Razem i Europejska Stolica Kultury 2016

„Pragniemy wyrazić nasz sprzeciw wobec sposobu realizacji największego polskiego projektu kulturalnego ostatnich lat” – ogłosiła przed kilkoma dniami Partia Razem.
Czyta się kilka minut
Piotr Kosiewski /
Piotr Kosiewski /

To kolejny w ostatnim czasie krytyczny głos o programie Europejskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu.

Dyskusja o ESK 2016 jest konieczna, bo to wydarzenie o wyjątkowej skali. Szkoda tylko, że nie odbyła się ona wcześniej. Co więcej, jak celnie zauważyła jedna z osób komentujących spór na Facebooku, w krytyce ESK dominuje „paradygmat autobiograficzny”. Głos zabierają przede wszystkim osoby zaangażowane w przygotowanie aplikacji na konkurs o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, a potem odsunięte od realizacji projektu. Brakuje zaś wypowiedzi innych, zwłaszcza osób obecnie odpowiedzialnych za realizację ESK 2016.

Partia Razem w swym stanowisku zarzuca brak związku realizowanego programu z oryginalną aplikacją konkursową Wrocławia (jej współtwórcą był jeden z obecnych liderów tej partii – Roland Zarzycki). Sam program uznaje za chaotyczny zbiór „projektów pozbawionych myśli przewodniej i wzajemnych związków”. Owszem, część działań „przedstawia bardzo wysoką jakość artystyczną” – zaznacza Razem, ale pozostałe w ogóle nie powinny być realizowane. Wreszcie ESK 2016 „brakuje poparcia społecznego”. W tej sytuacji Razem domaga się „pilnego, zewnętrznego i dogłębnego audytu”, czyli mówiąc wprost: przeglądu kto, co i za jakie pieniądze wykonuje.

Część zarzutów powtarza się w innych wypowiedziach, tym bardziej nie powinno się ich łatwo zbywać. W stanowisku Razem pojawiają się też postulaty wykraczające poza samo ESK 2016, jak stworzenie budżetów obywatelskich dla kultury, które na pewno powinny zostać przedyskutowane. Jest jednak pewne „ale”. Mamy do czynienia ze stanowiskiem wydanym przez partię polityczną.

Czy to coś złego? To już przecież nowa polska norma. Różne partie i różni politycy – zwłaszcza o prawicowych korzeniach – co jakiś czas ogłaszają swe stanowiska w sprawie działań instytucji kultury, nieraz zajmowali się też recenzowaniem wystaw, festiwali, koncertów. Nawet zarzuty bywają podobne: brak społecznego poparcia i złe wydawanie pieniędzy. Jednak za każdym razem podobne wystąpienia spotykały się z krytycznym odzewem przynajmniej części środowisk kulturalnych. Dość zgodnie uznawano takie wypowiedzi polityków za atak na autonomię instytucji kulturalnych.

W przypadku Razem jest inaczej. Nie słychać rutynowych głosów oburzenia (niektórzy zapewne uznali samą partię za mało znaczący margines). Stosowanie różnych miar? Najwyraźniej tak. Jeżeli jednak uznamy kulturę za ważną część życia społecznego, to może warto przyjąć, że partie nie tylko mogą, ale i powinny mówić o polityce kulturalnej (czego często im się odmawia). Ba, nawet mogą wcielać się w rolę krytyków artystycznych, popadając przy tym najczęściej w śmieszność. Dajemy zatem to prawo wszystkim partiom, nie kierując się „słusznością” ich poglądów. Potem zaś – bez taryfy ulgowej – dyskutujmy z partyjnymi osądami kultury. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2016