Taki klimat

Piątek mija, zamiera kampania wyborcza, a ja czytam przenikliwe, cierpkawe zapiski Andy Rottenberg sprzed lat czternastu. I widzę w nich przestrogę przed idealizowaniem przeszłości.
Czyta się kilka minut

Tytuł odnosi się do listy wyniesionej z Instytutu Pamięci Narodowej przez Bronisława Wildsteina. Współpracownicy SB sąsiadowali na niej z „figurantami”, czyli tymi, których służby obserwowały z racji ich działalności czy też podejrzanych kontaktów. Powszechnie uznano ją jednak za „listę agentów”, krzywdząc wielu ludzi zaangażowanych w opozycję. „Cały Peerel w układzie alfabetycznym, od a do zet... A co z KGB?” – pyta ironicznie autorka. Ona sama też znalazła się na liście i złożyła w IPN wniosek o uznanie za pokrzywdzoną. Zaświadczenie z datą 20 czerwca 2005 zamyka książkę, którą otwarła wiadomość o wyczynie Wildsteina.

Wewnątrz opowieść o życiu w cieniu mniemanego piętna, czy raczej wbrew niemu. I relacja z kraju, w którym trwa permanentny bałagan, a większości polityków zupełnie nie obchodzi kultura. Jeśli zaś obchodzi, wtedy jest jeszcze gorzej, bo albo ją traktują instrumentalnie, albo cenzurują. Anda Rottenberg, znakomita znawczyni sztuki współczesnej, straciła szefostwo Zachęty po wystawie przygotowanej w 2000 r. przez wielkiego kuratora Haralda Szeemanna, na której znalazła się rzeźba Maurizia Cattelana „La nona ora” – papież przygnieciony meteorytem. Minister Ujazdowski zmusił dyrektorkę do odejścia, a oburzenie środowisk prawicowo-katolickich znalazło dodatkowe ujście w antysemickim hejcie. Z kolei ważna wystawa o relacjach polsko- -niemieckich w sztuce, o której projekcie czytamy w tym dzienniku, doczekała się realizacji dopiero sześć lat później – bo po drodze były wybory i ideologiczna chorągiewka zaczęła wskazywać inny kierunek. W dniu śmierci Jana Pawła II diarystka notuje: „Umarł. / Zmówmy modlitwę. / Zapalmy świece. / Bądźmy lepsi”. Szybko jednak zauważa, że żałoba – w której sama uczestniczy – zmienia się w pompatyczny obrzęd i patetyczne wielomówstwo. A pojednanie zwaśnionych polityków czy kibiców było tylko na pokaz.

Gorzko? Taki klimat. Jest jednak w tym dzienniku inna warstwa – zapis radości czerpanej z przyjaźni, z mozolnego naprawiania rodzinnych więzi, z kotów, z ogrodu. I ta warstwa okazuje się mimo wszystko najważniejsza. ©℗

ANDA ROTTENBERG, LISTA. DZIENNIK (STYCZEŃ – CZERWIEC 2005), Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2019, ss. 192

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2019