Reżyser Janusz Majewski nie żyje

Mówił o sobie skromnie, że jest opowiadaczem. Zmarły w wieku 92 lat reżyser, scenarzysta, pedagog był obecny w polskiej kinematografii do samego końca.
Czyta się kilka minut
Janusz Majewski, Kraków, czerwiec 2022 r. // Fot. Agnieszka Cynarska-Taran
Janusz Majewski, Kraków, czerwiec 2022 r. // Fot. Agnieszka Cynarska-Taran

Jego twórczość, rozpoczęta jeszcze w latach 50., to potężny kawał rodzimego kina, choć twórca „Czarnego mercedesa” zawsze funkcjonował w nim trochę osobno, na własnych warunkach. 

Z urodzenia lwowiak, z pierwszego wykształcenia architekt, od początku kręcił filmy nie w ramach jakiejś misji czy dla prestiżowych nagród, lecz po prostu dla ludzi, w czym bez wątpienia pomagał mu wrodzony optymizm i poczucie humoru. Nic dziwnego, że „C.K. Dezerterzy” (1986) do dziś trzymają się mocno w rankingach najbardziej lubianych polskich komedii. Ale wcześniej, w „Zaklętych rewirach” (1975) na podstawie prozy Henryka Worcella i z przełomową rolą Marka Kondrata, zdołał tak ożywić przedwojenną restaurację hotelową, że stała się uniwersalną metaforą zhierarchizowanej przemocy. Od peerelowskiego zakładu pracy po dzisiejszą korporację.

Lepiej zresztą odnajdywał się w kostiumie (w szkolnym mundurku czy wojskowym mundurze) niż we współczesności – jakby pragnął odzyskać dzieciństwo i wczesną młodość odebrane mu przez wojnę i totalitaryzmy. Jako że zawsze bliżej było mu do amerykańskiej klasyki niż do europejskich autorów, przez lata pozostawał wierny kinu gatunkowemu, często nad Wisłą wzgardzanemu przez krytyków. Prócz komedii sięgał po kryminał – w stylu retro („Sprawa Gorgonowej”, 1977) bądź w swojskiej odmianie milicyjnej („Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię”, 1969), a także po horrory („Lokis. Rękopis profesora Wittembacha”, 1970) czy romanse historyczne („Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny”, 1983). To przede wszystkim solidny rzemieślniczo-inżynieryjny sznyt plus wcale niesprzeczna z tym lekkość sprawiały, że filmy Majewskiego oglądały wówczas miliony, a i dziś chętnie się do nich wraca.

Zostawił po sobie ponad pół setki tytułów filmowych, nie licząc spektakli teatru telewizji czy seriali, dlatego tak trudno ten przebogaty dorobek skwitować w kilku zdaniach. Mało ktoś dziś pamięta, że jeden z jego pierwszych tytułów, dziewięciominutowa „Róża” (nakręcona w 1962 roku!), dotykał tematyki Zagłady i zniszczonych cmentarzy żydowskich w Polsce, przynosząc Majewskiemu nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie. Jako jeden z bardziej oczytanych polskich filmowców w swoich scenariuszach śmiało sięgał po literaturę i to nie po tę najbardziej oczywistą, lecz np. po „Lekcję martwego języka” Andrzeja Kuśniewicza czy „Zazdrość i medycynę” Michała Choromańskiego. W sarkastycznej komedii „Sublokator” (1966), nagradzanej w kraju i za granicą, potrafił z wdziękiem łączyć staroświeckie klimaty i przenikliwą satyrę obyczajową.   

Zakochany w jazzowych i swingowych brzmieniach, na ekranie dawał temu wyraz niemal do ostatnich chwil, zarówno w fabule („Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”, 2015), jak i w dokumencie („Jazz outsider”, 2022). Jowialny, temperamentem bliski naszym południowym sąsiadom (z którymi kilkakrotnie współpracował), swoje kino, choć tak bardzo różnorodne, widział bardziej „po słonecznej stronie ulicy” niż w „zaklętych rewirach”. I takim właśnie go zapamiętamy. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Po stronie słońca