Rammstein: "Reise, Reise"

Ta płyta miała początkowo nosić miano Rote Album - czerwonej płyty. Nazwę nawiązującą do White Album The Beatles i czarnej płyty Metalliki - longplay'ów przełomowych w stylistycznej ewolucji obu grup. Ostateczny tytuł Reise, Reise ma także pewną symbolikę. Nie tylko dlatego, że płyta powstawała między Sztokholmem, Malagą a Nowym Jorkiem, ale ponieważ Rammstein wyrusza na niej w interesującą podróż do wielu, często do tej pory przez siebie nie spenetrowanych, muzycznych zakątków.
Czyta się kilka minut
 /
/

Coraz mniej w utworach Niemców wpływów klasyków elektroniki i industrialu. Dawna fascynacja Kraftwerkiem, tak obficie inspirująca płyty “Herzeleid" i “Sehnsucht", pobrzmiewa właściwie tylko w klawiszowym solo w “Amerika". Niewiele jest też wpływów gotyckich, które tworzyły klimat poprzedniej płyty “Mutter". Równie monumentalnie jak “Mein Herz brennt" brzmią tu tylko rozpoczynający płytę znakomity utwór tytułowy oraz “Stein um Stein", nagrane z towarzyszeniem orkiestry. Chór kobiecy rozpoczynający “Morgenstern" przypomina aranżacyjne zabiegi Sisters Of Mercy. Surowy, mocny “Mein Teil" przywodzi na myśl wczesne dokonania Rammstein. Pozostała część płyty stanowi spore zaskoczenie.

Na “Reise, Reise" pojawiają się np. instrumenty co najmniej nietypowe jak na industrialną, ciężką muzykę. “Los" okrasza bluesowa harmonijka, w “Ohne dich" pojawia się obój. Partie akordeonu w finale “Reise, Reise" są nawiązaniem do szantów, natomiast w “Moskau" - do rosyjskiej tradycji muzycznej. W tym ostatnim utworze - najlepszym i zarazem najbardziej niezwykłym na płycie - pojawia się też pastiszowo w tle dziewczęcy wokal ŕ la Tatu. Po rosyjsku, oczywiście. Kolorytu dodaje jeszcze liryczny refren “Amour", zaśpiewany w stylu Charlesa Aznavoura.

Ciekawie jest w tekstach. Zamiłowanie do baśniowych, tajemniczych opowieści z “Mutter" przejawia się tu w trawestacji “Króla Olch" Goethego w “Dalai Lama". “Los" jest krytycznym i - co do Niemców niepodobne - autoironicznym spojrzeniem na przeszłość zespołu. “Amerika" to swoisty hymn zamerykanizowanego społeczeństwa, śpiewany w mieszance języka ojczystego i łamanej angielszczyzny, a dla kontrastu w “Moskau" Till Lindemann opisuję rosyjską stolicę jak... prostytutkę. Najbardziej zwraca jednak uwagę “Mein Teil" - historia internetowego kanibala Armina Meiwesa staje się pretekstem do krytyki niemieckiego konsumpcjonizmu i dewiacyjnego rozpasania, kryjącego się pod przykrywką pozorów kultury.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2004