Zamęt w duszach

Spór o nową wizję ziemi i nieba nie zakończył się w chwili śmierci Jezusa. Podjęli go jego uczniowie, czego efektem był tzw. sobór jerozolimski.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca /
O. Wacław Oszajca /

Poszło o obrzezanie nawróconych, byłych pogan; o to, czy – podobnie jak wszystkich synów Abrahama – również ich powinno obowiązywać obrzezanie? Dziś widać, że po upływie dwudziestu wieków ów spór starego z nowym wcale nie ustał. Ponieważ trwa okres Wielkanocy, niech za przykład posłuży nam temat śmierci. Wydaje się, że wciąż patrzymy na nią tak, jakby Jezus do jej obrazu nie wniósł nic nowego. A przecież w pojmowaniu śmierci Jezus dokonał przewrotu kopernikańskiego! My tymczasem ciągle głosimy zmartwychwstanie, a nie życie. A przecież zmartwychwstanie jest środkiem, a nie celem naszego istnienia.

Jezus przeżył śmierć tak, jak przeżywa się np. podróż. Można więc zaryzykować twierdzenie, że do czasu wydarzeń na Golgocie patrzyliśmy na śmierć od niewłaściwej strony. Przypisywaliśmy jej właściwości, których nigdy nie posiadała. Sądziliśmy, że potrafi położyć kres ludzkiemu życiu – albo całkowicie, albo częściowo. Na przykład odzierając człowieka z ciała i tym sposobem uwalniając nieśmiertelną duszę, która wracała tam, skąd przyszła, do świata bogów. Tak sądzili nie tylko Grecy. Inaczej na śmierć patrzyli Żydzi. Pod koniec czasów starotestamentalnych wierzyli, że śmierć, owszem, likwiduje człowieka, ale nie na zawsze. Że w dniu ostatecznym Bóg wskrzesi sprawiedliwych. „Bóg odszuka to, co zginęło”, mówi Kohelet.

Od czasów Jezusa wiemy, że grobem nie ma się co zanadto przejmować, gdyż podobnie jak grób Jezusa, nasze groby też od samego początku świecą pustką. Nigdy w żadnym grobie żadnego człowieka nie było i nie będzie. Jeśli coś z nas pozostanie w grobie, to na pewno nie ciało, lecz zwłoki – a to nie to samo.

Mówimy, że śmierć Jezusa – a co za tym idzie: i nasza – jest Paschą. Przejściem z domu niewoli do wolnej ojczyzny. Niestety, wygląda na to, że w odniesieniu do śmierci wciąż wleczemy za sobą stare wyobrażenia i poglądy. Czyżbyśmy nadal byli niewolnikami przedchrześcijańskiego pojmowania sensu śmierci? Tak jakby Jezus zbawił ode złego cały świat z wyjątkiem śmierci, czasu i – zapewne – seksu. Wciąż paraliżuje nas strach przed śmiercią – wielką niewiadomą, czyli przed przyszłością. Z drugiej strony przeczuwamy sercem, że w naszym myśleniu o tym coś jest nie tak. Modlimy się przecież do Jana Pawła II, a nie jego duszy. Przyzywamy Faustynę Kowalską czy naszych rodziców, a nie ich dusze. Podobnie rzecz się ma z litanią do wszystkich świętych.

Być może ów bunt przeciw śmierci jest tym, co Biblia nazywa naszym podobieństwem do Boga. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2016