Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Szmira

Szmira

17.10.2017
Czyta się kilka minut
To jednak pocieszające, że w kraju, który wybrał sobie na prezydenta człowieka uważającego, że każdy wpływowy mężczyzna może kobiety łapać za krocze, jeśli go najdzie taka szalona ochota, wybuchła w końcu afera Harveya Weinsteina.
Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
J

Jeden z najbardziej wpływowych ludzi kina, decydujący o wielkich karierach aktorskich i obsadzie w najgłośniejszych oscarowych filmach, został oskarżony przez liczne kobiety – w tym słynne aktorki hollywoodzkie – o molestowanie seksualne i gwałty. Hollywood trzęsie się z oburzenia, kolejne postaci czują się w obowiązku wyrazić swoje obrzydzenie sytuacją i poparcie dla tych odważnych kobiet, które (w końcu! czemu tak późno! gdybyśmy tylko wiedzieli!) zabrały głos. Niektórym co prawda – zwłaszcza tym, którzy, jak Hillary Clinton, korzystali ochoczo z donacji producenta – ta pełna oburzenia reakcja zajęła nieco więcej czasu. Niektórym – jak aktorowi Benowi Affleckowi – słowa o współczuciu dla ofiar nie wyszły na dobre, gdy jedna z nich oskarżyła aktora o to, że od dawna o wszystkim wiedział. Przykro musiało się zrobić również wszystkim fanom talentu Russella Crowe’a i Matta Damona,...

4734

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

wobec skasowania (przez moderatora tego forum) komentarza, do którego się krytycznie odnosiła. Dziękuję.

lewicy, że fala oburzenia uderza głównie, jeśli nie wyłącznie, w osoby i środowiska z jej zaplecza. Na pytanie "dlaczego teraz?" można równie dobrze odpowiedzieć, że to rezultat niedawnego "buntu mas" przeciwko jej praktycznemu monopolowi w mediach, kulturze i nauce, przynajmniej tej zideologizowanej i wzywanej jako ostateczny i nieznoszący sprzeciwu arbiter we wszystkich możliwych sporach politycznych. Coś pękło i trudno będzie to skleić albo chociaż zamieść skorupy pod dywan. Uznanie dla felietonistki za odważne zmierzenie się z dysonansem poznawczym i wygarnięcie spod dywanu nazwiska Polańskiego, któremu trudniej będzie współczuć, potępiając jednocześnie Harveya za nadużycia władzy nad karierami młodych, ale dorosłych aktorek. Spicie i nadźganie prochami, a następnie wykorzystanie 13-latki mimo jej niewczesnych oporów (chociaż za domniemana zgodą jej matki) to jednak zarzuty o wiele poważniejsze. I nie złagodzi tego nawet odruch warunkowy na nazwisko min. Ziobry, a to dlatego, że jego środowisku ze wszystkich możliwych gęb najtrudniej jest dorobić ryj seksualnie nadaktywnego knura. Skoro jesteśmy przy gębach, to przecież nie bez przyczyny kreowano wizerunek PiS jako stowarzyszenia postklimakterycznych megier i prawiczków lub kryptogejów pod przywództwem mentalnej starej panny. Ewolucja wytworzyła w nas odruchowy podziw dla jurności i brutalności, całkiem uzasadniony warunkami walki pierwotnej hordy o przetrwanie, a późniejsze kulturowe wynalazki służyły tylko reglamentowaniu tych cech, m.in. uznaniu ich za naturalny przywilej władzy, a nie ich całkowitemu stłumieniu. Kazus Harveya W. będzie jeszcze przedmiotem wielu psychologicznych, socjologicznych i politycznych interpretacji oraz pretekstem do przełamania niejednego tabu. Bywa, ze naruszonego lekkomyślnie, o czym przekonuje artykuł z "Tablet magazine" i wyrazy ubolewania, jakie po nim nastąpiły. http://www.tabletmag.com/scroll/246724/the-specifically-jewy-perviness-of-harvey-weinstein.

"Ewolucja wytworzyła w nas odruchowy podziw dla jurności i brutalności, całkiem uzasadniony warunkami walki pierwotnej hordy o przetrwanie". Jakich "nas", jeśli wolno spytać??????

No, może z wyjątkiem istot tak wysublimowanych, że właściwie już należących do wyższego porządku ewolucyjnego ;) Naprawdę trzeba przytaczać przykłady na poparcie tak trywialnej tezy? Nie wystarczą np. wizerunki "faraona masakrującego nieprzyjaciół" z prehistorycznych grobów w Hierakonpolis, a z drugiego krańca historii - popularność filmów z Bondem albo sportów walki? Czy nieposkromiona seksualność artystów takich jak Picasso, Ribeira albo, dajmy na to, Mick Jaegger, to tylko nieistotny, przygodny aspekt ich biografii, czy właśnie coś, co wzmaga zainteresowanie i podziw tłumów? Don't take it personally. Mówimy o tendencjach.

"czy trzeba przytaczać przykłady na poparcie tak trywialnej tezy?" Tak, bardzo proszę, bo nie znam osobiście nikogo, kto by taki podziw żywił. "Popularność filmów z Bondem albo sportów walki"? Zupełnie różne rzeczy wrzucone do jednego worka, albo Pan(i) nie wie nic o takich filmach ani takich sportach. Dalej cytuję: "Czy nieposkromiona seksualność artystów takich jak Picasso, Ribeira albo, dajmy na to, Mick Jaegger [sic] to tylko nieistotny, przygodny aspekt ich biografii, czy właśnie coś, co wzmaga zainteresowanie i podziw tłumów? " Nie jestem pewien, czy tłumy podziwiają P. czy R., albo czy choćby wiedzą, kim oni byli. Aha, J. S. Bach miał 2 żony i kilkanaścioro dzieci; to pewnie też wzmaga podziw tłumów dla niego.... Już słyszę te tłumy skandujące "Go Va, Go Va" albo "Ku de Fu, Ku de Fu". a skrycie myślące "ale sobie poj ... ł, ech sobie poj...ł ten wielki, boski JSB".

zwykli się powoływać na argument ze starożytności obyczaju, czyli, że jakoby od prawieka gwałcono w najlepsze, ku zachwytowi gwałcicieli, gwałconych, oraz całej przyglądającej się temu z podziwem ponad odchłanią wieków ludzkości, i nikomu to nie przeszkadzało. Oto więc świadek na "nie", Gotfryd Chaucer, pisarz angielski, czternasty wiek, który w swoich "Opowieściach kanterberyjskich" wkłada w usta takiej kumoszce z Bath następującą opowieść z czasów króla Artura, V w. po Chr.: And so befell it that this king Arthour / Had in his house a lusty bachelor, / That on a day came riding from river;/ And happe[ne]d that, alone as she was born,/ He saw a maid walking hym beforn,/ Of which maid anon, maugree [despite] her heed,/ By very force he rafte [robbed] her maidenhead;/ For which oppression was such clamour/ And such pursuit unto the king Arthour,/ That damned was this knight for to be dead,/ By course of law, and should have lost his head/ Peradventure, such was the statute then/ lubieżny rycerz zgwałcił dziewicę, a tak się to rozniosło, że doszło do króla Artura i w wyniku procesu i w oparciu o obowiązujące wówczas (V w.!) prawo lubieżnik został skazany na ścięcie.

.

Ja jestem ojcem trzech nastolatek. Dziewczyny są towarzyskie, życzliwie nastawione do ludzi, bez uprzedzeń rasowych i raczej dość naiwne. W świecie gdzie zasady a zwłaszcza zwykła ludzka przyzwoitość nie są w cenie łatwo się dać nabrać i pogubić. Pozdrowienia dla pani Felietonistki. https://www.youtube.com/watch?v=FQkaH5ppFek

... z drugiej strony, trzeba pamiętać o tym, że oskarżenie nie jest jeszcze dowodem winy, a osoba, która bezpodstawnie oskarża zobowiązana jest do zadośćuczynienia za swoje bezpodstawne oskarżenia i niesprawiedliwość przez nie wyrządzoną --- tymczasem oskarżenia o molestowanie stały się łatwe i tanie, a nawet dochodowe. O ile wiem, zarzuty "nowojorskie" pod adresem DSK zostały wycofane. Poczekajmy więc z potępieniami. Co do "podziwu dla brutalności i jurności" to może słowo "podziw" jest niezbyt fortunne, ale oczywiście istnieje rodzaj zimnego uznania dla fachowego oszusta, mordercy, demagoga czy rycerza jakich to jeszcze innych antywartości.. na pewno. Józef Stalin, Adolf Hitler czy w innej skali Nikodem Dyzma byli mistrzami w swoim "fachu"; ale nie nazywałbym tego uznania "podziwem".

Jeśli szanowne panie, które przypomniały sobie o tym - czasem nawet po dwudziestu latach - że pan Weinstein traktował je niegdyś w sposób niegodny dżentelmena znalazły się potem na liście płac tego znanego producenta to cała rzecz może być potraktowana jako prostytucja czyli świadczenie usług seksualnych za odpowiedni ekwiwalent materialny. To trochę tak jak z Hinduskami ale też Polkami pracującymi w magazynach w Anglii. Niektóre z nich dźwigają ciężkie kartony a inne drukują nalepki na te kartony. Zwykle nie decydują tu kwalifikacje intelektualne ani przypadek. Wiem bo byłem i widziałem jak to działa wśród tzw ludzi nizin. Obawiam się, że u ludzi z wyżyn może być podobnie.

Ten sposób myślenia prowadzi nieuchronnie do formuły podanej -- oczywiście ironicznie -- przez p. Dziewit-Meller 3 numery temu ( 02.10.2017): "Same się prosimy" -- winne są same kobiety, które się "nastręczają" niewinnym i naiwnym, niedoświadczonym i niezbrukanym 40-paroletnim chłopcom na stanowiskach kierowniczych. Wiedzieliśmy to od zawsze! Znakomita felietonistka zechce to, mam nadzieję, podnieść i podjąć. Cdn. P.s. Ludzi dźwigających kartony nie określałbym jako ludzi "z nizin", ale to osobny problem.

Sam dźwigałem w Anglii kartony. Osobiście więc nie odczuwam - broń Boże - żadnej wyższości, a raczej przeciwnie - solidarność z tymi ludźmi. Rzecz w tym, że u nas taki podział staje się na nowo aktualny i popularny. A napędza go ostry konflikt polityczny, z którym mamy do czynienia w Polsce. Jedna ze stron konfliktu jest ponoć antyintelektualna, zacofana, ciemna czyli raczej nie są to społeczne wyżyny. A jak było u Weinsteina ? Zapewne każdy przypadek trzeba rozpatrzyć indywidualnie. A ja tylko zauważam, że obrońcy Weinsteina maja raczej łatwe zadanie co przecież nie oznacza iż Weinstein jest niewinny. Adwokat Weinsteina może postawić taką oto tezę: "Mój klient jest seksoholikiem, a więc człowiekiem chorym i niestety liczne kobiety wykorzystywały jego przypadłość aby zrobić karierę w Hollywood."

... jeśli coś takiego jest, może oczywiście paść ofiarą kogoś, kto to jego schorzenie wykorzysta, bez wątpienia. Pytanie, czy nie jest poniekąd odpowiedzialny za swój seksoholizm... Jak było z Weinsteinem -- oczywiście nie wiemy. Faktem jest jednak, że to na ogół mężczyźni na wyższych stanowiskach stwarzają takie stosunki społeczne, w których jednej czy drugiej kobiecie może się zacząć wydawać, że droga do niedżwigania kartonów czy niegrania podrzędnych ról wiedzie przez zachęcenie swojego szefa, choćby dyskretne, do ujawnienia swych skrytych pragnień. Pracuję w środowisku akademickim, dalekim od skrajności zarówno "wyżyn" jak i "nizin", ale i tu dzieją się różne rzeczy. A w wielu innych wypadkach takiemu szefowi może się *wydawać*, że jego asystentka, doktorantka czy tam kto wysyła takie sygnały, podczas gdy ona tego nie robi. Życzenie jest matką myśli, a może czytał Pan "Klub Pickwicka", polecam "Promising Language: Betrothal in Victorian Law and Fiction" Randalla Craiga. Ale to ci niewinni naiwni i wprost dziewiczy szefowie stwarzają ogólne ramy takich sytuacji i dlatego na nich spada, czy raczej powinno spaść, odium. Co do naszych polskich "nizin", czy raczej tych, którzy za takowe (i przez kogo!) są uważani to ..., jakby powiedział Mark Twain, "spuśćmy zasłonę litościwego milczenia" na to...

Sprawa Weinsteina ma jeszcze jeden ważny aspekt. Otóż jest wielce prawdopodobne, że niektóre aktorki nie ulegały Weinsteinowi. Być może taka postawa kosztowała je utratę intratnych kontraktów na rzecz koleżanek, które ulegały. Dlatego też sądzę, że nazywanie tych kobiet, które twierdzą, że Weinstein je skrzywdził - bohaterkami - a teraz można spotkać sporo takich komentarzy - za nietrafne. Można domniemywać, że mamy tu do czynienia z ofiarami molestowania i - być może - nawet gwałtu ale prawdziwego heroizmu w postawie pań, które obecnie oskarżają Weinsteina o seksualne przewinienia trudno się dopatrzeć.

nie są bohaterkami. Tego zresztą pani Dziewit-Meller wcale nie twierdzi. Ofiary jako takie nigdy nie są bohaterami. Jana B. napadli i ograbili -- godzien współczucia ale nie bohater, a przynajmniej nie DLATEGO, że padł ofiarą bandytów (może np. swego czasu uratował dziecko z topieli czy tp., ale to inna historia). W dodatku środowisko Hollywoodu, moralnie dość dwuznaczne już niezależnie od wszelkiego molestowania i "brudnych gestów"... nasze współczucie dla jego ofiar ulega by tak powiedzieć pewnej relatywizacji. Ktokolwiek wkracza do takiego świata ten wie, albo przynajmniej powinien wiedzieć, że to nie harcerstwo czy kółko różańcowe (choć i tu dziać się mogą różne rzeczy, człowiek jest tylko człowiekiem). Co innego dźwigające kartony Hinduski czy Polki. Są też oczywiście przypadki wykorzystywania mężczyzn (zwłaszcza młodszych) przez kobiety na pozycjach kierowniczych, i nie ma powodu, by te ostatnie sytuacje mierzyć inną miarą. Ale przynajmniej jak dotąd takim wykorzystywaczem jest częściej mężczyzna. W sprawie Weinsteina musimy odczekać wyrok, obowiązuje nas domniemanie niewinności czy "innocent until proven guilty".

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]