Reklama

„Wątpią niepokorni..."

„Wątpią niepokorni..."

18.07.2007
Czyta się kilka minut
W północnej Jutlandii, w Danii, 20 kilometrów od nadmorskiego kurortu Skagen, znajduje się wśród nadbałtyckich wydm niezwykły zabytek: wystająca wieża kościoła, którego mury zasypał piasek. Gdy byłem tam w maju, w obrazie zasypanego kościoła Den Tilsandede zobaczyłem puste kościoły w Niemczech, agnostyków i ateistów z Holandii, ogólnie nieciekawą sytuację Kościoła na Zachodzie Europy. Może nawet na chwilę pojawiły się nieco snobistyczne myśli, że w moim kraju takich zabytków nie uświadczysz, ale teraz się tych myśli wstydzę.
D

Do Danii wróciłem po niespełna dwóch miesiącach, by razem z kolegą co nieco zarobić m.in. na­ koncert Rolling Stonesów i resztę wakacji z ukochaną. W wielokulturowej Kopenhadze katolicy stanowią ok. 1 proc. W Niedzielę Świętojańską poszliśmy z Pawłem do z trudem odnalezionego kościoła Sakraments Kirke. Duńczyków było chyba niewielu, przeważali imigranci z Ameryki Południowej, Afryki, Filipin. Liturgię, w języku angielskim, sprawował ksiądz z kolczykiem w uchu, w otoczeniu ministrantek i imigracyjnej scholi. Po nieudolnych próbach zrozumienia przeze mnie czytań rozpoczęła się homilia: ambitna, ale głoszona w amerykańskim stylu - ksiądz chodził między ławkami, mówił, nawet krzyczał. Zaprzeczenie Trydentu. Po Mszy ksiądz stał przy wyjściu, by każdemu uczestnikowi podać rękę, życząc: "Have a nice week!". Tydzień później, w niedzielę Piotra i Pawła, sytuacja się powtórzyła: ten sam ksiądz, z kolczykiem w uchu, tym razem z ikoną paradował między ławkami, głosząc mądrą homilię. Uczestnicy Mszy - przeważali młodzi - na znak pokoju podawali sobie ręce i pokazywali znak wiktorii, mówiąc "peace". Podczas modlitwy "Ojcze Nasz" wszyscy trzymali się za ręce. Miałem wrażenie, że dobrze znam tych ludzi, choćby tego czarnoskórego mężczyznę, który bezinteresownie podał mi książeczkę z pieśniami, kiedy wypadła mi z ręki. Komunię pod dwiema postaciami rozdawały dwie kobiety i dwóch mężczyzn; blisko 70 proc. uczestników Mszy ją przyjęło.

Rok wcześniej byłem w Wielkiej Brytanii i uczestniczyłem w "polskiej" Mszy, potem jednak chodziłem już tylko na "angielskie". Mimo że nie wszystko rozumiałem, wśród obcokrajowców czułem się lepiej. Nie była to chyba kwestia wyboru "swoich" czy "innych", tylko atmosfery, więzi, bliskości...

7 lipca wróciłem do Polski. Dzień później włączyłem telewizor, usłyszałem homilię i przemówienia, w tym pewnego księdza i premiera rządu wygłoszone podczas XV Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja. Na błoniach częstochowskich zgromadziło się ok. 150 tys. ludzi. Religia zdawała się być żywa, mocna, narodowa, masowa. Anonimowa. A ja zatęskniłem za zlaicyzowaną, dla wielu bezbożną Kopenhagą i Worcester w Anglii. Przypomniałem też sobie fragment wiersza "Homilia" Zbigniewa Herberta: "może tak należy mówić ludziom cichym ufającym/obiecywać - deszcze łaski - światło - cud/lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni/bądźmy szczerzy - to jest także boży lud".

MATEUSZ SZYMULA

(Gdańsk)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]