Reklama

Włochy: spacer pierwszej potrzeby

Włochy: spacer pierwszej potrzeby

z Mediolanu
04.04.2020
Czyta się kilka minut
Po trzech tygodniach totalnego zamknięcia Włosi marzą, żeby wyjść. Nie jest łatwo, pomimo strachu przed chorobą, usiedzieć w domu.
Kontrola policyjna mieszkańców na Piazza del Popolo w Rzymie, 2 kwietnia 2020 r. / FOT. FILIPPO MONTEFORTE / AFP / EAST NEWS
R

Rząd, który w całkowicie nieprzewidywalnej i dramatycznej sytuacji musiał wziąć pod uwagę rozmaite braki strukturalne systemu opieki zdrowotnej, wydawał dekrety z kolejnymi restrykcjami. Wychodzić można więc tylko w razie „uzasadnionej konieczności”. Ale gospodarka nie może całkiem stanąć; szacuje się, że w samym Mediolanie ok. 190 tys. ludzi nadal udaje się codziennie do – całkiem fizycznej – pracy. 

Jedna osoba na rodzinę może iść po zakupy. Ale prawo stanowi, że tylko po „artykuły pierwszej potrzeby” i nie dalej jak kilometr od miejsca zamieszkania. Policja sprawdza i wlepia wysokie grzywny. Dwa dni temu koło mojego domu ktoś dostał wysoki mandat, bo w torbie z zakupami miał tylko cztery butelki wina, które nie wchodzą w zakres pierwszej potrzeby. W supermarketach alejki z przyborami szkolnymi, gospodarstwem domowym czy sprzętem ogrodniczym są zamknięte. 


CZYTAJ WIĘCEJ:


Wyjście na zewnątrz może się okazać niebezpieczne także z powodu źle pojętego i niepokojącego „nadzoru społecznego”. Sąsiedzi fotografują ludzi wychodzących więcej niż raz dziennie albo wracających bez zakupów, po czym wrzucają te zdjęcia-donosy na serwisy społecznościowe. Ludzie jadący do pracy słyszą za plecami obelżywe wezwania, by zostali w domu. Na biegaczy lecą z góry wiadra wody... 

Dla wielu osób, które pracują przy komputerze w domu (np. nauczycieli), problemem jest upilnowanie własnych dzieci. Ostatni dekret, w którym rząd utrzymał blokadę wszystkiego do 13 kwietnia (a premier Giuseppe Conte w telewizyjnym orędziu dał po raz pierwszy tak jasno do zrozumienia, że aż do połowy maja nic się raczej nie zmieni), zezwala wreszcie wyprowadzać dziecko – ale pojedynczo! – na odległość 200 m od domu. Nawet i to wzbudziło polemiki jako zbyt śmiały krok. Pewien komik zaapelował zaś do władz, żeby uściśliły, że nowe prawo zabrania porzucenia dziecka na ulicy. 

To, co nastanie potem, będzie na pewno trudne: ludzie potracą pracę, gospodarka z trudem będzie się rozkręcać, Unia Europejska może się rozlecieć. Ale już teraźniejszość – nie tylko z powodu rosnącej liczby zgonów – zaczyna być coraz cięższa i wydaje się nie mieć końca. Psychoterapeuci – pracujący oczywiście tylko przez Skype’a – mają mnóstwo klientów i pełne ręce roboty. © Przełożył PB 

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]