Wielkość Jana Chrzciciela przejawiała się w tym, iż potrafił znikać, schodząc na drugi plan po to, aby pełniej było widać Chrystusa. Wskazując całym swym życiem na przychodzącego Mesjasza, potrafił odchodzić od najbliższych sobie wartości. Odszedł z rodzinnego domu, gdzie jako długo oczekiwany jedynak mógłby prowadzić spokojne bezproblemowe życie. Odszedł od spokoju pustynnej ascezy, wypełnionej medytacją i modlitwą. Odszedł od zasłuchanych tłumów, które ceniły jego autorytet i chłonęły jego słowa, gdy nauczał nad brzegami Jordanu. Odszedł od wolności w imię głoszonej prawdy. Odszedł od życia, by dać ostateczne świadectwo temu, który jest drogą i prawdą, i życiem.
Po ludzku sądząc, św. Jan nie był człowiekiem sukcesu. Trudno bowiem uważać za sukces uwięzienie i śmierć na progu trzydziestki. W Chrystusowej perspektywie tamta śmierć jawi się jednak jako potwierdzenie prawdy, iż między narodzonymi z niewiast nie było większego od Jana. Ucząc się tej wielkości, trzeba umieć ze spokojem odchodzić od tego, co najbliższe, aby całym życiem ukazywać przychodzącego Chrystusa. Nawet dramatyczne ścięcie nie jest wtedy w stanie zniszczyć tej wolności ducha, która ukazuje wyzwolenie niesione przez Zbawiciela.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















