Wybory do Parlamentu Europejskiego: co mogą dać Kamińskiemu, Wąsikowi i Obajtkowi?

Czasem na listy wyborcze trafiają osoby, których liderzy chcą się z jakiegoś powodu pozbyć, a wybory do europarlamentu są okazją do zrobienia tego w białych rękawiczkach.
Czyta się kilka minut
Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński podczas miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Warszawa, 10 marca 2024 r. // Wojciech Olkuśnik / East News
Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński podczas miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Warszawa, 10 marca 2024 r. // Wojciech Olkuśnik / East News

Kończy się kompletowanie list głównych ugrupowań politycznych pod kątem wyborów do Parlamentu Europejskiego. Dla PiS są one okazją do rozstrzygnięcia problemu związanego z trzema osobami: Mariuszem Kamińskim, Maciejem Wąsikiem oraz Danielem Obajtkiem. Ich start z dobrych miejsc i ewentualne zdobycie mandatu – w przypadku Kamińskiego i Wąsika – honorowo rozwiąże kwestię ich spornych mandatów poselskich, zwłaszcza że na kolejną mobilizację sympatyków partii wokół obu panów nie ma już szans. Objęcie immunitetem PE ochroni zaś ich przed rozliczeniami za działalność w rządzie PiS. To samo dotyczy byłego prezesa Orlenu.

Wystawiając całą trójkę na „biorących” miejscach, partia pokazuje po pierwsze swoją lojalność, a po drugie sama się zabezpiecza, bo nie wiadomo, kogo po ewentualnym „przyciśnięciu” Kamiński, Wąsik czy Obajtek mogliby sypnąć.

Nieco inny charakter ma układanie list partii rządzących. W ich przypadku wybory do Parlamentu Europejskiego są rodzajem „chwili prawdy” i obnażają prawdziwe motywy zaangażowania politycznego. Jeżeli ktoś zamiast udziału w rządzeniu wybiera mandat w PE, którego polityczne znaczenie jest niewielkie i odwrotnie proporcjonalne do związanych z nim gratyfikacji finansowych – może to oznaczać, że pieniądze są głównym motywem jego aktywności. Wyraźna mniejszość to politycy, którzy z racji swojego doświadczenia w sprawach międzynarodowych przydają się bardziej w Brukseli czy Strasburgu niż w Warszawie.

Istnieje też druga okoliczność powodująca, że skład list wyborczych do europarlamentu może odsłaniać polityczne prawdy. Chodzi o to, że czasem na listy te trafiają osoby, których liderzy chcą się z jakiegoś powodu pozbyć, a wybory do PE są okazją do zrobienia tego w białych rękawiczkach. Tak niegdyś było z Beatą Szydło, która zdymisjonowana z funkcji premiera stanowiła dla rządzącego PiS rodzaj politycznego wyrzutu sumienia. Wysłanie do Brukseli pozwoliło elegancko ten problem rozwiązać. W przypadku obecnego rządu Donalda Tuska wiele wskazuje na to, że start niektórych ministrów do PE jest okazją do bezbolesnego pozbycia się ich w sytuacji, w której premier jest rozczarowany efektami ich pracy.

Analizując przed pójściem do urn listy do PE, warto wszystkie te względy mieć na uwadze.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17-18/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Bilety do Brukseli