Wystawa „Arkadia” w warszawskim Muzeum Narodowym jest dużym wydarzeniem

Starożytny mit szczęśliwej krainy zachował swą aktualność. Arkadia jest nam wciąż niezbędna. Poczucie, że szczęśliwy, choć śmiertelny świat jest wciąż do pomyślenia.

16.01.2024

Czyta się kilka minut

Wystawa "Arkadia" w Muzeum Narodowym w Warszawie, listopad 2023 r. // Fot. Bartosz Bajerski / MN w Warszawie / materiały prasowe
Wystawa „Arkadia” w Muzeum Narodowym w Warszawie, listopad 2023 r. // Fot. Bartosz Bajerski / MN w Warszawie / Materiały prasowe

Wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym opowiada o Arkadii. Zgromadzono tu ponad 300 dzieł od wczesnego renesansu po współczesność – imponujący przegląd, na którym nie zabrakło dzieł kluczowych twórców od Claude’a Lorraina, François Bouchera, Camille’a Corota i Arnolda Böcklina, po Pierre’a Bonnarda, Pabla Picassa, Zofię Stryjeńską i Mirosława Bałkę. Znalazły się na niej dzieła pochodzące z polskich muzeów, przede wszystkim ze stołecznego Muzeum Narodowego, ale też wypożyczone m.in. z Luwru i Musée d'Orsay w Paryżu oraz wiedeńskiego Kunsthistorisches Museum. Już sama skala ekspozycji i obecność na niej wielu dobrych prac sprawiają, że „Arkadia” jest dużym wydarzeniem.

Zbysław Marek Maciejewski (1946–1999), Autoportret z puttem, 1978, Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe

Zawsze z nami

Wystawa wpisuje się w zmianę, jaka zaszła w polityce kulturalnej po 2015 r. Dla rządzących w tym czasie przeszłość była priorytetem. To na nią też były przeznaczane największe finansowe środki, co musiało się przełożyć m.in. na programy wystawiennicze muzeów. Coraz więcej miejsca zajmowała w nich sztuka dawna, a w 2023 r. ona wręcz dominowała: „Kopernik i jego świat” i „Przebudzeni. Ruiny antyku i narodziny włoskiego renesansu” w Zamku Królewskim w Warszawie, „Obraz Złotego Wieku” w Zamku Królewskim na Wawelu, „Matejko. Malarz i historia” w Muzeum Narodowym w Krakowie czy „Misterium Słońca. Kopernik, syn renesansu” w Ratuszu Staromiejskim w Toruniu.

Wszystkie te ekspozycje zostały starannie przygotowane, a ich twórcy niejednokrotnie wyłamywali się z banalnego mówienia o przeszłości. Jednak współczesność w naszych muzeach stała się rzadkością. „Arkadia” o przeszłości opowiada, ale jej twórcy pokusili się o pokazanie aktualnego wymiaru tego, co minione. Co więcej, stawiają pytania dotyczące naszej przyszłości.

Punktem wyjścia stał się obraz mitycznej Arkadii opisany w utworach żyjącego w III w. p.n.e. Teokryta oraz w „Bukolikach” Wergiliusza. Ci dwaj poeci stworzyli wzorcowe wyobrażenie świata idealnego, miejsca, w którym trwa niczym niezmącony ład, a jego mieszkańcy żyją wolni i szczęśliwi. W którym panuje harmonia między człowiekiem a otaczającą go naturą. Mit ten – przypominany w dobie renesansu - od ponad pięciu wieków włada wyobraźnią Europejczyków i stał się jednym z kluczowych dla nowożytnej cywilizacji. Chociaż „wyobrażenie o Arkadii zdaje się może płoche, ulotne i niefrasobliwe, zgoła niepoważne”, to, jak piszą autorzy wystawy Agnieszka Rosales Rodríguez i Antoni Ziemba: „stanowi ono jeden z fundamentów nowoczesnego (modernistycznego) światopoglądu, kondycji człowieka”.

Wystawa pokazuje rozmaite rozumienia Arkadii: miejsca idealnego, klasycznego piękna, ale też społecznej utopii żyjącej poza prawami „normalnego świata”, w której miłość i seksualność odgrywają najważniejszą rolę. Mitu politycznego idealnej wspólnoty lub państwa, ale też będącej wspomnieniem z przeszłości, pamięcią o tym, co było „dawno, dawno temu”. Ekspozycja pokazuje także, jak kolejne pokolenia na nowo odczytują mit arkadyjski. Mówią wreszcie o jego współczesnych interpretacjach, odwołujących się do ekologicznego myślenia.

Henryk Siemiradzki (1843–1902), Rzymska sielanka – łowienie ryb, ok. 1879, Muzeum Narodowe w Warszawie // materiały prasowe

Śmierć w raju

Wizje miejsc szczęśliwych były obecne w kulturze średniowiecza, ale znano je też poza światem chrześcijańskiej Europy. Dla tworzenia nowożytnego mitu Arkadii w Europie kluczowe okazało się odkrycie tekstów starożytnych poetów i powstanie pod ich wpływem dzieł włoskich humanistów, przede wszystkim poematu „Arcadia” Jacopa Sannazaro, opublikowanego w 1504 r. Od tego czasu mit Arkadii na stałe zagościł w kulturze, sztuce, ale też w filozofii i myśli politycznej. Jego dzieje są zarazem historią przemian naszej kultury od XV po lata 20. XXI wieku.

Śladem Jacopa Sannazaro szybko podążyli inni. Moda dotarła również do Polski. „Tu lasy, tu po lesiech ptaszkowie śpiewają, / Tu łąki, a po łąkach piękne stada grają. / Tu byśmy z sobą wieku miłego zażyli, / Tu byśmy aż do śmierci lata przetrawili” – pisał w wydanych w 1614 r. „Sielankach” Szymon Szymonowic.

Artystów zafascynowały literackie opowieści o miejscu szczęśliwym, owym locus amoenus, położonym poza miastem, z łagodnymi wzniesieniami, bujną roślinnością, strumieniami, niejednokrotnie ze starożytnymi relikwiami. Zamieszkałym przez pasterki i pasterzy, ale też nimfy, satyrów i inne mityczne stwory. Wypasających owce, ale też oddających się zabawie, grom, pogoni za erotycznymi doznaniami. Muzykujących wreszcie, bo Arkadia to przecież królestwo Apolla.

Od XV do końca XVIII wieku powstały niezliczone obrazy, grafiki, rysunki pokazujące ten szczęśliwy świat. Mit Arkadii wpłynął na dworską obyczajowość, na dekoracje pałaców i dworów, ale przede wszystkim na sposób urządzania ogrodów. Istotą mitu arkadyjskiego była pochwała natury w stanie pierwotnym. Marzenie o powrocie do krain nieskażonych współczesną cywilizacją. A jednocześnie, to jeden z paradoksów z tym mitem związanych, zapragnięto stworzyć własne miejsca szczęśliwe, których najpełniejszym wcieleniem okazały się ogrody angielskie nawiązujące do naturalnych założeń krajobrazowych. Moda na nie zapanowała w całej XVIII-wiecznej Europie. Zakładano je także w I Rzeczypospolitej. Izabela Czartoryska urządziła swój na warszawskich Powązkach. Szczęsny Potocki w Zofiówce pod Humaniem, a Helena Radziwiłłowa w Arkadii pod Nieborowem. Ten ostatni z ogrodów, założony w 1778 roku i do dziś w znacznej mierze zachowany, jest miejscem szczególnym. Z wyjątkową starannością połączono w nim przeszłość, budowle naśladujące starożytne i średniowieczne, z naturą. Całość wydawała się ożywionym na chwilę obrazem jakieś mitycznej krainy. „Oto zdaje mi się, że jestem w śnie, w którym tak łatwo największe sprzeczności się łączą” – notowała urzeczona tą polską Arkadią pisarka Klementyna Hoffmanowa..

Najsłynniejsze wyobrażenie malarskie arkadyjskiego mitu stworzył w XVII wieku Francuz, Nicolas Poussin. Na swym obrazie przedstawił grupę pasterzy przy grobowcu, na którym wyryto napis Et in Arcadia ego. Bywa on tłumaczony: „I ja żyłem w Arkadii”. Jest jednak inny, bliższy filologicznie przekład: „Nawet w Arkadii jestem”. Napis przypomina, że nawet w tej szczęśliwej krainie śmierć jest obecna. Jest ona także obecna w ogrodzie Heleny Radziwiłłowej. Więcej nawet, całe to założenie jest próbą pogodzenia ze sobą zabawy, intelektualnych gier, m.in. z wykorzystaniem masońskiej symboliki, oraz świadomości nieuchronnego przemijania. Nawet „do ziemskiego raju w każdej chwili może wkroczyć śmierć” – przypominał Ryszard Przybylski w tekście poświęconym oświeceniowym ogrodom. I dodawał: przypominały one, że „do wiecznej i trwałej szczęśliwości prowadzi tylko jedna droga: przez bramę śmierci”.

Wystawa nie ucieka od ciemnego rysu arkadyjskiego mitu. Przypomina o utopiach idealnego społeczeństwa, które przerodziły się w totalitarne reżimy: sowiecki czy nazistowski. Wśród sielankowych pejzaży, wyidealizowanych przedstawień pasterek i pasterzy, bóstw i mitycznych stworów na wystawie znalazło się wideo Mirosława Bałki „Winterreise/Bambi” z 2003 roku. Sarny pasą się w zimowym krajobrazie. Rozgrzebują śnieg w poszukiwaniu pożywienia. Panuje tu cisza, spokój. Można pomyśleć, że to kolejny arkadyjski pejzaż. Tylko w tle widać resztki zabudowań Birkenau: drut kolczasty, dawne strażnice.

Jacob Jordaens (1593–1678), Satyr grający na flecie, ok. 1620–1621, Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie // materiały prasowe

Pod Warszawą

Być może popularność arkadyjskiego mitu wynikała z jego wieloznaczności. Opowiadać go można było na wiele sposobów. Dostosowywać do lokalnego kontekstu, zmieniających się mód, obyczajów, ale też przemian kulturowych, społecznych czy politycznych. W kolejnych wiekach miejscami szczęśliwymi były nie tylko grecki Peloponez, gdzie swą Arkadię umieścił Wergiliusz, czy pełna antycznych śladów Italia.

Swoich własnych Arkadii szukały inne narody. Holendrzy dojrzeli ją w nadmorskich, pełnych wydm pejzażach oraz cienistych lasach okolic Haarlemu. Polacy w ziemiańskich posiadłościach. Dla XIX-wiecznych francuskich malarzy realistów Arkadią stała się wieś Barbizon na skraju lasu Fontainebleau. Wreszcie w całej Europie za mityczną krainę uznano wieś ze swymi wierzeniami oraz obrzędami, własną mitologią i folklorem. Żyjącą nadal rytmem pór roku narzucanych przez naturę. Paul Gauguin podróżował w jej poszukiwaniu do Bretanii, polscy malarze odkrywali Tatry i Huculszczyznę. Wreszcie krain szczęśliwych zaczęto szukać poza Europą, w miejscach nieskażonych jeszcze naszą cywilizacją.

Tematami dla artystów stały się zwykłe wiejskie zabudowania, lokalna roślinność. Konrad Krzyżanowski maluje widoki chat w Istebnej, Jan Stanisławski rosnące na polach osty. Dawne nimfy stały się swojskimi rusałkami, pasterze bardziej swojskimi, zwyczajnymi mieszkańcami wsi. Nie porzucono jednak do końca odniesień do antyku. Nimfy i faunowie na obrazie Corota pląsają w podparyskim lesie, pasterz u Hippolyte’a Flandrina jest dobrze zbudowanym, nagim młodzieńcem, który na chwilę zrzucił współczesne ubranie. Starożytność staje się jedynie pretekstem do przedstawienia nagiego ciała czy sielskich widoków. Jednak pod koniec XIX wieku w sztuce pojawia się inny antyk, nie apolliński, pełen umiaru, lecz niepokojący, groźny, czasami gwałtowny, niebezpieczny. Fauny i nimfy na obrazach Jacka Malczewskiego znienacka wkraczają w świat zwykłych śmiertelników. Tajemnicze stworzenia czają się w lasach i w morskich otchłaniach malowanych przez Arnolda Böcklina.

Arkadia to wreszcie – jak podkreślają twórcy wystawy – „przestrzeń erotyki, autonomiczna, która nie rozróżnia i nie wartościuje rodzajów miłości”. W której nie obowiązują zasady poprawności seksualnej. Przeciwnie, w sztuce pełno jest scen gier czy zabaw erotycznych z nimfami i satyrami, lubieżnych, niepozbawionych czasami przemocy. Ale też autorzy wystawy odważyli się poruszać tematy w ostatnich latach przez rządzących niepożądane. W micie arkadyjskim było bowiem przyzwolenie na inność, odmienność. Mówiono o niej od dawna, jak na obrazie autorstwa działającego pod koniec XVI wieku na dworze praskim Rudolfa II Bartholomeusa Sprangera, opowiadającym o nimfie Salmakis, która zakochana w pięknym młodzieńcu Hermafrodycie uprosiła bogów, aby połączyli ich w jedną istotę.

Wreszcie ta niepoprawna Arkadia stała się na przełomie XIX i XX wieku częścią queerowej mitologii. Wilhelm von Gloeden, jeden z prekursorów aktu w fotografii, tworzył wystudiowane zdjęcia nagich, młodych mężczyzn stylizowanych na postacie z czasów antyku. To za jego sprawą sycylijska Taormina stała się nową Arkadią, miejscem, w którym rządzą piękno i erotyka. Własne Arkadie tworzyli także inni. Na wystawie znalazły się mało znane zdjęcia z tzw. „Jungówów” pod Warszawą. Krzysztof Jung, performer, rysownik i malarz stworzył tam w latach 80. ubiegłego stulecia ustronie, w którym panowała pełna swoboda. Przestrzeń, gdzie było miejsce na nieheteronormatywność, na obecność nagiego męskiego ciała.

Życie w czasach kryzysu klimatycznego wymaga ułożenia na nowo relacji między człowiekiem i naturą. To nie będzie łatwe zadanie, ale – o czym przypominają prace współczesnych artystek i artystów – niezbędna jest nam refleksja o stanie Ziemi i szukanie także w przeszłości przykładów na to, że do pomyślenia jest inny świat.

 

Arkadia, Muzeum Narodowe w Warszawie, wystawa czynna do 17 marca 2024 ., kuratorzy Agnieszka Rosales Rodríguez, Antoni Ziemba.

 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Łąka, czyli fundament