Ukrainie kończy się paliwo

Zamknięte stacje benzynowe, kolejki przed tymi, które jeszcze działają, limity zakupów. Brak paliwa boleśnie uderza w gospodarkę Ukrainy i zwykłych ludzi.
z Ziemi Lwowskiej
Czyta się kilka minut
Słup dymu nad zbombardowaną przez Rosjan rafinerią i składem paliw w Odesie, 3 kwietnia 2022 r. / fot. Gilles Bader / Le Pictorium/Le Pictorium/East News /
Słup dymu nad zbombardowaną przez Rosjan rafinerią i składem paliw w Odesie, 3 kwietnia 2022 r. / fot. Gilles Bader / Le Pictorium/Le Pictorium/East News /

Tego dnia Borys, dziennikarz z jednego z powiatowych miast zachodniej Ukrainy, wstał wcześnie. Liczył, że gdy stanie z rana w kolejce na pobliskiej stacji benzynowej – gdzie, jak słyszał, mieli rzucić paliwo – uda mu się wreszcie kupić choćby te limitowane 10 litrów, które teraz może jednorazowo zatankować prywatna osoba (w niektórych sieciach z kartą klienta można kupić nieco więcej). Nie udało się: Borys odstał wiele godzin, aby na koniec usłyszeć, że paliwa zabrakło.

Podobne sceny rozgrywają się od kilku tygodni na całej Ukrainie: od Równego i Lwowa na zachodzie po Zaporoże i Mikołajów, położone na wschodzie już w pobliżu frontu. Podobno nieco lepsza sytuacja jest w Kijowie – lepsza w tym sensie, że paliwo bywa na stacjach częściej. Bo spośród kilkunastu stacji, które minąłem jadąc w ubiegłym tygodniu po Ziemi Lwowskiej, otwarta była tylko jedna, a przed nią stała długa kolejka. Deficyt dotyczy głównie benzyny i ropy, lepsza sytuacja jest z autogazem.

Wzrosły też ceny: o ile jeszcze niedawno jadący z Ukrainy do Polski chętnie napełniali baki do pełna, gdyż paliwo było tu znacznie tańsze, dziś ceny na stacjach są podobne jak w Polsce lub wyższe (bywa, że nawet równowartość 10 zł za litr na małych stacjach prywatnych). Z kolei na czarnym rynku trzeba zapłacić, jak słychać, nawet dwukrotną cenę. O ile czarny rynek ma coś do zaoferowania – bo często nie ma.

Deficyt paliw to kolejny skutek rosyjskiej inwazji: wstrzymania dostaw z Rosji i Białorusi, a także intensywnych rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę naftową. Od mniej więcej półtora miesiąca magazyny paliw w całym kraju są stałym celem rosyjskich ataków rakietowych. Ostatnio Rosjanie atakują także rafinerie: w Krzemieńczuku (największą w kraju; zaopatrywała ona ponad jedną trzecią całego ukraińskiego rynku paliw) oraz w Łysyczańsku w Donbasie. Obie wstrzymały produkcję.

Tymczasem, jak czytamy w opracowaniu Ośrodka Studiów Wschodnich, przed 24 lutego Ukraina produkowała tylko 50 proc. potrzebnej w kraju benzyny, 15 proc. oleju napędowego i 20 proc. gazu LPG, zaś dwie trzecie importu benzyny i oleju napędowego pochodziło z Białorusi i Rosji. 

Choć jeden kanister

Wprawdzie Ukraina przestawia się teraz na nowe szlaki dostaw i rozbudowuje import paliw z krajów Unii lub z innych regionów świata (tutaj tranzytem przez Unię), ale logistycznie jest to trudne. Minister gospodarki Julia Swiridenko twierdzi, że mocy przepustowych brakuje także po stronie unijnej, a w portach europejskich, gdzie przeładowywane jest zakontraktowane paliwo, tworzą się „korki”. 


ATAK NA UKRAINĘ | KORESPONDENCJE, ZDJĘCIA, ANALIZY | CZYTAJ NA BIEŻĄCO W SERWISIE SPECJALNYM >>>


W piątek 13 maja portal Radio Svoboda cytował minister Swiridenko, która tego dnia podczas posiedzenia rządu miała powiedzieć, iż rezerwy benzyny na Ukrainie wystarczą obecnie na pięć dni, a oleju napędowego na trzy dni. Aby uniknąć kolejek na stacjach, zapasy powinny wystarczyć na 15 dni. Kwestię zaopatrzenia kraju w paliwo Julia Swiridenko nazwała drugą najważniejszą po dostawach broni. Minister ma nadzieję, że w drugiej połowie maja sytuacja poprawi się za sprawą zwiększonych dostaw z zagranicy.

W tym momencie te zapasy, które są, trafiają – co zrozumiałe w realiach wojny – w pierwszym rzędzie do wojska, a także do służb ratunkowych oraz komunalnych – lokalna administracja wydaje im kartki na paliwo, które można realizować na niektórych stacjach. 

Trudno dziś ocenić, jak ta sytuacja przełoży się na gospodarkę, w tym na rolnictwo. Choć rolnicy obsiewają pola zbożami jarymi, i choć także na zachodniej Ukrainie kiełkują już zboża ozime, a złociste pola rzepaku ciągną się miejscami po horyzont – jeśli deficyt paliwa się utrzyma, trudno będzie zebrać i transportować plony. Byłby to kolejny wielki problem dla branży rolnej, która za sprawą rosyjskiej blokady portów nie może dziś wyeksportować zeszłorocznych zapasów zbóż i olejów.

Deficyt paliw uderza też w ukraiński wolontariat: ten, który od 2014 r. tradycyjnie odgrywa istotną rolę we wsparciu dla walczących żołnierzy i cywilów dotkniętych wojną. Aby pomoc, którą zgromadzili lub otrzymali z Polski, przewieźć na wschód do ostrzeliwanych miast i frontowych szpitali, wolontariusze z zachodniej Ukrainy muszą dokonywać kolejnych organizacyjnych cudów. Stąd też ich prośby: aby jadący z Polski zabierali ze sobą – prócz pomocy humanitarnej – również choćby jeden kanister z paliwem.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2022