Wyścig po kobalt dopiero się zaczyna

Był niczym najważniejszy pierścień ze słynnej sagi Tolkiena – na swoje odkrycie, schowany pod ziemią, czekał wiele stuleci.
Czyta się kilka minut
Tesla Roadster – najszybsze auto świata / TESLA.COM
Tesla Roadster – najszybsze auto świata / TESLA.COM

W średniowiecznej Europie górnicy ochrzcili go imieniem kobolda, złośliwego gnoma, który w miejsce cennych rud żelaza podrzucał im bezwartościowe – jak wtedy sądzili – bryły lśniącego, srebrzystego metalu. Bezużyteczny przestał być dopiero niedawno, kiedy okazało się, że bez niego trudno wyprodukować baterie znajdujące się dziś w każdym smartfonie.

W minionym tygodniu pojawiły się informacje, że firma Apple – jeden z najważniejszych użytkowników kobaltu – zamierza pozyskiwać surowiec bezpośrednio od wydobywców. Chce w ten sposób zdążyć przed gwałtownie rozwijającym się rynkiem samochodów elektrycznych – do wyprodukowania jednego potrzeba tysiąc razy więcej kobaltu niż znajduje się w telefonie. O tym, jak duże jest zapotrzebowanie na minerał, niech świadczy fakt, iż jeden z węgierskich zakładów produkcji baterii ma już zamówienia na następne 13 lat. Popyt na kobalt rośnie więc gwałtownie; w ciągu ostatnich 18 miesięcy jego cena wzrosła trzykrotnie – a to dopiero początek.

Kłopot w tym, że dwie trzecie światowych zasobów kobaltu pochodzi z jednego tylko kraju – Demokratycznej Republiki Konga – gdzie na nowo rozgorzała właśnie wojna. Władze w Kinszasie, mimo wizyt składanych tu regularnie przez szefów międzynarodowych koncernów wydobywczych, podwyższyły już opłaty za wydobycie miedzi, złota i kobaltu. Są jeszcze inne wątpliwości: w DRK wydobywaniem kobaltu, często w improwizowanych kopalniach odkrywkowych, zajmują się także dzieci. Firma Apple opublikowała już listę swoich dostawców i zapewnia, że nie będzie pozyskiwać kobaltu z małych kopalń (gdzie ryzyko wykorzystywania do pracy dzieci jest największe), ale w kolejnych latach nie wszyscy będą w stanie oprzeć się pokusie jak najtańszego surowca. Kobalt, jak kiedyś kauczuk, może stać się kolejnym przekleństwem Kongijczyków. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2018