Z oblężonego miasta

Przez media przebiegła wiadomość o nowej inicjatywie - wystawieniu przez prezydentów największych miast, na czele z Rafałem Dutkiewiczem z Wrocławia, kandydatów w wyborach do Senatu.
Czyta się kilka minut

Zachętą do takiego kroku miała być ponoć zmiana sposobu wybierania senatorów, którzy od tego roku walczyć mają o mandaty w 100 okręgach. Według powszechnego przekonania, ma to zmniejszyć znaczenie identyfikacji partyjnych, zwiększyć zaś znaczenie osobowości.

Gdy w 2009 r. Dutkiewicz przestał być przewodniczącym Ruchu Obywatelskiego "Polska XXI", odebrano to jako fiasko jego hucznie zapowiadanego wejścia do ogólnopolskiej polityki. Wydawało się, że PO przeprowadziła skuteczny kontratak, pokazując przewagę w walce na otwartym polu. Wyprawa na Warszawę została zmuszona do odwrotu. Dutkiewicz schronił się jednak za murami bezpośrednich wyborów prezydenckich. PO przystąpiła do oblężenia - zerwała koalicję w radzie miasta i wystawiła konkurenta w kolejnych wyborach. Jej przewaga okazała się jednak złudzeniem: Dutkiewicz obronił urząd z niewiele słabszym wynikiem niż poprzednio i wyprowadził udaną wycieczkę zza murów - wystawił w wyborach sejmikowych własną listę, która uzyskała drugi wynik w województwie, odbierając wyborców wszystkim pozostałym partiom.

Nie tylko Dutkiewicz oparł się konkurencji dużych partii - podobnie potoczyły się losy prezydentów Poznania i Szczecina. Także prezydenci Krakowa, Katowic, Gdyni czy Rzeszowa, choć popierani przez jedną z sejmowych sił, mogą sobie pozwolić na poziom niezależności, o którym zwykły parlamentarzysta może tylko marzyć. Czy mogą to wykorzystać i poprzeć związanego z sobą kandydata?

Problem w tym, że zmiana ordynacji, która stała się zachętą do nowej inicjatywy, wcale nie jest ułatwieniem. Już w poprzednim systemie przytłaczająca większość wyborców głosowała na senatorów tej partii, którą popierała do Sejmu. Światowe przykłady pokazują, że w okręgach jednomandatowych zjawisko to się nasili. We wszystkich wymienionych miastach wielką przewagę w ogólnopolskich wyborach miała PO. Co mogłoby ją pozbawić pewnych - zdawałoby się - mandatów?

W poprzednim systemie miał szansę prześlizgnąć się nie tylko kandydat niezależny, ale i kandydat słabszej partii. Dziś takie szanse zdecydowanie zmalały. Z PiS i SLD już napływają sygnały o kłopotach z rekrutacją. Może się tak zdarzyć - jak w styczniowych wyborach uzupełniających w Pile - że nawet ogólnopolskie partie nie wystawią kandydatów. Gdyby zrobiły tak PiS i SLD, "samorządowcy" mogliby zebrać głosy wyborców tych partii, szukających kogokolwiek, kto mógłby wygrać z PO. Gdy do tego dodać część jej wyborców, mogących wykorzystać głos senacki do pokazania nieusatysfakcjonowania działalnością rządu, senatorowie Platformy mogą poczuć na plecach gorący oddech konkurencji.

Pytanie tylko, czy PiS i SLD będą tym zainteresowane. Utarcie nosa PO będzie je oczywiście cieszyć, lecz przecież przy okazji mogą wypuścić z butelki dżina, który najgroźniejszy będzie właśnie dla nich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2011