Sprawy "teoretyczne" i sprawy "konkretne"

Sporne dla Polaków i Niemców mogą być w najbliższym czasie nie tylko znane od lat kwestie dwustronne, ale także sprawy związane z obecnością Polski i Niemiec w Unii Europejskiej.
Czyta się kilka minut

Wchodząc na imprezę wyborczą sztabu Lecha Kaczyńskiego w warszawskim Pałacu Kultury, byłem świadkiem sceny, która wydała mi się symboliczna. Otóż w holu Pałacu 103-letni kombatant wojny z 1920 roku, który ledwo się poruszał, został wsadzony na ruchomą platformę, aby mógł pokonać schody wiodące do Sali Marmurowej. Tam kotłował się już tłum zwolenników Kaczyńskiego. Zwycięstwo z weteranami (nie tylko tamtej wojny) w tle... Czy politycy rządzący dziś Polską mają pomysł tylko na to, jak odnieść się do dziedzictwa narodowego i do przeszłości, czy też posiadają równie udaną koncepcję budowy przyszłości?

I co dalej z sąsiedztwem polsko-niemieckim?

Chciałoby się wierzyć, że przyszły prezydent ze swoim często przywoływanym “instynktem państwowym" przywdzieje szaty dyplomaty, złagodzi styl wypowiedzi i w tym duchu będzie też oddziaływać na swe zaplecze polityczne i na rząd. Chce się wierzyć, że jego działaniom na płaszczyźnie międzynarodowej będą przyświecać interesy Polski, a nie polskie kompleksy. Jeśli zaś chodzi o sprawy polsko-niemieckie: może Lech Kaczyński znajdzie czas np. na wizytę w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie, aby pokazać, że Polacy potrafią rozmawiać o historii najnowszej z otwartą przyłbicą, inaczej niż, powiedzmy, Turcy lub Rosjanie? Że potrafią (jeszcze - albo znowu) rozmawiać w duchu słów “wybaczamy i prosimy o wybaczenie", w duchu Jana Józefa Lipskiego, który 25 lat temu ostrzegał rodaków przed “megalomanią", szkodliwą przede wszystkim dla nich samych.

Teraz parę słów o rządzących w Niemczech. Można oczekiwać, że w przyszłości rzeczywiście niemiecki samolot rządowy w drodze do Moskwy odbywać będzie “międzylądowanie w Warszawie", jak zapowiada jeden z czołowych polityków chadecji.

Ale jest inna dziedzina, gdzie szykuje się zderzenie interesów: sprawy związane z obecnością Polski i Niemiec w Unii. Szef współrządzącej w Berlinie bawarskiej CSU, Edmund Stoiber, ogłosił niedawno, że w rozmowach koalicyjnych CDU/CSU-SPD osiągnięto “zgodę" w następującej sprawie: przyszły rząd Niemiec miałby zabiegać o to, aby obciąć fundusze unijne tym krajom, które mają niskie podatki. Jego argument: fundusze strukturalne nie powinny finansować powstawania miejsc pracy w nowych państwach Unii. To wznowienie zapomnianej już argumentacji kanclerza Gerharda Schrödera, który był kiedyś niezadowolony z niskiego opodatkowania firm u sąsiadów Niemiec na Wschodzie (podczas gdy koncerny samochodowe w “biednych" Niemczech Wschodnich budują nowe fabryki, korzystając z setek milionów euro subwencji). Stoiber lubi prezentować Bawarię jako region, który po 1945 r. zrobił skok w rozwoju, ale zgodnie z prawem Kalego nie chce, by podobną szansę dostały inne regiony i kraje Europy. To on jest dziś w Niemczech największą przeszkodą dla prawdziwej europejskiej integracji.

Nieco bardziej zrozumiałe wydaje się, że przyszły niemiecki rząd (takie głosy dochodzą z Berlina) będzie chciał przedłużyć okres przejściowy, zapewniający wykluczenie pracowników nowych państw Unii z niemieckiego rynku pracy (dwa lata po 1 maja 2004 r. państwa UE mogą okres przejściowy przedłużyć albo nie; tak było ustalone). Decyzja ta oraz kształt unijnej dyrektywy w sprawie swobody usług będą wypracowane w najbliższych tygodniach. W imię nowego otwarcia na sąsiadów (i nie tylko dlatego) byłoby dobrze, gdyby rząd Niemiec, będąc na początku kadencji, podjął tu odważne kroki. Jeśli nie teraz, to kiedy - przed następnymi wyborami?

Tu byłoby też pole do popisu (nawet bez PO-PiS-u) dla wszystkich w Polsce, którym bliski jest interes narodowy. Bo kolejny gorący temat najbliższego okresu to budżet unijny na lata 2007-13. W ostatniej debacie telewizyjnej Kaczyński-Tusk doszło do znamiennej wymiany zdań, która wiele mówi o różnych wizjach polityki zagranicznej obu pretendentów do prezydentury. Tusk powiedział: “Możemy Europejczykom tłumaczyć, że gazociąg [rosyjsko-niemiecki] jest dla nas niekorzystny, ale przede wszystkim powinniśmy rozmawiać o budżecie [na lata 2007-13]". Na to Kaczyński z Tuskiem razem próbowali obliczyć, ile Polska może zyskać lub stracić, jeśli budżet na ten okres będzie dla niej korzystny lub niekorzystny i zgodzili się, że chodzi o niebagatelną sumę 3-4 miliardów euro. Po czym Kaczyński dodał: “Mówimy tu o pieniądzach raczej teoretycznych. A szantaż gazociągiem to sprawa bardzo konkretna".

Życzyłbym Polsce, aby w najbliższych latach znalazło się w Warszawie jak najwięcej ekspertów od tych spraw “raczej teoretycznych".

GERHARD GNAUCK jest korespondentem berlińskiego dziennika “Die Welt" na Polskę i Ukrainę. Pochodzi z rodziny polsko-niemieckiej: jej polska gałąź wywodziła się z Podola, niemiecka z Dolnego Śląska.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2005