Reklama

Za każdą cenę

Za każdą cenę

14.08.2017
Czyta się kilka minut
„Królewicz Olch” to ekstatyczna i sentymentalna opowieść o skraju dzieciństwa. Na dobre i na złe.
Kadr z filmu „Królewicz Olch”. Na zdjęciu odtwórcy głównych ról: Stanisław Cywka i Agnieszka Podsiadlik MATERIAŁY PRASOWE
R

Rok temu pokazano ten film na otwarciu festiwalu w Gdyni, wywołując mieszane reakcje. Choćby dlatego, że polskie kino ostatnich dekad odzwyczaiło nas od tego rodzaju eksperymentów. Jeśli jednak ktoś widział poprzedni film Kuby Czekaja, mógł się spodziewać, że i tym razem czeka go ostra jazda. W debiutanckim „Baby Bump” młodemu reżyserowi udało się znaleźć własny język, zdolny opisać cały ten pstrokaty śmietnik towarzyszący dzisiejszemu dorastaniu. Śmietnik wypełniony hormonalnymi i popkulturowymi fantazjami. Efekt był raczej „galeryjny”, skłaniający do estetycznego smakowania, co w dużo mniejszym stopniu dotyczy najnowszego filmu Czekaja. „Królewicz Olch” jest bowiem kolejnym pamiętnikiem z okresu dojrzewania, ale skupionym już nie na cielesnych przeobrażeniach, ale na rozwoju duchowym. I również wystawia widza na próbę.

Jak sugeruje tytuł, filmowi patronuje romantyczny poeta...

4889

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Artykuł wypełniony obiektywizmem. Dosłownie. W przyszłości typu science-fiction takie recenzje będą produkować androidy - istoty wyposażone w najwyższą inteligencję i pozbawione oczywiście duszy, przerabiające tysiąc formuł kulturoznawczych na sekundę. Wystarczy przepuścić jakikolwiek film przez oczyszczoną maszynkę intelektualną i wychodzi tego rodzaju recenzja. Podobnie było na temat Idy, filmu chyba o poziomie pracy dyplomowej z oceną zaledwie dostateczną (nie czepiam się tematu filmu). Scenariusz taki, że nawet jednego zdania nie pamiętam. Zresztą ciekawe ile osób "zachwyconych" filmem obejrzało go chętnie drugi raz. A wracając do powyższej recenzji: Rage against the machine...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]