Ustawianie ostrości

Współczesny dokument­­ to rewelacyjna szkoła patrzenia. Uczy głębszego rozumienia świata i innych ludzi. Uczy, jak się nie dać medialnym manipulacjom.
Czyta się kilka minut

Oglądając filmy na Doc Review, mamy wrażenie, że pojęcie globalnej wioski jest przebrzmiałym mitem. Co z tego, że za pośrednictwem coraz szybszych narzędzi dostajemy informacje z najdalszych zakątków globu. Fragmentaryzacja i przypadkowość strumienia newsów daje tylko chwilowe złudzenie ogarnięcia świata. Tę iluzję uświadamiają filmy dokumentalne - te "prawdziwe", zrealizowane z oddechem i pokorą, bez reporterskiego pośpiechu i pogoni za sensacją. To dzięki nim jesteśmy naprawdę bliżej świata. Po festiwalu ciężko się wraca do filmowej fikcji czy wirtualnej prawdy zalewającej małe i duże ekrany.

Lekcja I: Co to jest człowiek

Japoński inżynier próbuje wcielać w życie wizje rodem z "Blade Runnera". W dobie postępującego starzenia się społeczeństwa pracuje nad stworzeniem androida, który byłby w stanie zastąpić człowieka nie tylko w pracy, ale i w relacjach społecznych. Bohater "Mechanicznej miłości" Phie Ambo ma już na koncie elektroniczną fokę, która w domach opieki zastępuje samotnym starcom kontakt z człowiekiem. Teraz inżynier tworzy sterowaną komputerowo replikę samego siebie, którą testuje na własnym dziecku. Tylko ono zachowa w tym filmie zdrowy ludzki odruch. Choć android jest nie do odróżnienia od żywego taty, dziewczynka z lękiem i zakłopotaniem odrzuca robota. Filmowy inżynier pracujący w służbie ludzkości ma w sobie coś nieludzkiego. Tymczasem elektroniczna lalka, którą stworzył boskim gestem na swój obraz i podobieństwo, i która patrzy na nas ze szklanym smutkiem w oczach - zdaje się niepokojąco "ludzka".

Pytania o granice człowieczeństwa przynoszą także "Rozbitkowie" Gonzalo Arijóna. Ocaleni w 1972 r. z katastrofy lotniczej w Kordylierach opowiadają o dwóch miesiącach spędzonych w przysypanym śniegiem wraku. Opowieści ilustrują fabularyzowane przebitki. Zrazu traktujemy je podejrzliwie, jako coś, co zakłóca dokumentalną czystość, produkując kolejny katastroficzny thriller. Jest jednak w tych rozchwianych zdjęciach (nieostrych niczym migawki wspomnień) coś bardzo szlachetnego. Zdjęcia są dyskretne, unikające epatowania drastycznym szczegółem. O przypadkach ludożerstwa dowiadujemy się z ust samych ocalałych. Ze ściśniętym gardłem opisują nam sytuację, w której pękały kulturowe tabu, ale jednocześnie nie doszła do głosu gra nagich instynktów. Solidarność i resztki nadziei pomogły przetrwać. Po latach rozbitkowie wracają na miejsce tragedii z dorosłymi dziećmi. "Zostało nas szesnastu. Teraz jest nas setka" - mówią ludzie, którzy dotknęli najbardziej ponurej tajemnicy. Dla których cudem było nie tylko ocalenie życia, ale też iskry pozwalającej mienić się istotą ludzką.

Niestrudzony romantyk Werner Herzog w "Spotkaniach na krańcach świata" opiewa żywotność idealizmu. Podobnych sobie "zawodowych marzycieli" tropi tym razem na Antarktydzie, gdzie pracują wybitni glacjolodzy, biolodzy i inżynierowie. Uzbrojeni w najnowocześniejsze szkiełka, przyglądają się geniuszowi natury, która pozostaje dlań mistyczną siłą. Baza McMurdo, usytuowana w pustawym kosmicznym pejzażu, wydaje się oazą ludzkiego ducha, który skrył się tu przed pustym zgiełkiem naszej autodestrukcyjnej cywilizacji.

Lekcja II: Za kulisami newsa

Filmy dokumentalne uczą nieufności wobec płytkich, operujących uogólnieniem i skrótem medialnych przekazów. Pełny metraż pozwala przyjrzeć się z bliska wojnom czy cywilizacyjnym konfliktom. W znakomitym "Na przemiał" Mahmouda al-Massada poznajemy wojujący islam od środka, za pośrednictwem pobożnego muzułmanina z Jordanii, w młodości sąsiada Al-Zarkawiego. Abu Amar sam był mudżahedinem w Afganistanie, teraz, by przeżyć, zbiera kartony. Ma w sobie teologiczną pasję, pracuje od lat nad książką o dżihadzie, chciałby żyć spokojnie i godnie. Czy możliwe, by ktoś taki stał się terrorystą?

W nominowanym do Oscara "Bez końca" Charlesa Fergusona widzimy drugą stronę tego samego konfliktu. Z ust amerykańskich politologów, byłych dowódców i doradców słyszymy litanię oskarżeń pod adresem administracji Busha, która dokonując inwazji na Irak wykazała się brakiem elementarnego przygotowania do wojny. Słyszymy o ideologicznej próżni, jaką przyniosła nieprzemyślana okupacja i rozprawienie się z dawnym reżimem - próżni rychło zagospodarowanej przez islamskich ekstremistów. W żadnym z filmów o Iraku gniew ulicy, rozpacz żałoby, wszechobecny chaos nie mają aż tak namacalnej siły.

Wojna w filmie dokumentalnym nie jest wojną znaną z telewizyjnego okienka. Ma przede wszystkim twarz konkretnego człowieka. W "Cieniu uśmiechu" Tamar Yarom dziewczęta służące w izraelskiej armii na Terytoriach Okupowanych buntują się przeciwko zdziczeniu obyczajów, przeciw prowokacjom i manipulacjom, które są chlebem codziennym młodych żołnierzy. Z wojny uczynili szczeniacką zabawę w poniżanie i zadawanie bólu. "Starałam się pozostać człowiekiem, chociaż trochę" - wspomina młoda żołnierka. Obraz z kamery raz po raz przypomina ten oglądany przez snajperski celownik.

Z kolei wojna domowa w Ugandzie w nominowanym do Oscara "Tańcu wojennym" Seana Fine’a i Andrei Nix Fine ma twarz dziecka-żołnierza, które opowiada nam z detalami o zbrodniach, jakich było świadkiem. W szokującym "Nankin" Billa Guttenberga i Dana Sturmana autentyczne relacje z piekła, jakie zgotowali Chińczykom w 1937 r. japońscy okupanci, słyszymy z ust zarówno świadków, jak i amerykańskich aktorów, którzy wcielają się w postacie bohaterów tamtych czasów. Wszystko po to, by nadać tragedii bardziej indywidualny wymiar, wyrwać ją ze starej filmowej konwencji.

Lekcja III: Panorama i zbliżenie

Kino dokumentalne zabierając nas w odległe kraje, nie funduje egzotycznych wycieczek. Pokazując problemy z pozoru odległe, zmusza do dyskusji o losach świata czy naszej kondycji. Znakomitym przyczynkiem do rozprawy na temat seksualności i jej związków z religią jest film Parveza Sharmy "Jihad For Love", w którym islamscy geje i lesbijki zastanawiają się, jak pogodzić swoje preferencje z prawdziwie głęboką wiarą. Zabieg okazuje się nie mniej trudny niż wymknięcie się surowemu prawu szarijatu, w niektórych krajach karzącemu homoseksualistów więzieniem lub śmiercią. Nic dziwnego, że to właśnie geje i lesbijki z Iranu, Pakistanu, nie mówiąc o bardziej liberalnej Turcji, przejawiają największą wolę zreformowania islamu. To oni postulują idżtihad - czyli ponowne, niedosłowne odczytanie Koranu i sunny.

Z tegorocznego Doc Review najmocniej odcisnął się w mojej pamięci epicki film "W górę Jangcy" Yunga Changa, bodaj najdoskonalszy przykład kina dokumentalnego, które z jednej strony panoramuje ogromną skalę problemów, a jednocześnie ustawia ostrość na indywidualny los. Gigantyczną Zaporę Trzech Przełomów, która zmyła z powierzchni ziemi tysiące miast i wsi, oglądamy z pokładu statku wycieczkowego, wożącego zachodnich turystów szlakiem zapadających się miast-widm. Na statek trafia do pracy dziewczyna, której rodzina szykuje się do przesiedlenia. Konfrontacja luksusowego statku i lepianki, która była dla jej mieszkańców wszystkim, chińskiego cudu gospodarczego z niewyobrażalną nędzą i upodleniem - trudno o bardziej sugestywną szkołę patrzenia i uczenia się świata.

5. Festiwal Planete Doc Review, Warszawa 9-18 maja 2008 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2008