Smak minionego czasu

Młode koleżanki i młodzi koledzy, zaludniający dziś nowoczesny i funkcjonalny newsroom Tygodnikowy, nie bardzo umieją sobie wyobrazić, jak on wyglądał w pierwszej dekadzie III Rzeczypospolitej.
Czyta się kilka minut

A to wtedy właśnie rozległe pomieszczenie zmieniło się na kilka lat w ponury labirynt ciasnych boksów, wydzielonych brutalistycznymi przepierzeniami. Krzysztof Kozłowski żartował, że młodsze pokolenie redaktorów, nieprzywykłe do życia w wolności, odreagowało szok niepodległości, budując sobie namiastkę więzienia. Jeden z boksów, tuż przy potężnym piecu, zajmował wówczas Jerzy Pilch, felietonista i redaktor działu kultury.

Boks ów, a także strategicznie położone biurko w sekretariacie, przy którym dyktował Teresie Skoczyńskiej swoje teksty, pojawiają się u Pilcha w obrazkach z życia „Tygodnika”, jak arcydzielny felieton tytułowy i równie świetni „Młodzi z »bruLionu«”. Obok – wielkie i ważne postacie, na czele z Jerzym Turowiczem i jego przyjaciółmi, jak Czesław Miłosz i Jan Błoński. Pilch, ewangelik z Wisły, spotyka na Wiślnej trzech niezwykłych księży katolickich – Andrzeja Bardeckiego, Józefa Tischnera i Stanisława Musiała – i portretuje ich z fascynacją, a nawet, ośmieliłbym się powiedzieć, miłością. Podobnie jak Bronisława Mamonia, cudownie roztargnionego szefa działu kultury, który wciągnął go do pracy w naszym piśmie.

Marian Stala we wstępie („Luter z Tygodnika”) przypomina, że lata 1989-98 to dla Pilcha dekada rozkwitu talentu i rosnącego rozgłosu. A krakowskie doświadczenia i redakcyjna perspektywa powracają u niego i później. Tamta epoka jest bezpowrotnie zamknięta: niemal wszyscy seniorzy umarli, część ówczesnych młodych odeszła z własnej woli lub nie, sam Pilch rozstał się w 1998 r. z redakcją i wyjechał do Warszawy, przenosząc felieton do „Polityki”, choć w przyszłości wróci jeszcze na łamy. Został „Widok z mojego boksu”, autobiograficzny i nostalgiczny, zostały ilustrujące go zdjęcia Kasi Morstin, niestrudzenie utrwalającej redakcyjną codzienność.

Stala tak kończy swój wstęp: „Był kiedyś świat, w którym na Wiślnej spotykali się Jerzy Turowicz, Czesław Miłosz, Józef Tischner, Ryszard Kapuściński. Był świat, w którym do Krakowa przyjeżdżał Josif Brodski. Mnie też zdarzyło się ich widywać. Ten świat odszedł w przeszłość. Książka Jerzego Pilcha o tym świecie mówi, do tego świata powraca”. Dodałbym: i choć na chwilę go wskrzesza. ©℗

Jerzy Pilch, WIDOK Z MOJEGO BOKSU, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019, ss. 238.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2019