Reklama

Walijski morał

Walijski morał

17.06.2021
Czyta się kilka minut
Jeśli się wam wydaje, że gra dla drużyny narodowej jest czymś nieważnym, a świetnie zarabiający w superklubie zawodnik podchodzi do występów w mocno przeciętnej reprezentacji jak do kłopotliwego epizodu przed wyjazdem na wakacje, spójrzcie na Garetha Bale’a.
Gareth Bale podczas meczu Turcja-Walia, Baku, 16 czerwca 2021 r. / Fot. Naomi Baker / Getty Pool / Associated Press / East News
C

Czy fachowcy tej miary, co Zinedine Zidane i Jose Mourinho, mogli się mylić aż tak gruntownie? Oczywiście nie. Oczywiście wymogi cotygodniowej rywalizacji w La Liga i Premier League to coś nieporównywalnego z grą w reprezentacji Walii - europejskiego średniaka, wręcz kopciuszka - gdzie Gareth Bale może czuć się zwolniony z obowiązku wytężonej pracy w defensywie i gdzie pozostali koledzy z drużyny pracują w dwójnasób, byle tylko nie musiał zbyt często walczyć o odbiór piłki, zbyt głęboko się cofać i w ogóle tracić sił potrzebnych na zagranie kilku kosmicznych piłek czy przeprowadzenie kilku rajdów w stylu tych, które wczoraj pozwoliły Aaronowi Ramseyowi i Connorowi Robertsowi strzelić bramki w meczu z Turkami.

W Premier League takie rzeczy nie uchodzą - w Tottenhamie widzieliśmy więc w ciągu ostatnich miesięcy zarówno Bale’a wylatującego nad poziomy angielskiej ekstraklasy i na koniec sezonu notującego fantastyczną statystykę, jeśli idzie o stosunek aż 11 bramek do zaledwie 920 minut, które spędził na boisku, ale też Bale’a, którego stateczny trucht w środku pola i wyraźne unikanie fizycznych starć w obawie przed kolejną kontuzją były powodem dramatycznego osamotnienia ustawionego za jego plecami prawego obrońcy i przyczyną, dla której większość trenerów rywali w trakcie przedmeczowych odpraw rysowała swoim podopiecznym autostradę do bramki Tottenhamu właśnie po jego stronie. W sumie nie zazdrościliśmy więc szkoleniowcom północnolondyńskiej drużyny cotygodniowego dylematu: czy wierzyć, że w najbliższy weekend Bale znów coś wyczaruje, czy raczej ostrożnie założyć, że wystawienie go będzie przez spore partie meczu oznaczało de facto grę w dziesiątkę.


Czytaj także: Michał Okoński: Sprzedawca marzeń


Ale w reprezentacji jest i było inaczej. W reprezentacji Gareth Bale nie jest gasnącą gwiazdą europejskiego futbolu, której do końca kariery w piłce klubowej zostało może kilkanaście meczów, człowiekiem jeśli nie wypalonym, to z pewnością znużonym (a już na pewno znużonym hejtem, jaki spotykał go podczas miesięcy siedzenia na ławce, a częściej na trybunach, w Madrycie), szukającym na polu golfowym wyciszenia i odpoczynku od futbolowego cyrku, w którym dziennikarze produkują nieraz teksty mocno odległe od rzeczywistości, a w mediach społecznościowych przeprowadza się lincze bez znajomości elementarnych faktów. W reprezentacji Bale jest kapitanem i liderem, wzorem do naśladowania i kimś, kogo kariera stanowi potwierdzenie, że nawet będąc przedstawicielem maleńkiej futbolowej nacji możesz w futbolu wygrać wszystko. Kimś, kto, owszem, stał się w pewnym momencie najdroższym piłkarzem świata - ale przede wszystkim strzelał fenomenalne bramki w finale Ligi Mistrzów (nie wiem, czy przewrotka w meczu z Liverpoolem w 2018 r. nie była najpiękniejszą spośród strzelonych na tym poziomie rozgrywek…) albo w finale Pucharu Króla (wybiegnięcie aż za linię boczną, żeby wyprzedzić obrońcę Barcelony w 2014 roku, również stało się jednym z ikonicznych zagrań dla futbolu ostatniej dekady), ale przy tym nigdy gry w reprezentacji nie odpuścił, nigdy nie przestał być kolegą, który - prawdę powiedziawszy - nie raz sam wygrywał Walijczykom mecze.

Słynna fotografia z transparentem „Walia, golf, Madryt, w tej kolejności”, zrobiona po awansie na tegoroczny turniej, z pewnością była wizerunkową wpadką, grzebiącą szanse Bale’a na odbudowanie relacji z fanami Realu, ale zrobiono ją w chwili, gdy był naprawdę szczęśliwy. Gdy tych chłopaków, z których niejeden ma za sobą naprawdę trudną drogę (strzelec pierwszej bramki na turnieju, Kieffer Moore, pracował jako ratownik i trener osobisty, i długo grał w klubach z samego dołu angielskiej piramidy ligowej) uczył wiary we własne możliwości. Gdy świecił przykładem, inspirował, słowem: sprawiał, że u jego boku stawali się lepszymi piłkarzami.

Powiedzmy od razu: podczas pierwszego meczu na tym Euro rozczarował - i gdyby Walia ze Szwajcarią przegrała, nie brakowałoby pewnie znanych nam skądinąd głosów, że doskonale zarabiającemu piłkarzowi nic się już nie chce. Remis na inaugurację był jednak dobrym punktem wyjścia do tego, co oglądaliśmy wczoraj w Baku: kolejnego popisu ofiarności, waleczności i odwagi drużyny, zwłaszcza w defensywie walczącej do upadłego (imponował drugi, obok Bale’a, gwiazdor Walii, Ramsey z Juventusu, który oprócz strzelenia bramki desperackim wślizgiem uratował zespół przed wyrównującym golem Turków), tym razem jednak mającej w swoich szeregach także lidera w wielkiej formie.


Czytaj także: Michał Okoński: Najważniejsze jest życie


Statystyki z dzisiejszego spotkania - pięć wykreowanych szans bramkowych, dwie asysty, do tego dwa celne strzały (plus oczywiście spudłowany karny) - nie oddają wyczucia boiskowej przestrzeni, jakie wykazywał uwalniając się spod krycia i zajmując przed podaniami do Ramseya niemal pozycję cofniętego rozgrywającego. Nie oddają lekkości, z jaką tę piłkę zagrywał. Nie oddają precyzji, bo przecież jego podania były nieraz kilkudziesięciometrowe. Nie oddają szwungu, z jakim w ostatniej minucie meczu, zamiast bezpiecznie utrzymywać piłkę w narożniku niespodziewanie ruszył wzdłuż linii końcowej, by mimo gąszczu tureckich nóg wyłożyć futbolówkę Robertsowi. Wspaniałe to było po prostu, a przecież może wspanialsze jeszcze było tamto podanie z pierwszej połowy, zewnętrzną częścią lewej stopy - tylko że wtedy strzał Ramseya obronił Ugurgan Cakir; w sumie po podaniach Bale’a pomocnik Juventusu mógł strzelić nie jedną, a trzy bramki.

No więc Bale’owi się chce. Bale wie, że nic już nie musi - a zwłaszcza nie musi nikomu czegokolwiek udowadniać. Bale nie jest owładnięty obsesją doskonałości, wydaje się nawet, że nie obawia się upływającego czasu. Bale sprawia wrażenie kogoś, kto potrafił zbudować wokół siebie bańkę oddzielającą go od ciężaru oczekiwań. Kto czuje się wolny - wczoraj na boisku był wolny z całą pewnością. Przyjemność patrzenia na kogoś takiego w trakcie tego wielorako obciążonego turnieju (bo pandemia, bo kac po Superlidze, bo chciwość UEFA, bo dogrywany mimo zawału Eriksena mecz Duńczyków z Finami…) jest uzdrawiająca nie tylko z perspektywy kibica polskiego futbolu - choć i tę perspektywę chciałbym na koniec przywołać. Bardzo bym życzył reprezentantom Polski, by zamiast - jak Karol Linetty - przepraszać na konferencji w imieniu całej drużyny, utwierdzając siebie i nas w przekonaniu, że „zrobili bardzo źle”, odnaleźli w sobie ten luz, tę frajdę bycia częścią drużyny i tę wewnętrzną odporność na presję nawet po niestrzelonym karnym, czytaj: po przegranym meczu, którą pokazał nam wczoraj Gareth Bale. Może wtedy, kto wie, zaśpiewają, jak Walijczycy na niepierwszym już europejskim turnieju, piosenkę „Don’t Take Me Home”.


Eurodostęp 2021 - oferta specjalna
https://www.tygodnikpowszechny.pl/sklep
Eurodostęp 2021 - oferta specjalna

Kup roczny dostęp do strony TygodnikPowszechny.pl i odbierz w prezencie książkę Michała Okońskiego "Światło bramki". Nie czekaj, oferta ograniczona! Sprawdź →

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]