Strzeż się tych nie-miejsc. Czy Polska to faktycznie przestrzeń obcości?

Rzędy paczkomatów, bezimienne hale, szkielety nietrafionych przedsięwzięć, korytarze centrów przesiadkowych i nowoczesnych budynków modułowych, inwestycje deweloperskie w środku pola...

13.12.2023

Czyta się kilka minut

Olga Drenda - Felieton w "Tygodniku Powszechnym"
Bathophobia - lęk przed głębia, dotyczy także korytarzy. / fot. Olga Drenda

„Liminalny” to takie słowo, które odruchowo wywołuje uśmieszek absolwenta etnologii, bo studenci I roku poznają je na zajęciach wprowadzających i oczywiście, typowo dla oczarowanych świeżo zdobytą wiedzą neofitów, lubią się szczycić jego znajomością i stosować nawet tam, gdzie zupełnie nie pasuje. O jego hermetyczności dowcipkował niegdyś Jerzy Pilch i nie dziwię się – to wręcz definicja „trudnego słowa służącego do imponowania innym”. Do czasu. Dziś brzmi zwyczajnie, bo powszechnie zaczęliśmy zauważać jego coraz bardziej wszechobecny desygnat. Za sprawą nowej mitologii, która wykluła się w internecie, słówko to wyszło ze słownika szpanujących studentów do użytku powszechniejszego. A przy okazji celnie trafiło w nowy sposób patrzenia na świat, również ten offline.

Dla porządku: „liminalność” oznacza „stan przejściowy”, „trwanie pomiędzy”. Dlatego może odnosić się – jak w klasycznej etnologii – do momentu zmiany statusu w rytuale przejścia (na przykład: okres między zakończeniem studiów a obroną dyplomu, między złożeniem wniosku o zawarcie małżeństwa a wymianą obrączek). Ale szerzej – do wszystkich stanów, momentów i miejsc, w których coś lub ktoś znajduje się „jeszcze nie tu, ale już nie tam”. Przeprowadzka. Poszukiwanie nowej pracy. Oczekiwanie na odpowiedź. Oczekiwanie na uformowanie się stabilnego rządu. Siedzenie w realnej albo symbolicznej poczekalni.

Ale liminalne są też przestrzenie. Antropolog Marc Augé pisał kiedyś o „nie-miejscach”, czyli zestandaryzowanych przestrzeniach, w których stajemy się anonimowi, które zostały zaprojektowane tak, by nie generować żadnych uczuć (nie zawsze z powodzeniem, por. dworzec w Poznaniu). Przestrzeń liminalna, w takim znaczeniu, w jakim zaczęła nawiedzać współczesny folklor, to niezupełnie to samo: jest anonimowa, ale przez to napełniająca się intensywnymi uczuciami, głównie nostalgii, strachu, ciekawości niesamowitego. Patrzymy w pustkę i zaczynamy dostrzegać widma. Dla kogo gra odbijający się echem radiowy hit w opuszczonym centrum handlowym? Co dzieje się nocą w starym sklepie zagospodarowanym na ścianę paczkomatów?

Według internetowego mitu o The Backrooms, rzeczywistość ma swoje straszne zaplecze, do którego można w chwili nieostrożności przeniknąć na zawsze, utykając w niekończących się korytarzach wyłożonych starą wykładziną albo na wielkim parkingu podziemnym, przy wtórze buczącej świetlówki. Co za istoty zamieszkują tę przestrzeń – strach myśleć. Tak przynajmniej głosi creepypasta (internetowy gatunek fikcji z pogranicza legendy miejskiej i horroru), która zainspirowała już kilka dziełek kultury (krótki film Kane’a Parsonsa, gra), ale przede wszystkim zaraziła globalną wyobraźnię konceptem przestrzeni nieco upiornych przez swój brak właściwości. Ich zwyczajność i nijakość osiąga punkt krytyczny, za którym czai się już niesamowite.

Co właściwie sprawia, że anonimowe „antymiejsca” fascynują i straszą jakby nieco bardziej niż dotychczas? Przecież tam, gdzie słychać głównie echo, obawa jest jakby elementem programu. Dzieci wzajemnie stawiają sobie wyzwania, by zajrzeć na strych czy do opuszczonego domu. Lech Janerka przypominał dawno temu, by strzec się „zakamarków, schodów, wind”. Miał co prawda na myśli Wrocław, ale sądzę, że jego przestrogi pasowały i do wielu innych szerokości geograficznych. 

Podejrzewam jednak, że coś się zmieniło. Liminalność zaczęła wkradać się poza granice „pomiędzy”, anektując przestrzenie znane i oswojone. Rzędy paczkomatów, szkielety nietrafionych przedsięwzięć, anonimowe biało-szare hale i korytarze centrów przesiadkowych czy nowoczesnych budynków modułowych, ulice kończące się niczym, wiecznie niedokończone czy nieprzemyślane remonty, inwestycje deweloperskie w środku pola, zaprojektowane czasem po to, by nikt tam nie mieszkał. To dzisiaj nasz krajobraz, nasza – by pożyczyć sobie termin od grupy fotografów-obrazoburców z lat 70. – „nowa topografia”. W dodatku, w przeciwieństwie do dawniejszych miejsc niczyich, które mogły kryć w sobie element paradoksalnej gościnności, te są monitorowane, ogrodzone, strzeżone, doświetlone zimnym LEDem. To przestrzeń obcości, a obcość ta sięga wszędzie. Straszy i ciekawi, bo z zasady wyprasza.

Jeśli wierzyć użytkownikom serwisu Reddit publikującym tam zdjęcia, krainą przestrzeni liminalnych jest Polska. Może to świadczyć po prostu o wyjątkowym zaangażowaniu polskich fotografów pasjonatów. Ale może nie tylko o tym.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Badaczka i pisarka, od września 2022 r. felietonistka „Tygodnika Powszechnego”. Autorka książek „Duchologia polska. ­Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, „Wyroby. Pomysłowość wokół nas” (Nagroda Literacka Gdynia) oraz rozmów „Czyje jest nasze życie” ­(… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Strzeż się tych nie-miejsc