Równość na tamtym świecie

Pobita, zgwałcona, nękana psychicznie może liczyć na wsparcie i paragraf. Pozbawiona konta, karty kredytowej i gotówki, usłyszy od dzielnicowego: „On jest żywicielem rodziny, ma prawo odciąć panią od wszystkiego”.

19.10.2014

Czyta się kilka minut

 / Fot. GETTY IMAGES
/ Fot. GETTY IMAGES

On (według jej opisu) wygląda niepozornie. Niski, szczupły, niemal cherlawy. Owszem, siłę w tych chudych łapach ma jak tur, tylko kto by pomyślał, że tak jej użyje? Dla otoczenia łagodny jak baranek. W kościele w pierwszych ławkach. „Ty tego swojego to chyba nie ze świecą szukałaś, a z gromnicą” – powiedziała kiedyś sąsiadka.

Ona jest szczupłą, farbowaną blondynką koło pięćdziesiątki. Odkąd zgłosiła się na terapię w mieście nieopodal, odzyskuje poczucie własnej wartości. Zdrowia fizycznego już nie: znerwicowana, rozbiegane ręce, leczy się na serce.

On (jej opis) chodzi wszędzie ze skórzaną saszetką pod pachą. W środku plik banknotów, których nigdy nie zanosi do banku. Inaczej musiałby tłumaczyć, skąd te banknoty, a on się tłumaczyć nie chce.

Ona nosi niewielką, jasną torebkę. W środku materiał dowodowy, którego nigdy nie zostawia w domu: smartfon ze zdjęciami (sińce, obrzmienia, okaleczenia), lekarskie orzeczenie sprzed tygodnia (skręcony nadgarstek i stłuczenia), dwie wyrwane z zeszytu kartki w kratkę.

Pierwsza: „Mąż przekazał mi 800 zł (osiemset złotych) na moje wydatki, na życie. 5 września 2014 roku”. Druga: „Mąż przekazał mi 800 zł (osiemset złotych) na moje wydatki, na życie. 7 października 2014 roku”.

Pod spodem podpisy. Jego i jej.

Paragon ze śmietnika

Powiedzmy, że ma na imię Maria. Spotykamy się przed południem w rzadko uczęszczanej restauracji („Miasto jest małe, ktoś może zobaczyć”). Żeby dojść do niej z oddalonej o trzy kilometry wsi, potrzebowała niecałą godzinę.

W tej wsi stoi ich dom. Żeby go pokazać, Maria włącza telefon komórkowy z nowym od kilku dni hasłem (on usiłuje się włamać).

Dom jest duży (300 metrów), stylizowany na pałacyk, otoczony roślinami. W środku dwie osobne strefy: jego i jej. Ta druga to zamykany na klucz pokój. W środku: łóżko i dwie szafki na ubrania. Tyle.

– Mąż pracuje za granicą – opowiada Maria, popijając kawę i spoglądając od czasu do czasu na drzwi (jest często śledzona). – Przyjeżdża raz na kilka tygodni. Ostatnio w sobotę. Uderzył mną o ścianę, poszarpał, na koniec dusił. Diagnoza: skręcony nadgarstek i potłuczenia. Pierwsza sprawa karna, sprzed ponad roku, o przemoc fizyczną i gwałty, została umorzona. Druga jest w toku, podobnie jak sprawa rozwodowa. Wie pan, co to jest zespół Otella? Chorobliwa zazdrość, stwierdził to u niego wiele lat temu psychiatra.

Poznają się w latach 80. Po dwóch latach ona dowiaduje się, że on śledzi ją w drodze do pracy. O przemocy jeszcze nie ma mowy. Również tej ekonomicznej: przez wiele lat ich małżeństwa to ona gospodaruje – zarobionymi przez niego – pieniędzmi. Siedzi w domu: o przedszkole czy żłobek wtedy jeszcze trudniej, zresztą kobieta na wsi przyspawana jest do gospodarstwa. Wychowuje dwóch synów i córkę.

Zdarza się, że on bije dzieci. W tym półrocznego syna, bo jest za głośny.

Kiedy dzieci mają po kilka lat, Maria chce iść się uczyć. „Nie pójdziesz, tam są sami mężczyźni” – słyszy. Przez jakiś czas pracuje, a nawet zakłada małą firmę usługową. Zamyka ją, kiedy nadchodzi kryzys.

Na dobre zaczyna się kilka lat temu. Do nękania i bicia dochodzi ekonomiczny terror. On zarabia – według jej szacunków – kilkanaście tysięcy miesięcznie, jej daje zwykle kilkaset złotych. Musi wystarczyć na jedzenie i rachunek telefoniczny.

Kilka lat temu dostaje od niego pierścionek. Ale wkrótce go ściąga. „Nawet na chleb mi nie wystarczało” – mówi do niego pytana, gdzie się podział. „Na pewno sponsorujesz jakiegoś k...arza” – słyszy.

Od dwóch miesięcy (po tym, jak ich finansami zainteresowała się pomoc społeczna), dostaje od niego 800 zł miesięcznie (za pokwitowaniem). Ale we wrześniu wydaje 600 zł na adwokata, a w październiku – 200 zł na koszty sprawy sądowej. Teraz (początek października) ma w portfelu 330 zł. Musi starczyć do końca miesiąca.

Konta wspólnego nie mają. Zresztą i tak nic by nie dało: tylko niewielka część jego zarobków to pieniądze legalne. Resztę odbiera „pod stołem”.

Ubrań i butów – uważa on – kupować nie musi: zawsze przecież przywiezie jej coś z Niemiec. Ostatnio: buty z wyprzedaży i „szaro-burą, niepasującą bieliznę”.

Kiedy ona po kryjomu kupuje sobie sukienkę (na komunię u krewnych), on wysypuje do ogrodu zawartość kontenera ze śmieciami. Znajduje paragon na 120 zł. Robi awanturę.

Samochód? Na posesji stoją dwa, w tym jeden zarejestrowany na nią. Ale nie wolno jej go używać.

Lekarze? Ma nieusunięty korzeń zębowy. O wizycie prywatnej nie ma mowy – taki zabieg to co najmniej 150 zł.

Internet? Opłaca sama. Co z tego, skoro on odłącza jej kabel, bo podejrzewa o romansowanie na czatach.

– Kiedyś zostało mi 40 zł na kilka dni – opowiada Maria. – Zastanawiałam się, czy kupić jedzenie, czy karmę dla psa. Boję się, że kiedyś przyjdzie jakaś nagła sytuacja. Trzeba jechać do szpitala, a ja bez samochodu i pieniędzy.

Przemoc ekonomiczna jest...

– Przemoc ekonomiczna to ten rodzaj zjawiska, który w ostatnich latach najbardziej się rozwija. Po prostu żyjemy w czasach, w których brak dostępu do zasobów oznacza, że praktycznie nie ma człowieka. Dla sprawcy to w związku z tym coraz skuteczniejsze narzędzie podporządkowania ofiary – mówi Grzegorz Wrona, adwokat współpracujący z organizacją „Niebieska Linia”, zajmującą się profilaktyką antyprzemocową.

Jaka jest procentowa skala zjawiska, nie do końca wiadomo. Jak piszą autorzy raportu Instytutu Spraw Publicznych „Przemoc ekonomiczna wobec kobiet”, brakuje kompleksowych danych. Według badań OBOP z 2010 r. (na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej) 14 proc. Polaków zgadza się ze zdaniem: „W małżeństwie prywatna własność nie istnieje – mąż ma prawo zrobić z rzeczami żony, co zechce”, a 12 proc. kobiet oraz 6 proc. mężczyzn deklaruje, że doświadczyło przemocy ekonomicznej.

O ile wedle badania OBOP proporcja ofiar-kobiet do ofiar-mężczyzn, jeśli chodzi o przemoc w ogóle, wynosi 61 do 39 proc. (w statystykach policyjnych nawet 90 proc. to kobiety), w przypadku przemocy ekonomicznej wynosi ona 70 do 30.

Pytana o przyczyny tej dysproporcji, Agata Chełstowska, analityczka ISP, wskazuje na słabszą sytuację kobiet na rynku pracy. – Kobiety mają po prostu trudniejszy dostęp do zasobów. Częściej są bezrobotne, a jeśli nie mają pracy, są bardziej narażone na bezrobocie długotrwałe. Ponadto częściej to im przypisywana jest opieka nad dziećmi, co sprawia, że pracodawca nadal częściej patrzy na kobietę jak na potencjalną matkę.

Co dokładnie wchodzi w skład przemocy ekonomicznej w wydaniu domowym (istnieje jeszcze instytucjonalna, związana z dostępem do rynku pracy)? Według definicji stworzonej przez Centrum Praw Kobiet – to np. sytuacja, w której mąż zarządza dobrami kobiety bez jej zgody, zakazuje albo utrudnia podjęcie nauki lub pracy, ogranicza dostęp do wspólnych środków, odmawia udziału w zaspokajaniu potrzeb czy wymusza dostęp do konta żony (sytuacja może być oczywiście odwrotna – to mężczyzna może być ofiarą).

– Przemocą ekonomiczną będzie też uchylanie się od płacenia alimentów albo płacenie ich pod jakimiś warunkami. Tymczasem ściągalność alimentów w Polsce jest właściwie żadna – zauważa Agata Chełstowska.

Grzegorz Wrona dodaje, że przemocą jest również patologiczne marnotrawstwo: wydawanie pieniędzy na cele inne niż te rodzinne – hazard, alkohol czy inne używki – kosztem podstawowych potrzeb rodziny.

Kupon z zakładu bukmacherskiego

Powiedzmy, że ma na imię Anna.

Od Marii różni ją wszystko. Jest przed trzydziestką – wychowuje dwójkę małych dzieci. Z domu uciekła, znajdując miejsce w jednym z całodobowych centrów kryzysowych (średniej wielkości miasto na wschodzie kraju). Jej mąż to już nie przykład pana i władcy ekonomicznych zasobów. Przeciwnie: zarabia głównie ona.

Spotykamy się w świetlicy centrum kryzysowego. Ona – szczupła, ciemne, krótkie włosy, okulary – pokrzykuje na bawiących się na dywanie synów.

Słowa „próby samobójcze” nie padną w rozmowie ani razu – Anna będzie mówić: „moja pierwsza” i „moja druga”, spoglądając znacząco na synów.

Pierwsza ma miejsce na początku roku. Co myślała tuż przed? Że będzie spokój: żadnych ponagleń, pism windykacyjnych, telefonów. Bierze „tabletki męża na nerwy”. Popija. Kiedy zasypia, on ją rozbiera i wsadza do wanny (dlaczego? – Anna nie wie do dziś). Na policję i pogotowie dzwoni po wielu godzinach teść.

Próba druga ma miejsce na drodze krajowej blisko miasta. Najpierw po prostu jeździ, w tę i z powrotem, przez niemal całą noc. To rozpędza się, to zwalnia. Wreszcie zamyka oczy, skręca w prawo. Ale w drzewo wbija się nie tą częścią samochodu, którą planowała.

Poznają się w 2005 r. On ma pracę, ale pieniędzy do domu nie przynosi. Pije, obstawia wyniki w zakładach bukmacherskich – czasami całą pensję w ciągu kilku dni. Kiedy ona akurat nie ma pracy, trudno związać koniec z końcem. Kiedy i on traci pracę, sprzedaje nawet obrączki.

Dochodzi do awantur. Ona nie daje sobie dmuchać w kaszę. Kiedy on ją szarpie, wykręca nogi, ręce – ona oddaje albo oblewa go kawą.

On coraz częściej bierze kredyty, głównie „chwilówki”. Zwykle na nią (zgadza się, bo wierzy, że wszystko się „jakoś poukłada”). Później biorą kolejne, by spłacić poprzednie. On właściwie niczego nie wymusza – nie musi. Wie, że to jej zależy na rodzinie. Korzysta z jej karty kredytowej, do której numer PIN przekazała mu wcześniej („Bo człowiek na początku ufa drugiemu człowiekowi”). Dzwonią z banku: „Ma pani dwa tysiące debetu”.

Kiedy łączna suma kredytów jest już nie do uniesienia, decyduje się na krok ostateczny. Kiedy się nie udaje, ucieka – jak tysiące polskich kobiet – do całodobowego centrum kryzysowego. Z noclegiem, wyżywieniem i opieką psychologiczną.

Przemocy ekonomicznej nie ma...

Taki wniosek mógłby wysnuć ktoś, kto szukałby jej śladów w oficjalnych opracowaniach.

Nie ma jej w ustawach – w tym w ustawie o przemocy w rodzinie, gdzie mowa o przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej.

Nie grozi za nią kara (chyba że da się udowodnić ewidentne oszustwo).

Statystyk na jej temat nie zbiera GUS. Ślad przemocy ekonomicznej pojawia się po raz pierwszy w ubiegłym tygodniu, kiedy policja ogłasza, niepokojące nie tylko pod tym względem, statystyki na temat przemocy w pierwszym półroczu 2014 r. [patrz: ramka obok]. Ale liczbę nieco ponad 600 ujętych po raz pierwszy w statystykach przypadków przemocy ekonomicznej trudno traktować jako miarodajną (na pewno jest ich więcej).

Nie jest badana przez naukowców. Jeśli w ogóle się w badaniach pojawia – jak we wspomnianym sondażu OBOP-u – dotyczy przemocy w ogóle. Dopiero na przyszły rok Instytut Spraw Publicznych planuje kompleksowy raport na ten temat.

Wreszcie: nie istnieje w społecznej świadomości. Bo jak słowo „przemoc” – kojarzone powszechnie z pięścią albo gwałtem – skojarzyć nagle z kartą kredytową?

Jest przemoc ekonomiczna w głośnej ostatnio Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Dokument ten – poza innymi ważnymi elementami, jak obowiązek wprowadzenia skuteczniejszej profilaktyki, izolacja domniemanego sprawcy od ofiary nawet bez wyroku karnego – zobowiązuje państwa do umieszczenia definicji przemocy ekonomicznej w prawie.

Prof. Małgorzata Fuszara, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania: – Oczywiście konwencja nie sprawi, że następnego dnia przyjdzie nowy świat. Ale może wiele zmienić, bo będziemy się musieli rozliczać z tego, jak punkt po punkcie wprowadzamy jej postanowienia. Choćby obowiązek włączenia definicji przemocy ekonomicznej do prawodawstwa, który sprawi, że nie da się już tego tematu wykluczyć z debaty. Procedura w razie ratyfikowania konwencji będzie taka: najpierw sprawdzimy, czy prawo chroni ofiary, również przed przemocą ekonomiczną. Jeśli okaże się, że nie, będziemy musieli się zastanowić, co zrobić, by chroniło.

Agata Chełstowska: – Jeśli czegoś nie ma w przepisach, nie ma też tego w świadomości, a wtedy trudno z tym walczyć. Przemoc ekonomiczna należy – w dość powszechnej świadomości – do sfery prywatnych ustaleń: „Jest tak, jak wy sobie to w małżeństwie ustalicie”.

Grzegorz Wrona: – Przemoc ekonomiczna nie jest objęta kodeksem karnym, a procedury cywilne, które mogłyby doprowadzić np. do odzyskania części wspólnego majątku, trwają długo. Efekt? Sprawca stosujący w Polsce przemoc ekonomiczną pozostaje w zasadzie bezkarny.

Dokument Rady Europy – jego ratyfikacja przez Sejm się opóźnia – krytykują środowiska prawicowe. Głównie z powodu przyjętego w konwencji założenia, że przemoc ma źródła w tradycji, kulturze i stereotypach płciowych. Problem w tym, że kulturowe źródła przemocy widać w niemal każdej ludzkiej historii. Bodaj jeszcze jaskrawiej widać je, gdy w grę wchodzi właśnie przemoc ekonomiczna.

Otoczenie

Maria po jednej z domowych awantur idzie na policję. Nie pierwszy raz: funkcjonariusze pojawiają się w jej domu regularnie.

„Proszę pani, mąż pani jest jedynym żywicielem rodziny. Ma prawo wyłączyć pani wszystko, oprócz wody, prądu i gazu” – mówi pan dzielnicowy. – Na moją odpowiedź, że to są nasze wspólne dochody, a ja przez lata wychowywałam dzieci i m.in. dlatego nie mam dzisiaj prawa do zasiłku ani pracy, nie odpowiedział już nic – wspomina Maria.

Dzieci? Jej dwóch synów opuściło dom. Jeden się ożenił, ma dzieci. Wcześniej uciekł z domu, bo ojciec się nad nim znęcał. – Synowie powiedzieli, że chcą być neutralni, że nie staną po żadnej ze stron – mówi kobieta. – A jeden z nich buduje dom. Wsparcie finansowe od ojca jest dla niego ważne. Córka jest pod całkowitym wpływem ojca: zarządza jego finansami, robi przelewy. „Ta k... nie ma do ciebie wstępu” – tak jej powiedział, i kazał się zamykać na klucz.

Rodzice Marii? – Kiedyś miałam marzenia, chciałam chodzić na basen, uczyć się jeździć nartach – wspomina kobieta. – „Nie będę zapier…ał, żebyś ty sobie jeździła na wczasy” – powiedział. A potem wezwał moich rodziców: „Wiecie, co wasza córka wymyśliła? Ona chce być samodzielna, wszędzie chodzić sama”. Moja mama na to: „Dziecko, ty jesteś mężatką, tobie faktycznie nie wypada”.

Siostra? Mąż alkoholik, bijący, tonący w kredytach. „Popatrz, ona to ma ciężko, a nie wzywa policji. Tobie się w głowie poprzewracało” – słyszy Maria od rodziny.

Pomoc społeczna? „Nie ma szans na świadczenia, pani mąż za dużo zarabia”.

Ksiądz proboszcz? „Proszę pani, ja nie znam sprawy. Ale jeśli nie zazna pani sprawiedliwości tu, to na pewno na tamtym świecie”.

– Mogłabym uciec z domu i tułać się po schroniskach, ale nie chcę – mówi Maria. – To jest też mój dom, tutaj wychowywałam swoje dzieci.

Jutro

Anna, na krześle w świetlicy schroniska dla ofiar: – On się już nie zmieni. Będzie sprawa o alimenty i rozdzielność majątkową. Chcę stanąć na nogi, żyć.

Maria, przy stole w restauracji (za chwilę wróci pieszo do swojego domu na wsi): – Bardzo pomaga mi terapeutka w centrum kryzysowym. Zaczynam stawać na nogi. Dostałam ofertę pracy na kasie. Być może ją przyjmę, nie mam innego wyjścia. Nie mam dochodu, prawa do zasiłku, nie dostanę też w przyszłości emerytury. Na starość może być jeszcze gorzej.

Anna: – Spłacam długi. Zostało 11 tys. jednego kredytu i 2900 zł drugiego.


CORAZ WIĘKSZY PROBLEM?

Tak wynikałoby z najnowszych policyjnych statystyk, które podał w ubiegłym tygodniu „Dziennik Gazeta Prawna”. W pierwszym półroczu 2014 r. wykryto o ponad 40 proc. więcej przypadków przemocy niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Coraz więcej jest zgłoszeń o przemocy psychicznej. Z kolei 627 zarejestrowanych – po raz pierwszy – przypadków przemocy ekonomicznej dotyczy głównie kobiet zajmujących się domem i pozbawionych dochodu.

Nie wiadomo, czy coraz większa liczba wychwytywanych w statystykach przypadków to efekt narastającej skali zjawiska. Powodem może być też coraz sprawniejsze diagnozowanie problemu, ale też wzrastająca świadomość ofiar i organów ścigania.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2014