwej strony. Przypisywaliśmy jej właściwości, których nigdy nie posiadała. Sądziliśmy, że potrafi położyć kres ludzkiemu życiu – albo całkowicie, albo częściowo. Na przykład odzierając człowieka z ciała i tym sposobem uwalniając nieśmiertelną duszę, która wracała tam, skąd przyszła, do świata bogów. Tak sądzili nie tylko Grecy. Inaczej na śmierć patrzyli Żydzi. Pod koniec czasów starotestamentalnych wierzyli, że śmierć, owszem, likwiduje człowieka, ale nie na zawsze. Że w dniu ostatecznym Bóg wskrzesi sprawiedliwych. „Bóg odszuka to, co zginęło”, mówi Kohelet.

Od czasów Jezusa wiemy, że grobem nie ma się co zanadto przejmować, gdyż podobnie jak grób Jezusa, nasze groby też od samego początku świecą pustką. Nigdy w żadnym grobie żadnego człowieka nie było i nie będzie. Jeśli coś z nas pozostanie w grobie, to na pewno nie ciało, lecz zwłoki – a to nie to samo.

Mówimy, że śmierć Jezusa – a co za tym idzie: i nasza – jest Paschą. Przejściem z domu niewoli do wolnej ojczyzny. Niestety, wygląda na to, że w odniesieniu do śmierci wciąż wleczemy za sobą stare wyobrażenia i poglądy. Czyżbyśmy nadal byli niewolnikami przedchrześcijańskiego pojmowania sensu śmierci? Tak jakby Jezus zbawił ode złego cały świat z wyjątkiem śmierci, czasu i – zapewne – seksu. Wciąż paraliżuje nas strach przed śmiercią – wielką niewiadomą, czyli przed przyszłością. Z drugiej strony przeczuwamy sercem, że w naszym myśleniu o tym coś jest nie tak. Modlimy się przecież do Jana Pawła II, a nie jego duszy. Przyzywamy Faustynę Kowalską czy naszych rodziców, a nie ich dusze. Podobnie rzecz się ma z litanią do wszystkich świętych.

Być może ów bunt przeciw śmierci jest tym, co Biblia nazywa naszym podobieństwem do Boga. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, publicysta, poeta. Autor wielu książek i publikacji, wierszy oraz tłumaczeń. Wielokrotny laureat nagród dziennikarskich i literackich.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]