Stanisław Mancewicz: Niedorzeczne i dorzeczne

Rzecz to pewna – przestraszyliśmy się. Pierwszy raz od II wojny światowej spadła tu obca bomba i zabiła ludzi.
Czyta się kilka minut
FOT. GRAŻYNA MAKARA

Rzecz to pewna – przestraszyliśmy się. Pierwszy raz od II wojny światowej spadła tu obca bomba i zabiła ludzi. Przestraszyliśmy się, oczywiście, prawie wszyscy, bo zawsze są tacy, którzy się nie boją niczego i nigdy. Każdy z nas wie, że ludzi, którzy się nigdy niczego nie boją, należy unikać, podobnie tych, którzy zawsze boją się wszystkiego. W skrajnych sytuacjach to się oczywiście w życiu zdarza, może być i tak, że mamy w domu zarówno kogoś bojącego się wszystkiego, jak i kogoś niebojącego się niczego. Co robić?

Trzeba się wyprowadzić. Ktoś powie, że skrajny lęk ze skrajnym nielękiem można przecież spróbować mieszać. Że są to substancje podobne dowolnej sklepowej „nalewce babuni”, w której arcymistrzowsko zmieszana jest starość z młodością, nowoczesność procesów chemicznych w wytwórni klejów i farb z ich prehistorią. Niestety. Strach z niestrachem nie ulegają miksowaniu i neutralizacji. Stoją zawsze osobno.

Stosunek do wojny, choć z jednej strony pełen naturalnego, więc dość oczywistego lęku, jest w Polsce jakby dobry – to wrażenie nie odstępuje nas od wielu lat. Wojna jako mechanizm wychowawczy i formujący osobowość, jako zdarzenie wzmacniające tzw. substancję, eliminujące wstydliwą miękkość, a na pewno – za przeproszeniem – nietwardość. Są to poglądy może nie za częste, ale na pewno słyszalne. Ktoś powie, że głupków nigdzie nie sieją, owszem, ale jednak w Polsce, mimo niesiania, jest ich szokująco wielu, nawet wśród ministrów.


PRZECZYTAJ TAKŻE:

MANCEWICZ: Oczywiście, każdy by chciał, byśmy dziś zajęli się znaną wypowiedzią prezesa PiS-u na temat forsownego chlania przez kobiety w wieku rozrodczym >>>>


Gdy tak sobie spokojnie gwarzymy o wojnie, spokojnie mimo przypadkowego upadku obcej bomby, gdy brniemy przez kolczaste zarośla tutejszych emocji, ogarniamy łopiany zasłaniające rodakom istotne widoki, gdy w ogóle, ku radości mas czytelniczych, przemyśliwujemy na głos nastroje społeczne, wyrastające przecież z żyznej gleby tutejszej mentalności, przyszedł nam do głowy zestaw pytań. Bardzo – co tu kryć – niesłychanych bądź niezadawanych. Od dość osobliwego, czy mianowicie jest jakiś rodzaj wojny, który by nam tu odpowiadał, pomijając wojnę nuklearną, rzecz jasna, i wojnę domową, co do której nasze mniemania są całkowicie niejednoznaczne. No więc z kim najchętniej? Z kim niechętnie? Czy jest jakiś wyobrażony model wojny, w której byśmy wraz z naszym doświadczeniem uczestniczyli – za przeproszeniem – z przyjemnością? Czy jest jakieś miasto, gdzie byśmy chętnie odbyli defiladę zwycięstwa, której mamy tak silny deficyt? Ktoś powie, że to są pytania niedorzeczne. Śmiemy powiedzieć, że są jednak dorzeczne. Zwłaszcza w kraju wojennych fantazji. Ale jeżeli ktoś czuje się dotknięty, zniesmaczony bądź rozczarowany – to zadamy pytanie bardzo konkretne: co z nami będzie, gdy wybory w USA na powrót wygra Donald Trump?©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Niedorzeczne i dorzeczne