Reklama

Słowo o podręcznikach

Słowo o podręcznikach

03.04.2006
Czyta się kilka minut
Jestem ministerialnym rzeczoznawcą podręczników szkolnych z geografii. Byłbym rad dowiedzieć się, nawiązując do tekstu Joanny Olech "Podręczniki i złota rybka" ("TP" nr 12/06), jakie "wielkie pole do nadużyć" stworzyła sytuacja, w której "recenzentów (początkowo) zatrudniali wydawcy". Autorka nie wspomina, że angażowanie recenzentów było ograniczone, udostępnionymi na stronie internetowej MEN, listami rzeczoznawców. Recenzując niemałą liczbą podręczników do geografii i przyrody, nigdy nie otrzymałem od wydawców dwuznacznych propozycji, natomiast zawsze podziękowania za "wnikliwe uwagi" czy konstruktywną i życzliwą krytykę. Ignorowanie przez wydawców i autorów podręczników krytycznych uwag recenzentów i "puszczanie przysłowiowych knotów" w zamian za graniczące z "nadużyciami" ustępstwa, byłoby ze strony wydawców głupotą i przejawem krótkowzroczności, nie mówiąc o braku elementarnego poczucia odpowiedzialności.
N

Nie wiem, dlaczego autorka tak kategorycznie odmawia rzeczoznawcom merytorycznym znajomości podstawowych kanonów estetyki wizualnej i poczucia piękna. Wystarczy wejść na www.menis.gov.pl/oswiata/podrecz/wymagania, by przekonać się, że ocena "estetyki materiału ilustracyjnego" zajmuje w recenzji dalszą pozycję ważności, a poprzedza ją "ocena materiału ilustracyjnego pod względem poprawności merytorycznej" i "ocena jego właściwego doboru". Rzeczoznawca merytoryczny powinien, jak chcą wskazania ministerialne, zająć w miarę jasne stanowisko, mając na uwadze integralność materiału rzeczowego i szaty graficznej "w procesie nauczania, ­uczenia się i wychowania". Opiniując podręczniki, umiejętność odróżniania estetycznej szaty graficznej od jej szpetnej mutacji nie została, na szczęście, wystawiona u mnie na jakąś heroiczną próbę. Poza tym, doceniając wagę estetyki, ale ze względu na koszty ogólne i sposoby ich ograniczania (to przecież jeden z głównych wątków skądinąd interesującego i wielce pożytecznego­ artykułu!), trudno angażować jeszcze recenzentów artystycznych.

Nie rozumiem też, dlaczego autorka tak lekceważąco wypowiada się o wiedzy ogólnej piekarzy i krawców... "Mój" krawiec podczas rozmów na tematy geograficzne wykazuje zdumiewającą znajomość geografii regionalnej Austrii, wiedza zaś znajomego piekarza, np. o wygasłych wulkanach Owernii, czasami mnie, geografa fizycznego i przyrodnika, "onieśmiela, oszałamia i porywa". Zresztą, może to właśnie oni, jako osoby o obligatoryjnym poczuciu piękna i często wyrafinowanych gustach estetycznych, powinni zaangażować się w ocenę strony estetycznej podręczników, wskazując przy okazji właściwe miejsce w szeregu rzeczoznawcom merytorycznym?!

ANDRZEJ WITT, UAM, Poznań

***

Tak jak sędzia nie jest opłacany wprost z kieszeni podsądnego, jak arbitra piłkarskiego nie sponsorują kluby, a dziennikarz polityczny nie pobiera pensji od polityków, tak i recenzent nie powinien być opłacany przez recenzowanego. Sytuacja pieniężnej zależności recenzenta od wydawcy nie sprzyja obiektywizmowi osądu. Jak wspomniałam w artykule, sukces lub porażka podręcznika to dla oficyn gra o byt - o posady i egzystencję pracowników. Proces dopuszczania podręczników do obiegu powinien zatem być obiektywny, nie zmącony pokusą korupcji ani nawet zażyłościami towarzyskimi. Ta właśnie ostrożność zadecydowała zapewne o tym, że MEiN przyjęło obecne rozwiązanie: chlebodawcą recenzentów jest minister. Strzeżonego Pan Bóg strzeże...

Odmawiam recenzentom merytorycznym "znajomości podstawowych kanonów estetyki i poczucia piękna" z tych samych powodów, dla których autorka (absolwentka Akademii Sztuk Pięknych) odmawia sobie kompetencji do recenzowania zawartości merytorycznej podręczników. Praktyka wydawnicza ciągle dostarcza mi nowych powodów do oburzania się na niekompetencję recenzentów merytorycznych w kwestii poczucia piękna. Zakończone przed kilkoma dniami warszawskie Targi Edukacyjne wzbogaciły moją biblioteczkę kuriozów ilustracyjnych - kolekcji oburzającego kiczu, dopuszczonego do użytku szkół z błogosławieństwem MEiN (o zjawisku pisałam już na łamach "TP"). Jest to kicz tak porażający, że nie do obrony - tyle tylko że nikt go bronić nie musi, bo nie ma osób kompetentnych, które by z fatalnego gustu uczyniły wydawcom zarzut. A ilekroć jest mowa o oszczędnościach, najpierw tnie się "po urodzie" podręcznika, lekceważąc fakt, że żyjemy w czasach kultury obrazu, a percepcja wizualna ciągle zyskuje na znaczeniu w procesie nauczania.

Piekarze i krawcy są niewinni. Powoduje mną jedynie niczym nie umotywowane, krzywdzące zapewne, przekonanie, że magistrzy z wieloletnią praktyką nauczycielską lepiej poradzą sobie z opiniowaniem podręczników niż inne profesje. W dniu, w którym zwątpię w tę prostą tezę, zacznę domagać się losowego wyboru recenzentów ministerialnych spośród lodziarzy, urzędników poczty, prokuratorów i tegorocznych maturzystów.

JOANNA OLECH

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]