Reportaż sprzed lat

Umberto Eco: MÓJ 1968. PO DRUGIEJ STRONIE MURU - działo się to blisko czterdzieści lat temu, już po naszym Marcu i po paryskim Maju. Młody włoski naukowiec - kariera powieściopisarza była dopiero przed nim - latem 1968 roku wybrał się z żoną i dwojgiem przyjaciół na kongres semiotyków w Warszawie. Jechali samochodem przez Czechosłowację.
Czyta się kilka minut

"Miała to być wyprawa kulturalna. Najpierw postój w Mariańskich Łaźniach i Karlowych Warach, potem Praga... Okazało się jednak, że w stolicy Czechosłowacji wszystkie miejsca w hotelach są zajęte, ponieważ zjechały tu na kongres cztery tysiące geologów z całego świata. Tak więc zatrzymaliśmy się w Libni, na robotniczym przedmieściu na północnym wschodzie, przy szosie prowadzącej do Polski. Kiedy obudziliśmy się w środę 21 sierpnia, zobaczyliśmy kolumnę czołgów".

Dzień później autor wyruszył wraz z innymi włoskimi samochodami pilotowanymi przez limuzynę ambasady w stronę granicy austriackiej. Dopiero z Wiednia dostał się - samolotem - do Warszawy. Środkowoeuropejskie przygody zaowocowały dwoma reportażami dla tygodnika "L’Espresso". Pierwszy, z Pragi, zatytułowany "Taniec wśród czołgów" i podyktowany przez Eco jeszcze z Wiednia, ukazał się pod jego nazwiskiem. Drugi, warszawski, "Tajemnica Gomułki", opatrzony został pseudonimem Telesio Malaspina; tożsamość reportażysty ukryto, by nie naprowadzić na ślad jego rozmówców. Czytane po czterdziestu latach oba teksty okazują się interesującymi świadectwami - nie tyle samych wydarzeń, ile ówczesnego ich postrzegania i interpretowania przez wnikliwego obserwatora, który przybył zza żelaznej kurtyny. Choć warstwa czysto reportażowa też jest warta uwagi.

Podczas pieszej wędrówki z odległego przedmieścia do centrum Włosi obserwują zdumiewające sceny: tłum dyskutuje z najeźdźcami, wokół czołgów odbywają się niemal wiece, na pancerzach pojazdów pojawiają się napisy i ulotki. "Czesi rozmawiają z żołnierzami po rosyjsku. Pytają ich, po co tu przyjechali. Rosjanie odpowiadają, że w Pradze odbywa się faszystowski zamach stanu. Ludzie wybuchają śmiechem, ktoś wspina się na wieżyczkę, chwyta żołnierza za kołnierz i każe mu się rozejrzeć. Inni wyciągają legitymacje partyjne. Rosjanie uśmiechają się, zdezorientowani, jeden podejmuje rozmowę, inni zamykają się w pełnym napięcia milczeniu... Potem popełniają błąd: odpowiadają na pytanie, podejmują dyskusję. Zaczyna się kontrnatarcie - chłopcy wchodzą na czołg, tłumaczą na rosyjski ulotki, wyjaśniają, co to jest socjalizm". Oczywiście, nie wszędzie wygląda to tak sielankowo: grupa studentów niesie zakrwawioną flagę, w jednej z ulic czołg wypalił w sznur samochodów...

Równie mocny jest obraz pomarcowej, spacyfikowanej represjami Warszawy, odtworzenie klimatu pełnego podejrzeń, przemilczeń i uników. Owszem, na ulicach pełno dziewcząt w minispódniczkach, w kinie grają "Powiększenie" Antonioniego, a w hotelowym kiosku można kupić "Elle", jednak większość znajomych stara się wykręcić od spotkania z cudzoziemcem, ci zaś, którzy decydują się na rozmowę, demonstrują postawę rezygnacji bądź pragmatyczny cynizm.

Najciekawsze jest jednak zderzenie lewicowego włoskiego intelektualisty ze światem, w którym słowa, takie jak: socjalizm, rewizjonizm czy konserwatyzm, okazują się mieć inne niż na Zachodzie znaczenie, rewolta studencka wyrosła z odmiennych źródeł i w ogóle niełatwo nakreślić mapę prądów ideowych. W ponurej skądinąd historii znajdziemy zabawny i znaczący epizod: oto autor z polskimi przyjaciółmi słucha radia. "Nagle łapiemy nielegalne radio po polsku i od pierwszych słów rozumiem, że jest to wściekły atak prawicy na Rosjan, prowadzony językiem neofaszystowskiej gadzinówki". Okazuje się jednak, że to audycja prochińskiego wówczas Radia Tirana... Środkowoeuropejska lekcja staje się jednym z bodźców do rewizji własnych poglądów. "Pod koniec roku 2007 - pisze w posłowiu Jarosław Mikołajewski - pytam Eco, co pozostało z roku 1968. »Nic«, odpowiada. »Prócz przemian czysto obyczajowych«, dodaje po chwili".

(Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, ss. 86. Przeł. Jarosław Mikołajewski. W tekście sporo świetnych archiwalnych zdjęć).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2008