Trudne słowo

Gdy wczoraj w telewizyjnej dyskusji dziennikarzy posłyszałam termin "polityka pamięci", pomyślałam od razu, że trudno o bardziej niebezpieczne zestawienie. Słowo "pamięć" samo należy do najtrudniejszych słów, ale w tym zestawieniu staje się bezbronne i wydane na łup największych nadużyć. W ostatnim czasie odmieniamy je w naszym kraju przez wszystkie przypadki tak często, jak dawno już nie było, ale to wina - by tak rzec - kalendarza rocznic. Ale nadto stało się ono narzędziem tysiąca gier służących celom wszelakim. Już w nazwie ważnego instytutu pamięć, ozdobiona jeszcze wyjątkowo cennym przymiotnikiem, oznaczać nagle zaczęła także i zawartość archiwaliów bezpieki... W potyczkach polityków pamięć jest nie tylko instrumentem zyskiwania znaczenia, powagi, cnót, jest także najbardziej poręcznym (i najdotkliwszym) narzędziem do okładania przeciwnika. Nie ma się co nad tym rozwodzić, to przecież nasz chleb powszedni. Dlatego zejdę na margines. Ten, na którym egzystuje pamięć uznana za mało ważną albo i niepotrzebną.
Czyta się kilka minut

Ostatnio upomnieli się o nią sąsiedzi litewscy: "zapomnieliście o nas", stwierdził jeden z organów prasowych po obchodach na Westerplatte, wskazując, że kiedy piętnowany był pakt z 23 sierpnia 1939 r., nikt z mówców nie przypomniał, iż w jego wyniku nie tylko Polska straciła Kresy, ale zagarnięte zostały trzy państwa nadbałtyckie. Inny przykład. Jeden z dziennikarzy omawiających uroczystości 1 września samotnie żałował, iż w żadnym z podsumowań II wojny światowej nie zmieściły się mogiły sześciuset tysięcy poległych na ziemiach polskich w walce z okupantem niemieckim żołnierzy Związku Sowieckiego. Fakt: nie wspomnieliśmy o jednych i o drugich. Janka Ochojska w ogromnie ważnej rozmowie telewizyjnej o obliczu i obustronnym dramacie dzisiejszych konfliktów wojennych przypomniała nam - właśnie teraz, w dniach krakowskich modlitw o pokój z przedstawicielami religii świata - że w samej Afryce jest dziś dwadzieścia kilka takich konfliktów. Teraz kto tam jedzie pomóc? Kto o tym pisze i mówi?

To są takie rozrzucone, bolesne paciorki pamięci lekceważonej, marnowanej, uznanej za zbyteczną. Jeszcze dwa przypomnę, dotyczące dawniejszych lat. Jeden z listu czytelniczki "Tygodnika", która w maju próbowała upomnieć się o czterdziestą rocznicę bolesnej i niewyjaśnionej śmierci Jerzego Zawieyskiego. Ani my w "TP", ani jego dawny KIK warszawski nie zatroszczyliśmy się bodaj o klepsydrę. A drugą zdumiewającą wiadomość wyczytałam w świetnej książce o Hannie Malewskiej, napisanej przez Annę Głąb, doktorantkę KUL. Malewska, nasz filar duchowy, przez cały czas wojenny pracowała jako kierowniczka komórki szyfrów zagranicznych przy Komendzie ZWZ (potem AK). Otóż okazuje się, że jej przyjaciele Znakowi, jak pisze autorka, "dowiedzieli się o tym wiele lat po jej śmierci". A to znaczy, że nie dbaliśmy o pamięć, tak jak należało. Po prostu nie dbaliśmy. Żal i wstyd.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2009