W gorączce

Niczego nie nauczyła lustracyjna afera prof. Gilowskiej: ani ostrożności w traktowaniu esbeckich zapisków jako ostatecznej "prawdy", ani roztropnej rezygnacji z gorączkowego pośpiechu w rozpowszechnianiu każdego strzępka zdobytej informacji i natychmiastowego opatrywania go komentarzami. W niczym nie pomogła też kompromitacja ustawodawcza, jaką okazał się tak gromko lansowany projekt nowej ustawy, mającej zastąpić pierwszą ustawę lustracyjną, a teraz, wciąż niedokończony, coraz mocniej krytykowany przez liderów PiS. Casus Zyty Gilowskiej, od początku obdarzanej pełnym zaufaniem władzy na całej linii obrony przeciwko dowodom z archiwów, okazał się absolutnym wyjątkiem, o którym błyskawicznie zapomniano, gdy tylko wróciła następna okazja do zajmowania się teczkami duchowieństwa. Wprawdzie ks. Jankowski, od miesięcy zapowiadający ujawnienie nazwisk swoich donosicieli, wciąż jeszcze nie podaje ich do wiadomości, powołując się na nieukończone rozpatrywanie papierów z IPN i wzywając do ostrożności, ale nazwiska już zaczynają przeciekać i zostają rozgłoszone bez najmniejszej troski o dokładność danych i sprawdzenie czegokolwiek. Nie ma znaczenia, co mówią oskarżeni - wystarczy podać do wiadomości np., że "nie udało się skomunikować". Liczy się tylko wzniecenie sensacji.
Czyta się kilka minut

Zawsze będą media i dziennikarze, dla których poza żerem najświeższej generacji nic nie ma znaczenia. Jest jednak więcej niż smutne, gdy do tego przykładają rękę także ludzie, od których można by oczekiwać odpowiedzialności za Kościół. W jednej z sytuacji lokalnych zabrali głos także katolicy z zewnątrz, wtrącając się w relacje przełożonego zakonu i jego podwładnych, i podniecając atmosferę oskarżeniami o "postawy zaniechania" w Kościele. Nie tylko nieodpowiedzialnie, ale i - w świetle dotychczasowych doświadczeń - głęboko niesprawiedliwie. Wystarczy przecież zapytać, gdzie to niby oczyszczająca moc skutecznej lustracji przyniosła już w Polsce upragnione owoce? Trudno więc pojąć, czemu gorączkowa wiara w "prawdę" z teczek wciąż pozostaje nie tylko nienaruszona, lecz traktowana jako nadrzędne dobro w Kościele...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2006