Wolność publiczna

Filozofowie przeciwstawiając wolność prywatną wolności publicznej, mieli na myśli dwie całkowicie odmien­ne sytuacje. Pierwsza polega na tym, że tylko w sferze prywatnej jesteśmy i możemy być wolni, gdyż w sferze publicznej zawsze podlegamy decyzjom wspólnoty, większości, grupy czy chociażby zgromadzenia towarzyskiego, a nasz głos zawsze będzie tylko jednym głosem i często zostaniemy zniewoleni, czyli zmuszeni do zachowań, jakie niekoniecznie nam odpowiadają. Naturalnie, w olbrzymiej większości przypadków w życiu codziennym i także politycznym zgadzamy się potulnie, a nawet ocho­czo na takie łagodne formy zniewolenia, bo wiemy, że tak już muszą się toczyć sprawy tego świata. Jednak nasze realistyczne podejście nie oznacza, że jesteśmy wolni, bo przecież nie zgadzamy się ze sławną formułą, między innymi, Karola Marksa, że wolność to zrozumienie konieczności. Wolni zatem jesteśmy tylko wtedy, kiedy nikt nas do niczego, chociażby to było najbardziej błahe zachowanie, nie zmusza.
Czyta się kilka minut

Druga sytuacja polega na tym, że w sferze publicznej też jesteśmy wolni, ale do pewnego stopnia, czyli że jest to nie tyle ograniczenie wolności, lecz inna wolność. Wolność polityczna w takiej interpretacji to wolność do uczestniczenia w zbiorowych działaniach na rzecz dobra lub interesu ogółu, a zarazem - inaczej ta wolność nie miałaby sensu - możliwość wywierania, niech będzie, że ograniczonego, wpływu na bieg spraw publicznych. Pierwsze rozumienie wolności można, upraszczając nieco sprawy, określić mianem liberalnego, a drugie - demokratycznego. Widzimy zatem od razu fundamentalny problem, jaki jest związany z wolnością prywatną. Demokraci czy demokratyczni republikanie słusznie sądzą, że nadmierne znaczenie przypisywane wolności indywidualnej może doprowadzić do zleceważenia sfery publicznej, a zatem do załamania się idei demokracji jako woli ludu. Liberałowie jednak, rozumiejąc te zastrzeżenia, przypominają, że w XX wieku (a także wcześniej) to właśnie wspólnoty - przede wszystkim narodowe, ale nie tylko - doprowadziły do ograniczenia lub wręcz skasowania wolności prywatnej i do wielu nieszczęść.

Jak zatem wybrnąć z tej sytuacji, jak zachować wolność indywidualną, nie rezygnując z wolności publicznej? Nie ma jednej dobrej odpowiedzi i filozofia polityczna, podobnie jak praktyka życia codziennego są bezradne, nie dlatego, że właśnie nie ma jednej odpowiedzi, ale dlatego, że jest ich tak wiele. Setki, jeżeli nie tysiące, książek napisano, argumentując za strategią liberalną oraz tyleż argumentując za strategią demokratyczną, a jeszcze wiecej - próbując połączyć obie te strategie w całość, jaką określamy mianem demokracji liberalnej.

I mimo zasadniczego nieładu intelektualnego całość ta ma się nie najgorzej. Z czego to wynika? Z tego mianowicie, że ludzie, my wszyscy, nie postępują w życiu prywatnym i publicznym, dbając nieustannie o logikę oraz o ścisłe oddzielanie tego, co prywatne, od tego, co publiczne. Nie jesteśmy, na szczęście, chorzy na konsekwencję i całkiem nieźle znosimy fakt, że wiele naszych zachowań nie nosi znamion konsekwencji.

Wszelako zadaniem filozofii politycznej nie jest zmuszanie ludzi do konsekwencji i posługiwania się definicjami, lecz do zdawania sobie sprawy z tego, że w ludzkim zachowaniu jest, lub może się pojawić, sprzeczność aksjologiczna. Musimy zatem wiedzieć, że kiedy mówimy: "to jest moja sprawa prywatna", to powiniśmy potrafić powiedzieć także: "to jest moja/nasza sprawa publiczna". Albowiem trwanie tylko przy wolności prywatnej lub tylko przy wolności publicznej do niczego dobrego nas nie doprowadzi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2007