Rewolucyjny pomysł Merkel i Macrona

Czyta się kilka minut

Jeszcze niedawno wielu obserwatorów patrzyło – z obawą lub satysfakcją – na pogrążającą się w kryzysie Unię Europejską. Niektórzy twierdzili, że Chiny i Rosja okazały więcej solidarności niż połączone ideą integracji europejskie stolice. Kryzys gospodarczy miał dopełnić dzieła zniszczenia strefy euro, a potem samej Unii.

Wizja ta okazała się mocno na wyrost. Przyciśnięci do muru politycy zaproponowali pomysł, który jeszcze miesiąc temu był nierealny: państwa Unii mają wspólnie wyemitować dług, który pozwoli zwiększyć wydatki budżetu (uległby on podwojeniu, z 1 do 2 proc. unijnego PKB). Na tym polega ogłoszony w minionym tygodniu pomysł Emmanuela Macrona i Angeli Merkel. Jego rewolucyjność nie dotyczy sfery prawa, lecz polityki. Dotąd Unia, a konkretnie jej państwa (Unia nie może zaciągać pożyczek) emitowały obligacje, choć na sumy najwyżej setek milionów. Tymczasem teraz ma to być 500 mld euro. Ta kwota – z politycznego punktu widzenia – wydaje się pierwszym krokiem w stronę uwspólnotowienia długów i transferu środków do państw Południa (Grecji, Włoch czy Hiszpanii). Zastrzeżenie „wydaje się” jest podyktowane nie tylko brakiem formalnych decyzji, na które muszą zgodzić się wszyscy – już wiemy, że klub „małych bogaczy” (Austria, Holandia i Szwecja) niechętnie patrzy na tę ideę. Nie wiemy też, czy środki z emisji wspólnych obligacji trafią do potrzebujących w formie dotacji bądź pożyczek, oraz na jakich warunkach. Szczegóły są tu równie ważne co idea.

Wiemy natomiast, że jest to jedyny sensowny sposób wyjścia naprzeciw problemom, które od ponad dekady dławią rozwój europejskiego Południa, teraz obciążonego skutkami pandemii. To cena za stabilność społeczno-gospodarczą, której potrzebują i Włosi, i Niemcy. Naiwnością byłoby jednak sądzić, że wspólny dług to magiczny lek na bolączki całej Unii. Nie zastąpi reform i nie zmieni niechętnego nastawienia społeczeństw Północy do „utracjuszy” z Południa. Nie zarysuje granicy między solidarnością całej wspólnoty a odpowiedzialnością rządów narodowych za złą politykę. Tak naprawdę Merkel i Macron zaproponowali nam wspólną inwestycję w najcenniejszą walutę polityki, czyli czas. Czy było warto, dowiemy się za kilka lat. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2020