Umierający świat

„Kopanie grobów stało się rutyną. Brało się pierwszy lepszy szpadel, który był akurat pod ręką, i szło na koniec wsi... Nie było smutku. Nie dało się słyszeć płaczu. Żal był jak wyschnięta rzeka”.
Czyta się kilka minut

Wioska Ding na rozległej równinie w chińskiej prowincji Henan pustoszeje, mieszkańcy trawieni gorączką wymierają, wszystkie drzewa wycięto już na trumny...

Dystopia? Nie, to się zdarzyło naprawdę. Zainicjowana przez władze akcja skupowania krwi, w warunkach urągających zasadom higieny, w latach 90. zeszłego wieku w prowincji Henan (z której pochodzi urodzony w 1958 r. Yan Lianke, nagradzany autor kilkunastu powieści, nominowany m.in. do Man Booker International Prize i laureat Nagrody im. Franza Kafki) doprowadziła do epidemii AIDS – bo tym jest właśnie wspomniana gorączka. Ale „Sen wioski Ding” (2006) to nie pamflet polityczny, choć książkę zatrzymała chińska cenzura (wydano ją w Hongkongu i na Tajwanie).

Zacznijmy od onirycznej narracji – kto opowiada? Chłopiec, który już nie żyje. Nie zabiła go epidemia, został otruty z zemsty, to bowiem jego ojciec, który w handlu krwią zwietrzył interes, był we wsi Ding głównym motorem tego przedsięwzięcia. I solidnie się na nim wzbogacił, choć ofiarą AIDS padł jego rodzony brat. A potem umiał wykorzystać zapotrzebowanie na trumny, manipulując ich dystrybucją.

Najważniejszą postacią nie jest tu jednak ów handlarz krwią, Ding Hui, ale jego ojciec, Ding Shuiyang. To przeciwieństwo syna, chciwego spekulanta. Szanowany we wsi, tytułowany jest profesorem Dingiem, bo choć formalnie jest szkolnym woźnym, dzięki wykształceniu zastępuje często nauczycieli. Za namową wysłanników władzy przekonywał kiedyś mieszkańców, by nie bali się oddawać krwi, teraz jednak, dręczony poczuciem winy, zdobywa się na publiczną pokutę i stara się wspierać wymierającą społeczność.

Bo to jest nie tylko przypowieść o epidemii wywołanej przez szaleństwo władzy i rozpaczliwej próbie wydobycia się z nędzy przez jej poddanych, o kłamstwie i jego konsekwencjach, ale też rzecz o odpowiedzialności i o niezdolności do jej odczuwania. A także o rodzinie, miłości i śmierci. Medium, jakim jest martwy chłopiec, paradoksalnie stwarza pewien dystans – czy jednak z tą historią można się w ogóle uporać? Autorskie posłowie kończy się słowami: „Przepraszam każdego, w kim moja książka wywołała cierpienie”. ©℗

Yan Lianke, SEN WIOSKI DING, przeł. Joanna Krenz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, ss. 422

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2020